czwartek, 25 maja 2017

I save light in my heart for us-ZIALL cz.1





Niall: 

Nie przejmując się późną porą, obdzwaniam wszystkich naszych przyjaciół, ale żaden z nich nie widział Zayna. Liam nawet wprost pyta, co ja znowu, do cholery, zrobiłem mulatowi. Nie miałem pojęcia, że mówił komukolwiek o tym, co działo się w naszym związku w ostatnim czasie. Po chwili zastanowienia stwierdzam, że musiał poszukać w kimś oparcia, skoro ja, osoba, która powinna w pierwszej kolejności mu je zapewnić, jest tylko przyczyną jego całego bólu. Zdaję sobie sprawę, że to, co zrobiłem jest niewybaczalne i fakt, że byłem wtedy na haju, nie jest dla mnie żadnym usprawiedliwieniem. Zayn nigdy mi tego nie zapomni ani nie wybaczy, ale tak szczerze to nawet nie mam na to nadziei. Chcę tylko go znaleźć. Upewnić się, że swoją brutalnością nie wyrwałem doszczętnie mojemu aniołowi skrzydeł… Jeśli on upadnie przeze mnie, ja pójdę na samo dno razem z nim. Chociaż ja już prawie dosięgnąłem najniższego poziomu. Kurwa, zgwałciłem własnego chłopaka, człowieka, który akceptował moje wady i trwał przy mnie, pomimo moich ostatnich wyskoków. Dopóki miałem go przy sobie, miałem nadzieję na to, że jest dla mnie jeszcze jakiś ratunek, teraz ta „matka głupich” odeszła razem z nim, nie wiadomo dokąd. Wszystkie moje demony powoli wypełzają z pod łóżka i zza szafy, unosząc się zapachem jego łez i krwi. Zaciskają szpony na moim sercu urwanymi wspomnieniami ostatnich godzin. Cały czas w głowie słyszę jego błagalny szept: Niall nie. W kółko: NiallnieNiallnieNiallnienienienieNIE. Brzydzę się sobą, śmieję się cicho na tą myśl. Tak jakbym już wcześniej nie odczuwał względem siebie tych uczuć. Jestem beznadziejny, odrażający i ohydny. Przede wszystkim jestem żałosny. Jak inaczej nazwać człowieka, który mając przy sobie cały swój świat, dobrowolnie odtrąca go na rzecz ćpania i alkoholu. Teraz, gdy wiem, że straciłem go na dobre, nic nie jest dla mnie istotne, nawet wymarzona praca. Pamiętam, jak o nią ostatnio się pokłóciliśmy. Chciał żebym rzucił to w cholerę, bo to mnie zabija. Jak zawsze miał rację, bo chociaż oddycham, a moje serce nadal bije, to tak naprawdę jestem martwy. Jak można dalej żyć, skoro samemu odcięło się sobie dopływ tlenu?

 Musze wyjść, spróbować go znaleźć, bo takie bezczynne czekanie na pewno nic mi nie da. On na pewno nie zamierza tu wracać. Sięgam po jakieś spodnie i ze zgrozą uświadamiam sobie, że wszystkie jego ubrania leżą nadal równiutko poukładane w szafie. Nic nie zabrał. Teraz dopiero jestem przerażony. Kolejny raz dzwonie do niego, a z łazienki słyszę delikatne brzęczenie. Idę tam i widzę znajomy telefon, leżący na kafelkach. Kurwakurwakurwa. Jest źle, bardzo źle. Błagam każdego Boga, jaki tylko może istnieć o to, by nie oznaczało to tego, że… Łzy na chwilę rozmazują mi obraz, ale szybko wycieram je wierzchem dłoni i ruszam na poszukiwania. Po kolei odwiedzam wszystkie jego ulubione miejsca. Niestety w żadnym z nich go nie znajduję. Działanie narkotyku całkowicie ustąpiło i cały ciężar tego, co zrobiłem, wgniata mnie coraz bardziej w ziemię. Chwytam za telefon, by sprawdzić godzinę i orientuję się, że przez pomyłkę zabrałem ten należący do Zayna. Zerkam na ostatnie połączenia i jest tam jedno imię, które ma bezpośredni związek z kłótnią z przed kilku godzin: Louis. Po chwili wahania dzwonie do nieznajomego. Nie odbiera i gdy już mam się rozłączyć, słyszę zmęczony, cichy głos.
- Tak?
- Umm... Dzień Dobry… Chciałem zapytać… znaczy się, znalazłem ten numer w telefonie Zayna… Chce tylko wiedzieć czy jest?
- Jest. - Oddycham z ulgą - Zayn jest w szpitalu, skoczył z mostu. Żyję, ale długo był pod wodą i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się wybudzi… - I jedyne, o czym jestem w stanie myśleć to, że to ja powinienem być na jego miejscu. Nie wnosiłem nic pozytywnego do tego świata. Wymuszam jeszcze tylko na Louisie informację, który szpital. Odpowiedź jest jak dla mnie przytłaczająca. To placówka, w której pracuję. Opiekują się nim ludzie, którzy całkowicie mnie zniszczyli, albo tylko pchnęli mnie do tego, żebym sam się zniszczył. Muszę jakoś zmienić mu ten szpital, o ile Louis mi na to pozwoli. Nadal nie wiem, kim on jest dla Zayna… Ale gdy mówił o tym, co zrobił mój anioł, w jego głosie słychać było ból, dużo bólu.

Niecałą godzinę później wkraczam na odział intensywnej terapii w szpitalu.św. Patryka. Mijam znajome twarze, ale nawet nie zwracam uwagi na ich pełne pogardy spojrzenia czy wredne uśmieszki. Teraz to wszystko jest bez znaczenia. Najważniejszy jest Zayn Malik. Jedyna osoba, którą kiedykolwiek kochałem i najprawdopodobniej będę kochał do końca mojej marnej egzystencji. Zawsze on i tylko on będzie dla mnie priorytetem. Szkoda, że zrozumiałem to tak późno. Docieram pod odpowiednią salę, gdzie przed szybą stoi średniego wzrostu szatyn.
- Louis? - Pytam niepewne. Odwraca głowę, a na jego twarzy widać zaschnięte ślady łez.
- Niall - jego głos jest cichy i bardzo zmęczony - jego serce przestało bić. Rozumiesz, ta cholerna pompa postanowiła zrobić sobie chwilę odpoczynku i za cholerę nie chciała znowu ruszyć, a Ci idioci chcieli się poddać, ale im nie pozwoliłem. Jest stabilny, już jest dobrze, będzie dobrze - Mówi trochę chaotycznie, ale wcale mu się nie dziwię, bo gdybym ja tutaj był, gdy to się stało, prawdopodobnie zdemolowałbym pół oddziału i uszkodził paru nadętych profesorków.
- Powiedzieli Ci coś?
- Wszystko będzie zależeć od tego, czy jego mózg nie doznał trwałych uszkodzeń z powodu niedotlenienia…
- Kurwa.- To jedyne, co mówię, zanim osuwam się na zimną podłogę. Chłopak zajmuję miejsce koło mnie i delikatnie do siebie przyciąga. Obraz mi się zamazuję i zaczyna podskakiwać, a ja dopiero po kilku minutach zdaję sobie sprawę, że wpadłem w histerię. Nieznajomy mnie obejmuje i delikatnie kołysze w przód i w tył, szepcząc, że wszystko będzie dobrze. Pociesza mnie, chociaż wcale na to nie zasługuję. Prawie unicestwiłem cały swój świat,  sądząc po stanie emocjonalnym Louisa, to musi być także i jego cały  świat…
- Kim jesteś? - Pytam, zanim mogę się powstrzymać, bo chyba nie chce znać tej odpowiedzi.
- Przyjacielem, Horan, tylko przyjacielem. - Patrzę mu przez chwilę w oczy i nie umiem ocenić czy kłamie.
- Gzie to się stało i skąd wiedziałeś?
- Most z jego obrazów… Umm, zapomniałem nazwy. Ten blisko waszego mieszkania, obok ogrodu botanicznego. Powiedziałem mu o tym, że widziałem Cię z Bobem, wydawał się być podłamany i nie mogłem się do niego dodzwonić, więc postanowiłem się do was przejść. Nie masz pojęcia, jaki przerażony byłem, gdy skoczył na moich oczach. Tak bardzo przepraszam, że nie zdążyłem, Niall. - On. Mnie. Kurwa. Przeprosił. Za co właściwie? To ja byłem wszystkiemu winien.
- Zayn nie umie pływać, panicznie boi się wody. Unika każdego większego od wanny zbiornika z wodą. Musiał być zdesperowany, żeby zrobić to w ten sposób i to jest moja wina, nie twoja, Louis.- Łapię oddech - Jakim cudem on w ogóle to przeżył?
- Istnieje możliwość, że wskoczyłem tam za nim?- Brzmi bardziej jakby pytał, a sądząc po wyrazie jego twarzy, dobrze wie, jak bardzo lekkomyślne to było. Mogli obaj być martwi.
- I dałeś radę wyłowić dorosłego bezwładnego faceta?
- W Liceum trochę pływałem w sztafecie… - Chwilę gapię się na niego tępym wzrokiem. Po czym zrywam się i uciekam w stronę łazienek. Dopadam do jednej i błyskawicznie opróżniam żołądek. Czuję gorzki posmak w ustach. Powinienem się cieszyć, że Zayn ma kogoś, kto potrafi go uratować. Ja jestem jego ciemnością, kulą u nogi, która coraz bardziej będzie ciągnąć go w dół, dopóki obaj nie upadniemy. Płuczę usta i spoglądam w lusterko na swoje zapuchnięte oczy, jednocześnie przypominając sobie spojrzenie Nieznajomego. Kimkolwiek by nie był w tej chwili dla Zayna, jestem pewien, że będzie jego światłem, kimś, kto z powrotem poskłada mu skrzydła, które ja połamałem. On skoczył za nim z mostu, jeżeli to nie jest dowód na to, że zasługuję na niego o wiele bardziej niż ja… Wszystkie moje myśli uciekają, kiedy w tafli lustra odbijają się twarze moich prześladowców, a ich uśmiechy wyrażają samozadowolenie.


Louis:

Siedzę dalej w tym samym miejscu na szpitalnej posadzce. Nie rozumiem, dlaczego Niall uciekł, on chyba nie myśli, że ja i Zayn…
Nie mogę przestać na nowo odtwarzać sytuacji z mostu:

Szedłem wolnym krokiem w kierunku mieszkani Zayna i Nialla. Miałem jakieś dziwne przeczucia i zastanawiałem się tylko nad tym, jak wytłumaczę im swoją nagłą wizytę w środku nocy. No nic, coś się wymyśli, w końcu jestem Tomlinson, a jak widać po rodzicach, kłamanie idzie nam całkiem nieźle. Przez całe moje 25-letnie życie nie wiedziałem, że mam jeszcze jakieś rodzeństwo. Co z tego, że przyrodnie i pochodzące ze skoku w bok jednego z nich. Mnie to gówno obchodziło, to ich sprawy, z kim i gdzie się puszczają, ale do cholery, miałem prawo wiedzieć! Moje rodzeństwo przeszło przez piekło na Ziemi tylko dlatego, że ojciec bał się przyznać do zdrady. Tchórz. Zostawił własne dziecko. Nawet nie próbował się interesować. 
Pół roku temu, kiedy znalazłem dokumenty, w których mój ojczulek uznaje syna, byłem tak wściekły, że miałem ochotę rozwalić mu jego ukochane, szpanerskie autko. Pierdolony pan prokurator. Nieskalana opinia publiczna. Idealny mąż, ojciec, idealna rodzinka. Szkoda, że nic nie było takie, jak na pierwszy rzut oka, a człowiek, którego przez całe życie podziwiałem, i może nawet trochę chciałem być taki jak, on stracił wszystko w moich oczach. Gdy za pomocą znajomości zgromadziłem informacje o Zaynie, po moim ciele przeszły ciarki. To, co znalazłem na tych kartkach… Naprawdę podziwiam mojego braciszka za to, że dał radę to przetrwać: Odejście człowieka, którego miał za ojca. Nałóg matki. Bicie i upokarzanie przez kobietę, która powinna zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa i dbać o to, by dorastał pod skrzydłami matczynej miłości. Po przejrzeniu dokumentów z jego ostatniej obdukcji (według zeznań Pani Malik, pobili go chuligani na podwórku) miałem odruchy wymiotne i ręce aż mnie świerzbiły, żeby udusić naszego ojca, bo gdyby chociaż minimalnie zainteresował się Nim, to wszystko by się nie wydarzyło. Wygarnąłem mu to, a on najzwyczajniej powiedział mi, że jeden błąd młodości nie może zrujnować mu kariery. Coś we mnie pękło, po raz pierwszy uderzyłem własnego ojca. Ostatni raz go wtedy widziałem, rzuciłem studia prawnicze i otworzyłem bar. Nie chciałem być chociaż w najmniejszym stopniu takim człowiekiem, jakim jest on. Dowiedziałem się, czym zajmował się Zayn i obserwowałem go z daleka. Może brzmi to trochę psychopatycznie, ale naprawdę nie wiedziałem, jak mam mu to wszystko wyjaśnić. Któregoś wieczoru z racji braku w personelu, stałem za barem, a wiadomo, że barmani słyszą najwięcej zwierzeń. W taki oto sposób poznałem Nialla Horana, ale on raczej tego nie pamięta. Chwalił się, że jego chłopak maluję obrazy z postaciami komiksowymi, a gdy usłyszałem imię, po prostu wiedziałem. Powoli zapełniałem ściany baru kolejnymi postaciami z DC czy Marvela. Z początku nie zwróciłem uwagi na to, że Horan coraz częściej pił i to w coraz większych ilościach. Zajęty biurokracją, przegapiłem moment, w którym alkohol przestał mu wystarczać. Zawaliłem. Jestem beznadziejnym starszym bratem. Wcale nie jestem lepszy od ojca.

Wszystkie myśli momentalnie ulatują z mojej głowy, kiedy na barierce mostu zauważam znajomą sylwetkę. Serce zaczyna bić mocniej w mojej piersi. Nie zdążę, nie jestem jednym z jego superbohaterów.
- Zayn, Nie! - Odwraca się, ale nie jestem tym, kogo oczekiwał, bo spogląda z powrotem w stronę tafli wody.
- Zayn! - Skacze, a ja przyspieszam swój bieg. Dopadam barierki i jeszcze widzę kółka na wodzie w miejscu, w którym zniknął mój brat. Zrzucam z siebie kurtkę i buty. Kątem oka widzę, że w naszym kierunku biegną inni ludzie. Przeskakuję prze barierkę, od razu nurkując, ale wschodzące słońce nie jest wystarczającym źródłem światła. Wynurzam się, biorę głęboki wdech i zanurzam się z powrotem pod wodę. Widzę go jakiś metr ode mnie, powoli opada w kierunku dna. O nie! Nie ze mną takie numery, młody! Łapie go i szarpię się z jego skórzaną kurtką. Jest za ciężka. Udaję mi się jakoś wypłynąć, ktoś dostrzega nas z motorówki. Rzuca koło. Później wszystko jest takie szybkie. Ambulans, szpital, pożyczenie jakichś ubrań. Ktoś oddaje moją kurtkę i buty, ale nie wiem nawet, czy mu podziękowałem. Stoję tam tylko i patrzę na trupiobladą twarz mojego brata i myślę, że to moja wina. Gdybym tylko coś zauważył, albo gdybym powiedział mu prawdę o tym, kim jestem…




Wracam do teraźniejszości i uświadamiam sobie, że przydałoby się iść sprawdzić co z Niallem. Wyglądał na kompletnie załamanego i mam nadzieję, że nie zrobi nic głupiego. Wchodzę do męskiej toalety i mijam pierwsze pomieszczenie z umywalkami, ale nigdzie go nie zastaję. Idę dalej.

- Jesteś taki beznadziejny Horan, że nawet twój kochaś nie mógł z tobą wytrzymać i wolał się zabić. Wolał śmierć, niż życie z taką gnidą jak ty. - Jestem całkowicie pewny, że to głos profesora w średnim wieku i jednocześnie szefa całego oddziału. Wyciągam telefon i zaczynam wszystko nagrywać. - Widzę, że moje bezcenne lekcje życia Ci się przydały, co nie? - Mówi, po czym słychać głuchy odgłos uderzenia, a potem cichy jęk Nialla.  Zabiję skurwysyna. 
- Musiałeś się wyładować na nim, tak jak ja na tobie - szaleńczy śmiech. - Jak to się mówi, ofiara stała się katem. Ale muszę oddać Ci honor, bo z moich „obiektów eksperymentalnych” najdłużej mi się opierałeś. Byłeś nadal zadowoloną z siebie, głośną, przemądrzałą istotą. Do czasu aż nie pojąłem, że to on jest tego przyczyną. Dopóki nie masz podstaw, żeby wątpić w niego, nic Cię nie złamię. Zacząłem sączyć Ci do głowy wątpliwości, a twoi koledzy mi pomogli… Jak on ma na imię? A tak! Zayn! Wystarczyło Ci odpowiednią ilość razy zasugerować, że na pewno od Ciebie odejdzie, że pewnie Cię zdradza, czeka tylko na kogoś lepszego. Później go zniszczyłeś, a to z kolei zniszczyło Ciebie. Mogę dodać Cię do swojej złotej kolekcji. - Kolejny odgłos uderzenia. Po cichu otwieram drzwi, jednocześnie pokazując Horanowi, żeby był cicho. Chcę nagrać jak ten psychopata się do wszystkiego przyznaje.
 - Jesteś słabym człowiekiem, Niall i żeby zrekompensować sobie swoją ułomność, musiałeś mieć kogoś, kim będziesz pomiatał. On kochał Cię do tego stopnia, że wybaczał Ci każdy wyskok, prawda? Odpowiadaj! - Kolejny policzek. Niall kuli się na podłodze, a ja mam nagrane już wszystko, co powinienem. Wyłączam dyktafon i chowam telefon. - Powiedz mi Niall... przyjemnie się go pieprzyło, gdy on błagał Cię żebyś przestał? - Zamierzam. - A może nie pamiętasz, przez to co tym razem wziąłeś? Byłeś zazdrosny, myślałeś, że Cię z kimś zdradza, a prochy całkowicie odebrały Ci zdolność myślenia. Jak czujesz się z tym, że zniszczyłeś jedyną osobę, która była w stanie pokochać takiego śmiecia jak ty?!

- Dość. - Mówię spokojnie, a twarz profesorka momentalnie robi się purpurowa. – Proszę opuścić pomieszczenie.
- Chłopcze, nie chcesz ze mną zadzierać…
- Myli się pan. To pan nie chce mieć żadnego konfliktu z moją rodziną… Sądzę, że mówi panu coś nazwisko Tomlinson. Wydaję mi się, że mój ojciec posłał już dwóch lekarzy z tego szpitala na długie lata do więzienia, może być pan trzecim. Jeśli coś stanie się Zaynowi… Mój ojciec będzie pańskim najmniejszym problemem - Senior Tomlinson może i nie jest dobrym ojcem, ale za to genialnym prokuratorem. Większość jego spraw, to spektakularne, przynoszące rozgłos zwycięstwa. Chociaż stara się tego nie pokazywać, to na pierwszy rzut oka widać, że profesorek się boi. Zostajemy sami z Horanem. Widzę w jego oczach wstyd i takie ogromne poczucie winy, że to aż przytłaczające.
- Louis…
- Powiedz mi, jak długo trwała ta sytuacja w szpitalu?
- Od początku stażu. - Mówi, a łzy płyną po jego twarzy. - Nastawił innych przeciwko mnie. Nie miałem chwili spokoju, ale powtarzałem sobie, że jestem silny i nie dam się zniszczyć, ale myliłem się. Nic ze mnie nie zostało, jestem wrakiem, a dzięki mnie Zayn także.
- Czy to prawda, że ty…
- Tak - chlipie cicho. - Nie pamiętam, od czego się zaczęło, byłem tak cholernie naćpany. Wcześniej się pokłóciliśmy i chciałem zapomnieć. Wrócił i chyba powiedział, że wie wszystko. Dalej nie pamiętam już nic, aż do momentu, w którym obudziłem się w cuchnącym krwią łóżku. - Szlocha i widać, że to, co zrobił, zniszczyło go równie mocno, co mojego brata. Chociaż początkowo jego też chciałem zamordować, teraz wiem, że zamiast tego pomogę mu z tego wyjść.



Niall:


Jestem pewien, że to jest mój koniec. Najpierw mój prześladowca, a teraz Louis. Nie potrafię i nie chcę go okłamywać, jeśli ma pomóc podnieść się mojemu aniołowi, to musi wiedzieć wszystko. Spędzamy jakieś pół godziny, siedząc w szpitalnej łazience. Opowiadam mu o wszystkim, co zrobił mi profesor z innymi stażystami. Przyznaję się do tego, co sam zrobiłem Zaynowi, a on po tym wszystkim przyciąga mnie do siebie i przytula. Wyrywam się i krzyczę , że powinien mnie zabić, a nie przytulać. Wręcz błagam, żeby mi coś zrobił, bo może wtedy poczułbym się lepiej, być może ból fizyczny odrobinę przyćmiłby ten psychiczny. Świadomość, że jest się potworem, to najgorsze, co zostało mi z tego wszystkiego.
- Kiedy tylko będziemy już na prostej, Niall, pozbawię Cię twoich idealnie prostych jedynek, a możliwe, że i paru innych zębów też. Teraz natomiast, ty idziesz na odwyk i terapię. - Otwieram usta, żeby coś powiedzieć. - Chcesz jeszcze móc spotkać się z Zaynem, prawda? - Kiwam głową. - Świetnie, więc to będzie idealna motywacja, bo nie dopuszczę Cię w jego pobliże, jeśli nie będę mieć stu procentowej pewności, że jesteś czysty. Czy to jasne?
- Tak.- Odpowiadam i chcę spuścić wzrok, ale mi na to nie pozwala.
- Niall, ja nie chcę Ci zaszkodzić. Nie poradzisz sobie z tym sam, dobrze o tym wiesz. To nie zajmie zbyt długo, jeśli nie brałeś żadnych twardych narkotyków. Chcę, żeby był z tobą bezpieczny. Ty też tego chcesz, prawda? - Kiwam głową. Dalej zastanawia mnie, kim on jest dla Zayna. Wiem, kim jest dla mnie: nadzieją, która jakimś cudem dalej usiłuje wmówić mi, że istnieje szczęśliwe zakończenie dla wszystkich. Nawet dla mnie. Ta iskierka, ten cień szansy to wszystko, co jest mi potrzebne, aby mieć siłę jeszcze walczyć. Wierzyć, że jest jeszcze o co.
- Zgoda, pójdę na odwyk. Mogę nawet jeszcze dziś, ale chcę się z nim pożegnać. Gdy się obudzi, raczej nie pozwoli mi się do siebie zbliżyć…
- W porządku. Mam znajomego, który prowadzi spotkania dla uzależnionych, tu na miejscu. Pracuje też w ośrodku zamkniętym. Skontaktuję się z nim.
- Myślisz, że Zayn da radę? - Pytam niepewnie, bo mniejsza o mnie. Jestem nieważny. To on powinien być w centrum zainteresowania.
- Jak nie on, to kto, Niall? Znasz przecież jego historię. Poradził sobie wtedy, to zrobi to raz jeszcze. Upór to nasza cecha rodzinna. Największa wada, ale bywa też zaletą. - Teraz już kompletnie nic nie rozumiem…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz