środa, 14 czerwca 2017

I save light in my heart for us-ZIALL cz.2





Zayn:

Wydaje mi się, że słyszę gdzieś blisko jakiś cichy, znajomy głos, ale z pewnością nie należy on do Nialla. Przez chwilę ogarnia mnie panika, bo skoro to nie on, to gdzie ja, do cholery, jestem?! Próbuję otworzyć oczy, czy się poruszyć, ale moje powieki są za ciężkie, a ciało nie chce mnie słuchać. Leżę na plecach w pełni świadomy, ale jakby sparaliżowany. Osoba, która jest w pomieszczeniu, podchodzi bliżej i czuję, jak poprawia moje przykrycie, a potem zamiast wrócić na swoje miejsce, siada na brzegu łóżka i po prostu wiem, że na mnie patrzy.

- Zayn, wiesz, że mógłbyś się już obudzić… Byłoby mi o wiele łatwiej, jeśli miałbym jakąkolwiek gwarancję, że kiedykolwiek otworzysz oczy. - Wydaje mi się, że kojarzę skądś tego chłopaka, bo chociaż głos jest bardzo delikatny, to od razu moja podświadomość dopasowuje go do szatyna średniego wzrostu. Byłoby dobrze, gdybym jeszcze pamiętał cokolwiek z nim związanego. - Zdaje się, że znowu spieprzyłem... powinienem był pojawić się już dawno i powiedzieć, kim jestem… najwyżej zamknąłbyś mi drzwi przed nosem. Potem spotkałem Nialla i słyszałem, jak o tobie mówi, jak wypowiada się o twoich obrazach. Nie mogłem zmarnować takiej okazji i wykupiłem chyba połowę twoich prac z superbohaterami. - Tutaj w moim umyśle pojawia się obraz dużego baru. - Louis Tomlinson i jego pomysły we własnej, niepowtarzalnej odsłonie. - Wzdycha chłopak, a to jakby odblokowuje tamę ze wszystkimi wspomnieniami. Kiedy kolejne obrazy migają mi jeden po drugim, a każdy kolejny łamie moje serce coraz bardziej, w pomieszczeniu coś zaczyna pikać z zadziwiającą prędkością, a Louis zrywa się ze swojego miejsca. Mogę się tylko domyślać, że moja ucieczka na tamten świat się nie udała i, że jestem w szpitalu, co naprawdę nie jest mi na rękę. Wolałbym już się nie obudzić, nie pamiętać tego wszystkiego, albo chociaż nic nie czuć, bo cały ten pierdolony ból jest zbyt duży, jak na kogoś tak słabego jak ja. Nie chcę tego… dlaczego ktoś nie miał na tyle litości, by pozwolić mi umrzeć?


Do pokoju wpada kilka osób, przynajmniej to wnioskuję po ilości kroków i głosów.
- Musi pan opuścić pomieszczenie.- Warczy jakaś kobieta i przez chwilę mam nadzieje, że Niall jednak tu jest. Jestem psychiczny skoro chcę, żeby osoba, przez którą chciałem się zabić, była tutaj? Jeśli tak, to trudno.
- Nigdzie nie idę. - Pada zdecydowana odpowiedź, ale niestety, to głos Tomlinsona, a nie mojego partnera. Przez chwilę czuję zawód. - Już za dużo udało wam się spieprzyć. Pamiętajcie, że możecie polecieć ze swoich stołków równie szybko, co ten psychopata. Za wszystko, co zrobiliście Niallowi. - Moje serce przyspiesza jeszcze bardziej na dźwięk tego imienia i wszyscy mogą to usłyszeć.
- W porządku. - Mówi z westchnieniem jakiś mężczyzna, a sądząc po głosie, jest w średnim wieku. - Proszę pana, słyszy mnie pan? - Podnosi moje powieki i świeci jakąś latareczką. Prawdopodobnie sprawdzając reakcję źrenic. Chcę mu odpowiedzieć, ale nie mam na tyle siły. A on szybko przechodzi do kolejnych badań: bezwarunkowe odruchy ciała, tętno i ciśnienie krwi.
- Mamy dobrą wiadomość, panie Tomlinson. Pański brat powoli się wybudza. Nie należy tego przyspieszać, teraz podamy leki przeciwbólowe i glukozę. Trzeba czekać, zostawię tutaj jedną z pielęgniarek, która będzie nad wszystkim czuwać, a w razie potrzeby wezwie jakiegoś lekarza…
- Nie. - Przerywa mu ostro Louis. - Pan albo doktor Megan. Nie chcę żadnego z tych gówniarzy, którzy są pupilkami skazanego psychopaty.
- Rozumiem, proszę się uspokoić. Dla nas to też nie jest łatwe, a już w szczególności dla mnie. Przez tyle lat współpracowałem z profesorem i niczego nie zauważyłem. To czyni mnie częściowo odpowiedzialnym.
- W porządku. - Szatyn odpuszcza. - Jak długo może potrwać powrót do pełnej świadomości?
- Od kilku godzin do kilku dni. - Nie chce utknąć tak długo w tym stanie zawieszenia.
- A co z jego sprawnością i pamięcią? - Teraz przechodzi mnie nieprzyjemny dreszcz, bo co jeśli czeka mnie wegetacja albo wózek?
- Niedotlenienie mózgu nie było długotrwałe, mogą występować jakieś niewielkie luki w pamięci. Obrzęk prawie całkowicie ustąpił, ale w razie jakichkolwiek zaburzeń koordynacji ruchowej lub innych niepokojących objawów neurologicznych, będziemy robić kolejne badania. - Czuje się odrobinę spokojniejszy po tym, co powiedział lekarz. - Może pójdzie pan odpocząć do domu, skoro wszystko idzie już w dobrym kierunku? - Nie podoba mi się to, nie chce zostać tutaj sam. Może i nie znam Louisa zbyt dobrze, ale jednak jest kimś, kogo twarz kojarzę. Skoro nie mam przy sobie Nialla, to czuję się odrobinę pewniej, kiedy Tomlinson tu jest.
- Nie. Mam się dobrze. - Ucina szatyn szybko.
- Może, chociaż bufet czy kubek kawy? - Wtrąca jakiś kobiecy głos. Zdecydowanie brzmi młodo i przewróciłbym oczami, gdybym tylko mógł.
- Pod warunkiem, że pani tutaj zostanie i nie pozwoli wejść nikomu innemu. - Głos chłopaka jest dziwnie poważny i słychać w nim napięcie.
- Oczywiście. 

 Słyszę tylko kilka szelestów, a następnie kroki i trzask drzwi od sali. Sprawdzam, czy dam radę otworzyć oczy, albo poruszyć dłonią, ale nadal nic. Pielęgniarka przez parę minut krząta się po pomieszczaniu, albo wypełnia jakieś papiery, bo jestem w stanie zarejestrować przewracanie kartek i kliknięcie długopisu.
- Twój brat jest odrobinę upierdliwy.- Słychać rozbawienie w jej głosie. - Jednak chyba możemy mu to wybaczyć ze względu na sytuację…- Zaraz chwila, jaki brat? Pewnie ma na myśli Tomlinsona, tak racja, musiał coś wymyślić, żeby pozwolili mu tu być.
- Nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Profesor był szanowanym specjalistą i staż u niego zawsze był oblegany. Teraz ucierpiał przez niego cały szpital, a Niall… uhm… pewnie nie powinnam tego mówić, bo istnieje możliwość, że mnie słyszysz. - Skoro już zaczęła, to mogłaby być na tyle łaskawa, żeby skończyć! - Jedyną pociechą jest to, że teraz odpowie za znęcanie się nad studentami i zmuszanie innych do robienia tego samego. - Kurwa, o czym ona mówi? Czy to możliwe, żeby mój chłopak… - Dziwnie się czuję z tym, że niczego nie zauważyłam. 

- Nie sądzisz, że to za dużo jak na jeden raz? - Warczy Louis, wchodząc do pokoju.
- Przepraszam… - peszy się dziewczyna, a ja mam ochotę wrzeszczeć, żeby mi do cholery powiedzieli, gdzie jest Niall! Moje tętno znowu niebezpiecznie wzrasta, a maszyny, do których jestem podpięty, zaczynają piszczeć. Czuję, jak ktoś chwyta za moją rękę i chyba wstrzykuję mi coś w wenflon. Kolejny raz próbuję otworzyć oczy. Po kilku próbach widzę białą plamę i ostre światło.
- Zayn?! - W zasięgu mojego wzroku pojawia się czyjaś rozmazana sylwetka. - Hej, młody? Spokojnie. - Tak jasne, mam ochotę krzyknąć, ale nadal ledwie kontaktuję. - Jesteś w szpitalu, byłeś w śpiączce przez tydzień. - Okay, to jest ważna informacja, ale mnie w tej chwili interesuje tylko jedna osoba. Chcę się dowiedzieć gdzie jest Niall i dlaczego nie ma go tutaj? Czy wszystko w porządku? Zranił mnie jak nikt inny i nie ufam mu już, ale to nie zmienia tego, że nadal go kocham i zależy mi na jego bezpieczeństwie.
- N... - Charczę przez wysuszone gardło.
- Można dać mu pić? - Pyta Tomlinson.
- Odrobinę wody, ale dosłownie dwa łyczki. - Louis przykłada mi do ust butelkę z dozownikiem i wlewa kilka kropel. Przełykam ostrożnie.
- Ni-all - Mówię bardzo cicho.
- Żyje. - Ulga to wszystko, co czuję.



Louis:
Siedzę przy kolejnym kubku kawy, wpatrując się w drgania na monitorze, rejestrujące prace serca mojego młodszego brata i nie mogę przestać myśleć o tym, co by było gdyby...
Niall przez prawie pół godziny wpatruje się w szybę, zanim wchodzi pożegnać się z nieprzytomnym Zaynem. Pozostaje na zewnątrz, chcąc dać mu odrobinę prywatności. Wiem, jak bardzo jest przerażony wszystkim tym, co stało się z ich życiem. Praktycznie zmusiłem go do podjęcia leczenia w ośrodku zamkniętym, chociaż widać było po nim, że znacznie bardziej wolałby uczęszczać na terapię tutaj, by móc być blisko Malika. Stwierdziłem jednak, że najpierw powinien wyleczyć się z nałogu, bo tym o wiele bardziej pomoże Zaynowi. Współuzależnienie w związku jest chyba najbardziej bolesne, bo widzisz osobę, jaką ten ktoś był przed nałogiem i cały czas masz nadzieje na wrócenie do starych dobrych czasów. Czekasz, milczysz i liczysz na cud, który nie zdarza się od tak, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Próbujesz ratować ukochaną osobę kosztem siebie, a bez fachowej pomocy nie dajesz rady pomóc i w dodatku sam zaczynasz się staczać. Takich przypadków jest tysiące, skrupulatnie gromadzonych i spisywanych w policyjnych, czy sądowych, aktach, a czasami na kartach zgonów. Na studiach przebrnąłem przez morze takich papierów. Nie chcę, by oni skończyli jako kolejna liczba w statystykach, jako kolejni, których przerosło życie. Niall może i się pogubił i szukał ukojenia tam, gdzie nie powinien, doprowadzając tym siebie do ruiny, a Zayn poszedł za nim na samo dno. Jednak przypominając sobie załamanie Horana i jego błagania o to, bym coś mu zrobił, żeby nie musiał żyć z tym wszystkim, nie potrafię odwrócić się od blondyna plecami. Dałem mu możliwość, by wyszedł z nałogu, nie gotowe rozwiązanie czy złoty środek, tylko szanse i wyłącznie od niego zależy, czy z niej skorzysta.


Patrząc na nieprzytomnego Zayna, zadaję sobie pytanie, czy dobrze zrobiłem? Może obudziłby się szybciej, gdyby Niall tu był? Wzdycham po raz kolejny, nie znajdując żadnej sensownej odpowiedzi. Całkowicie zapomniałem o pitej przeze mnie kawie, więc upijam łyk i od razu się krzywię, bo po pierwsze: to nie moja ukochana herbata, a po drugie: jest już całkowicie zimna.  To sprawia, że jeszcze trudniej mi ją przełknąć, ale nie chcę znowu wychodzić. W sali panuje półmrok i robi się coraz zimniej, bo dopiero mamy końcówkę marca, a to jeszcze dosyć chłodna pora.
- Nie mam kompletnie pomysłu na to, co mogę zrobić, żebyś się obudził… - Mamrotam, zapadając się nieco w swoim fotelu. Ktoś przywlókł go tutaj dla mnie, odkąd odmówiłem dłuższego opuszczania szpitala na więcej niż cztery, czy pięć godzin na dobę. Po tej całej zadymie, jaką zrobiłem w szpitalu za znęcanie się nad Horanem, prawdopodobnie personel nadal trzęsie portkami na sam dźwięk mojego imienia. Tak naprawdę nie chciałem mieszać w to naszego ojca, dlatego zwróciłem się do jego przyjaciela, który jest jednocześnie moim dawnym profesorem z uczelni. Sam nie specjalizuje się w sprawach dotyczących mobbingu czy znęcania się nad podwładnymi, ale polecił mi błyskotliwą panią prokurator, która z zapałem podjęła się tego zadania i jeszcze tego samego dnia do dyrekcji szpitala dotarł nakaz zatrzymania profesora. Popapraniec opuszczał placówkę w kajdankach i mam szczerą nadzieję, że już nigdy do żadnej go nie wpuszczą.
 - Ciekawi mnie czy słyszysz, co mówię? Oglądałem naprawdę dużo tych telewizyjnych tasiemka, w których ludzie nawijają do kogoś pogrążonego w śpiączce, licząc na to, że ten ich słyszy i zawsze wydawało mi się to odrobinę dziwne. - Przerywam na chwilę, żeby zaświecić niewielką lampkę. - Cóż, teraz jestem w stanie ich zrozumieć, bo słowa dają pewną ulgę, Zayn, a ja jestem jednych z tych ludzi, którym ciężko jest się zamknąć. Moja matka twierdzi, że jestem jak katarynka, kiedy się mocno wczuję w jakiś temat. Nikt nie ma szans się odezwać dopóki nie skończę, dlatego ojciec wróżył mi świetlaną przyszłość po studiach prawniczych. Taki rodzinny dar, ale to już zamknięty rozdział. Chociaż czasami tęsknie za byciem zapatrzonym w niego gówniarzem, wiesz? Taki mój żywy, wyidealizowany superbohater, walczący za pomocą kodeksu karnego ze złoczyńcami… Kiedy maska spadła, dostrzegłem, że nie jest wcale taki wspaniały i postanowiłem spróbować znaleźć coś, co mi daję szczęście, a nie to, co uszczęśliwia jego. - Biorę kolejny oddech, a moje myśli uciekają do ostatnich rodzinnych kłótni.
 - To nie tak, że nagle przestali być moją rodziną, bo nie da się od tak przestać kochać kogoś, kto  był ważny dla ciebie przez z całe życie, ale oprócz tego czuję też żal i niechęć. Nie potrafię się przełamać i wybaczyć mu tego, że zdradził mamę, bo kto wie czy zrobił to tylko raz? Ciężko mi też ze świadomością, że od tak Cię zostawił, bo to równie doborze mogłem być ja. Jak można kochać jednego syna, jednocześnie porzucając drugiego…


***
Kolejnego dnia muszę na chwilę wstąpić do baru, bo jako szef jestem zobowiązany do pilnowania pewnych spraw, a skoro nadal nie zatrudniłem managera, jest to całkiem sporo do zrobienia na wczoraj. Sprawdzenie asortymentu, policzenie i złożenie zamówień na to, czego brakuje. Dodatkowo jest kilka starych faktur. Więc nic dziwnego, że do szpitala docieram dopiero późnym popołudniem kompletnie wykończony i marzący o czymś ciepłym do jedzenia, albo chociaż kubek mocnej słodzonej herbaty byłby wskazany, inaczej zasnę w tej samej minucie, w której siądę na tym cholernie wygodnym fotelu. Jednak najpierw zaglądam do Malika i krótko streszczam mu mój dzień, niestety wydaję się być niewzruszony moimi zmaganiami z biurokracją i nadal sobie smacznie śpi. Wspominam coś o Niallu, tak w ramach eksperymentu, i jego serce od razu przyspiesza. Maszyny zaczynają wydawać z siebie przenikliwe dźwięki i do Sali jak burza wpada jeden z niewielu lekarzy, którym ufam, wraz z jakąś młodą pielęgniarką. Próbują przekonać mnie do wyjścia, ale nie ma kurwa mowy, że gdziekolwiek się stąd ruszę. 


Zayn się wybudza. To najlepsza wiadomość od tygodnia i mam ochotę tańczyć breakdance na zimnej posadzce z tej radości i tylko siłą woli się od tego powstrzymuję. Później lekarz nieco ostudza mój entuzjazm, mówiąc, że powrót całkowitej świadomości może potrwać nawet kilka dni. Pocieszeniem jest to, że pod względem fizycznym, Zayn nie odniósł żadnych znaczących obrażeń. Kręgosłup cały, a niedotlenienie mózgu było na tyle krótkie, że nie powinno wywołać zmian osobowościowych bądź amnezji. Nadal jednak pozostaję kwestia psychiki, która była złamana jeszcze przed próbą samobójczą. Wiem, że czeka go rozmowa ze szpitalnym psychologiem, ale nie ma mowy, że dam go gdzieś zamknąć. Znam kilku świetnych terapeutów, bo wielokrotnie byli potrzebni przy ofiarach przestępstw, a jako stażysta byłem zobligowany do robienia im kawy i herbaty. Nic tak nie łączy anglików niż filiżanka gorącego napoju. 
Jeden z młodszych psychoterapeutów pracuję właśnie w ośrodku odwykowym, do którego zawiozłem Nialla. Harry Styles - genialne dziecko; skończył specjalizację już w wieku dwudziestu trzech lat i - ku rozpaczy swoich rodziców - zdecydował się na pracę z ćpunami, jak to określiła rodzina Stylesów. Chłopak tylko przewrócił oczami na groźby ojca i wyniósł się z domu do swojego partnera, dziesięć lat starszego prezentera radiowego Nicka Grimshawa i tutaj babcia o mało nie zeszła na zawał. Od tamtej pory chłopak ma zakaz wracania do domu, chyba, że na ich zasadach. Wracając, Harry sam przeszedł tyle, że jest w stanie zrozumieć swoich pacjentów, a to najważniejsze. Dlatego poprosiłem go o przyjęcie Horana. Streściłem mu sytuację i poprosiłem o kilka namiarów, przeczuwając, że mój brat też będzie potrzebował fachowej pomocy, a nie chcę, żeby  trafił na kompletnego ignoranta i dupka, a co gorsza homofoba, bo tacy są wszędzie. Nawet w kitlu lekarskim…

Po namowach lekarza wychodzę dosłownie na parę minut, by zdobyć kolejny kubek kawy, bo zamierzam spędzić tutaj długie godziny, uważnie obserwując Zayna. Mój humor jest o wiele lepszy niż przed południem i wreszcie pozwalam sobie na nieznaczne rozluźnienie. Z niewielkim uśmiechem upijam łyk napoju i kieruję się z powrotem do Sali, gdzie już od progu ciśnienie skacze mi do góry, bo niczego nieświadoma pielęgniarka trajkocze jak katarynka o Niallu, a z tego, co mówił doktor wynika, że jest duże prawdopodobieństwo tego, że Malik słyszy i rozumie, co się dookoła niego dzieję. Chciałem mu opowiedzieć o Horanie, kiedy będzie już w pełni świadomy, a nie skazywać go na bierne słuchanie, kiedy nie jest w stanie się odezwać. Jednak, gdy dziewczyna milknie, tętno Zayna kolejny raz wzrasta. Pielęgniarka wstrzykuję coś do wenflonu, a serce odrobinę zwalnia. Pochodzę bliżej, a tym, co od razu wychwytuję mój wzrok, są drgające powieki. Nie mija nawet pięć sekund, zanim oczy Mulata się otwierają i mruga nimi kilkakrotnie, a kiedy w końcu jego spojrzenie jest w miarę przytomne i skoncentrowane gdzieś w okolicy mojej twarzy, próbuję on coś powiedzieć, ale przesuszone gardło mu to uniemożliwia. Po przełknięciu łyka wody oddycha z ulgą i słabym głosem pyta:
- Niall?
- Żyje. - Widzę, jak napięcie powoli opuszcza jego ciało. - Wszystko powoli, Z. Daj sobie trochę czasu. Później odpowiem na każde pytanie, a teraz myśl o sobie młody.
- Słyszałem - charczy - że udajesz mojego brata… - Cóż, niedokładnie tak to brzmi, ale domyślam się, co chce powiedzieć. Zastanawiam się, co, do cholery, mam zrobić... kłamać czy spróbować mu to wytłumaczyć? Jest chyba za wcześnie na takie rewelację, ale z drugiej strony potrzebuje on teraz kogoś bliskiego, gdy wydaje mu się, że został sam. - Lou? - Moje milczenie chyba go zaniepokoiło.
- Właściwie to nie udaję… mamy inne matki, Zayn, ale tatuś ten sam.- Mówię cierpko. Oczy bruneta rozszerzają się komicznie. To chyba jednak nie był dobry pomysł…

czwartek, 25 maja 2017

I save light in my heart for us-ZIALL cz.1






Niall: 

Nie przejmując się późną porą, obdzwaniam wszystkich naszych przyjaciół, ale żaden z nich nie widział Zayna. Liam nawet wprost pyta, co ja znowu, do cholery, zrobiłem mulatowi. Nie miałem pojęcia, że mówił komukolwiek o tym, co działo się w naszym związku w ostatnim czasie. Po chwili zastanowienia stwierdzam, że musiał poszukać w kimś oparcia, skoro ja, osoba, która powinna w pierwszej kolejności mu je zapewnić, jest tylko przyczyną jego całego bólu. Zdaję sobie sprawę, że to, co zrobiłem jest niewybaczalne i fakt, że byłem wtedy na haju, nie jest dla mnie żadnym usprawiedliwieniem. Zayn nigdy mi tego nie zapomni ani nie wybaczy, ale tak szczerze to nawet nie mam na to nadziei. Chcę tylko go znaleźć. Upewnić się, że swoją brutalnością nie wyrwałem doszczętnie mojemu aniołowi skrzydeł… Jeśli on upadnie przeze mnie, ja pójdę na samo dno razem z nim. Chociaż ja już prawie dosięgnąłem najniższego poziomu. Kurwa, zgwałciłem własnego chłopaka, człowieka, który akceptował moje wady i trwał przy mnie, pomimo moich ostatnich wyskoków. Dopóki miałem go przy sobie, miałem nadzieję na to, że jest dla mnie jeszcze jakiś ratunek, teraz ta „matka głupich” odeszła razem z nim, nie wiadomo dokąd. Wszystkie moje demony powoli wypełzają z pod łóżka i zza szafy, unosząc się zapachem jego łez i krwi. Zaciskają szpony na moim sercu urwanymi wspomnieniami ostatnich godzin. Cały czas w głowie słyszę jego błagalny szept: Niall nie. W kółko: NiallnieNiallnieNiallnienienienieNIE. Brzydzę się sobą, śmieję się cicho na tą myśl. Tak jakbym już wcześniej nie odczuwał względem siebie tych uczuć. Jestem beznadziejny, odrażający i ohydny. Przede wszystkim jestem żałosny. Jak inaczej nazwać człowieka, który mając przy sobie cały swój świat, dobrowolnie odtrąca go na rzecz ćpania i alkoholu. Teraz, gdy wiem, że straciłem go na dobre, nic nie jest dla mnie istotne, nawet wymarzona praca. Pamiętam, jak o nią ostatnio się pokłóciliśmy. Chciał żebym rzucił to w cholerę, bo to mnie zabija. Jak zawsze miał rację, bo chociaż oddycham, a moje serce nadal bije, to tak naprawdę jestem martwy. Jak można dalej żyć, skoro samemu odcięło się sobie dopływ tlenu?

 Musze wyjść, spróbować go znaleźć, bo takie bezczynne czekanie na pewno nic mi nie da. On na pewno nie zamierza tu wracać. Sięgam po jakieś spodnie i ze zgrozą uświadamiam sobie, że wszystkie jego ubrania leżą nadal równiutko poukładane w szafie. Nic nie zabrał. Teraz dopiero jestem przerażony. Kolejny raz dzwonie do niego, a z łazienki słyszę delikatne brzęczenie. Idę tam i widzę znajomy telefon, leżący na kafelkach. Kurwakurwakurwa. Jest źle, bardzo źle. Błagam każdego Boga, jaki tylko może istnieć o to, by nie oznaczało to tego, że… Łzy na chwilę rozmazują mi obraz, ale szybko wycieram je wierzchem dłoni i ruszam na poszukiwania. Po kolei odwiedzam wszystkie jego ulubione miejsca. Niestety w żadnym z nich go nie znajduję. Działanie narkotyku całkowicie ustąpiło i cały ciężar tego, co zrobiłem, wgniata mnie coraz bardziej w ziemię. Chwytam za telefon, by sprawdzić godzinę i orientuję się, że przez pomyłkę zabrałem ten należący do Zayna. Zerkam na ostatnie połączenia i jest tam jedno imię, które ma bezpośredni związek z kłótnią z przed kilku godzin: Louis. Po chwili wahania dzwonie do nieznajomego. Nie odbiera i gdy już mam się rozłączyć, słyszę zmęczony, cichy głos.
- Tak?
- Umm... Dzień Dobry… Chciałem zapytać… znaczy się, znalazłem ten numer w telefonie Zayna… Chce tylko wiedzieć czy jest?
- Jest. - Oddycham z ulgą - Zayn jest w szpitalu, skoczył z mostu. Żyję, ale długo był pod wodą i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się wybudzi… - I jedyne, o czym jestem w stanie myśleć to, że to ja powinienem być na jego miejscu. Nie wnosiłem nic pozytywnego do tego świata. Wymuszam jeszcze tylko na Louisie informację, który szpital. Odpowiedź jest jak dla mnie przytłaczająca. To placówka, w której pracuję. Opiekują się nim ludzie, którzy całkowicie mnie zniszczyli, albo tylko pchnęli mnie do tego, żebym sam się zniszczył. Muszę jakoś zmienić mu ten szpital, o ile Louis mi na to pozwoli. Nadal nie wiem, kim on jest dla Zayna… Ale gdy mówił o tym, co zrobił mój anioł, w jego głosie słychać było ból, dużo bólu.

Niecałą godzinę później wkraczam na odział intensywnej terapii w szpitalu.św. Patryka. Mijam znajome twarze, ale nawet nie zwracam uwagi na ich pełne pogardy spojrzenia czy wredne uśmieszki. Teraz to wszystko jest bez znaczenia. Najważniejszy jest Zayn Malik. Jedyna osoba, którą kiedykolwiek kochałem i najprawdopodobniej będę kochał do końca mojej marnej egzystencji. Zawsze on i tylko on będzie dla mnie priorytetem. Szkoda, że zrozumiałem to tak późno. Docieram pod odpowiednią salę, gdzie przed szybą stoi średniego wzrostu szatyn.
- Louis? - Pytam niepewne. Odwraca głowę, a na jego twarzy widać zaschnięte ślady łez.
- Niall - jego głos jest cichy i bardzo zmęczony - jego serce przestało bić. Rozumiesz, ta cholerna pompa postanowiła zrobić sobie chwilę odpoczynku i za cholerę nie chciała znowu ruszyć, a Ci idioci chcieli się poddać, ale im nie pozwoliłem. Jest stabilny, już jest dobrze, będzie dobrze - Mówi trochę chaotycznie, ale wcale mu się nie dziwię, bo gdybym ja tutaj był, gdy to się stało, prawdopodobnie zdemolowałbym pół oddziału i uszkodził paru nadętych profesorków.
- Powiedzieli Ci coś?
- Wszystko będzie zależeć od tego, czy jego mózg nie doznał trwałych uszkodzeń z powodu niedotlenienia…
- Kurwa.- To jedyne, co mówię, zanim osuwam się na zimną podłogę. Chłopak zajmuję miejsce koło mnie i delikatnie do siebie przyciąga. Obraz mi się zamazuję i zaczyna podskakiwać, a ja dopiero po kilku minutach zdaję sobie sprawę, że wpadłem w histerię. Nieznajomy mnie obejmuje i delikatnie kołysze w przód i w tył, szepcząc, że wszystko będzie dobrze. Pociesza mnie, chociaż wcale na to nie zasługuję. Prawie unicestwiłem cały swój świat,  sądząc po stanie emocjonalnym Louisa, to musi być także i jego cały  świat…
- Kim jesteś? - Pytam, zanim mogę się powstrzymać, bo chyba nie chce znać tej odpowiedzi.
- Przyjacielem, Horan, tylko przyjacielem. - Patrzę mu przez chwilę w oczy i nie umiem ocenić czy kłamie.
- Gzie to się stało i skąd wiedziałeś?
- Most z jego obrazów… Umm, zapomniałem nazwy. Ten blisko waszego mieszkania, obok ogrodu botanicznego. Powiedziałem mu o tym, że widziałem Cię z Bobem, wydawał się być podłamany i nie mogłem się do niego dodzwonić, więc postanowiłem się do was przejść. Nie masz pojęcia, jaki przerażony byłem, gdy skoczył na moich oczach. Tak bardzo przepraszam, że nie zdążyłem, Niall. - On. Mnie. Kurwa. Przeprosił. Za co właściwie? To ja byłem wszystkiemu winien.
- Zayn nie umie pływać, panicznie boi się wody. Unika każdego większego od wanny zbiornika z wodą. Musiał być zdesperowany, żeby zrobić to w ten sposób i to jest moja wina, nie twoja, Louis.- Łapię oddech - Jakim cudem on w ogóle to przeżył?
- Istnieje możliwość, że wskoczyłem tam za nim?- Brzmi bardziej jakby pytał, a sądząc po wyrazie jego twarzy, dobrze wie, jak bardzo lekkomyślne to było. Mogli obaj być martwi.
- I dałeś radę wyłowić dorosłego bezwładnego faceta?
- W Liceum trochę pływałem w sztafecie… - Chwilę gapię się na niego tępym wzrokiem. Po czym zrywam się i uciekam w stronę łazienek. Dopadam do jednej i błyskawicznie opróżniam żołądek. Czuję gorzki posmak w ustach. Powinienem się cieszyć, że Zayn ma kogoś, kto potrafi go uratować. Ja jestem jego ciemnością, kulą u nogi, która coraz bardziej będzie ciągnąć go w dół, dopóki obaj nie upadniemy. Płuczę usta i spoglądam w lusterko na swoje zapuchnięte oczy, jednocześnie przypominając sobie spojrzenie Nieznajomego. Kimkolwiek by nie był w tej chwili dla Zayna, jestem pewien, że będzie jego światłem, kimś, kto z powrotem poskłada mu skrzydła, które ja połamałem. On skoczył za nim z mostu, jeżeli to nie jest dowód na to, że zasługuję na niego o wiele bardziej niż ja… Wszystkie moje myśli uciekają, kiedy w tafli lustra odbijają się twarze moich prześladowców, a ich uśmiechy wyrażają samozadowolenie.



Louis:

Siedzę dalej w tym samym miejscu na szpitalnej posadzce. Nie rozumiem, dlaczego Niall uciekł, on chyba nie myśli, że ja i Zayn…
Nie mogę przestać na nowo odtwarzać sytuacji z mostu:

Szedłem wolnym krokiem w kierunku mieszkani Zayna i Nialla. Miałem jakieś dziwne przeczucia i zastanawiałem się tylko nad tym, jak wytłumaczę im swoją nagłą wizytę w środku nocy. No nic, coś się wymyśli, w końcu jestem Tomlinson, a jak widać po rodzicach, kłamanie idzie nam całkiem nieźle. Przez całe moje 25-letnie życie nie wiedziałem, że mam jeszcze jakieś rodzeństwo. Co z tego, że przyrodnie i pochodzące ze skoku w bok jednego z nich. Mnie to gówno obchodziło, to ich sprawy, z kim i gdzie się puszczają, ale do cholery, miałem prawo wiedzieć! Moje rodzeństwo przeszło przez piekło na Ziemi tylko dlatego, że ojciec bał się przyznać do zdrady. Tchórz. Zostawił własne dziecko. Nawet nie próbował się interesować. 
Pół roku temu, kiedy znalazłem dokumenty, w których mój ojczulek uznaje syna, byłem tak wściekły, że miałem ochotę rozwalić mu jego ukochane, szpanerskie autko. Pierdolony pan prokurator. Nieskalana opinia publiczna. Idealny mąż, ojciec, idealna rodzinka. Szkoda, że nic nie było takie, jak na pierwszy rzut oka, a człowiek, którego przez całe życie podziwiałem, i może nawet trochę chciałem być taki jak, on stracił wszystko w moich oczach. Gdy za pomocą znajomości zgromadziłem informacje o Zaynie, po moim ciele przeszły ciarki. To, co znalazłem na tych kartkach… Naprawdę podziwiam mojego braciszka za to, że dał radę to przetrwać: Odejście człowieka, którego miał za ojca. Nałóg matki. Bicie i upokarzanie przez kobietę, która powinna zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa i dbać o to, by dorastał pod skrzydłami matczynej miłości. Po przejrzeniu dokumentów z jego ostatniej obdukcji (według zeznań Pani Malik, pobili go chuligani na podwórku) miałem odruchy wymiotne i ręce aż mnie świerzbiły, żeby udusić naszego ojca, bo gdyby chociaż minimalnie zainteresował się Nim, to wszystko by się nie wydarzyło. Wygarnąłem mu to, a on najzwyczajniej powiedział mi, że jeden błąd młodości nie może zrujnować mu kariery. Coś we mnie pękło, po raz pierwszy uderzyłem własnego ojca. Ostatni raz go wtedy widziałem, rzuciłem studia prawnicze i otworzyłem bar. Nie chciałem być chociaż w najmniejszym stopniu takim człowiekiem, jakim jest on. Dowiedziałem się, czym zajmował się Zayn i obserwowałem go z daleka. Może brzmi to trochę psychopatycznie, ale naprawdę nie wiedziałem, jak mam mu to wszystko wyjaśnić. Któregoś wieczoru z racji braku w personelu, stałem za barem, a wiadomo, że barmani słyszą najwięcej zwierzeń. W taki oto sposób poznałem Nialla Horana, ale on raczej tego nie pamięta. Chwalił się, że jego chłopak maluję obrazy z postaciami komiksowymi, a gdy usłyszałem imię, po prostu wiedziałem. Powoli zapełniałem ściany baru kolejnymi postaciami z DC czy Marvela. Z początku nie zwróciłem uwagi na to, że Horan coraz częściej pił i to w coraz większych ilościach. Zajęty biurokracją, przegapiłem moment, w którym alkohol przestał mu wystarczać. Zawaliłem. Jestem beznadziejnym starszym bratem. Wcale nie jestem lepszy od ojca.

Wszystkie myśli momentalnie ulatują z mojej głowy, kiedy na barierce mostu zauważam znajomą sylwetkę. Serce zaczyna bić mocniej w mojej piersi. Nie zdążę, nie jestem jednym z jego superbohaterów.
- Zayn, Nie! - Odwraca się, ale nie jestem tym, kogo oczekiwał, bo spogląda z powrotem w stronę tafli wody.
- Zayn! - Skacze, a ja przyspieszam swój bieg. Dopadam barierki i jeszcze widzę kółka na wodzie w miejscu, w którym zniknął mój brat. Zrzucam z siebie kurtkę i buty. Kątem oka widzę, że w naszym kierunku biegną inni ludzie. Przeskakuję prze barierkę, od razu nurkując, ale wschodzące słońce nie jest wystarczającym źródłem światła. Wynurzam się, biorę głęboki wdech i zanurzam się z powrotem pod wodę. Widzę go jakiś metr ode mnie, powoli opada w kierunku dna. O nie! Nie ze mną takie numery, młody! Łapie go i szarpię się z jego skórzaną kurtką. Jest za ciężka. Udaję mi się jakoś wypłynąć, ktoś dostrzega nas z motorówki. Rzuca koło. Później wszystko jest takie szybkie. Ambulans, szpital, pożyczenie jakichś ubrań. Ktoś oddaje moją kurtkę i buty, ale nie wiem nawet, czy mu podziękowałem. Stoję tam tylko i patrzę na trupiobladą twarz mojego brata i myślę, że to moja wina. Gdybym tylko coś zauważył, albo gdybym powiedział mu prawdę o tym, kim jestem…




Wracam do teraźniejszości i uświadamiam sobie, że przydałoby się iść sprawdzić co z Niallem. Wyglądał na kompletnie załamanego i mam nadzieję, że nie zrobi nic głupiego. Wchodzę do męskiej toalety i mijam pierwsze pomieszczenie z umywalkami, ale nigdzie go nie zastaję. Idę dalej.

- Jesteś taki beznadziejny Horan, że nawet twój kochaś nie mógł z tobą wytrzymać i wolał się zabić. Wolał śmierć, niż życie z taką gnidą jak ty. - Jestem całkowicie pewny, że to głos profesora w średnim wieku i jednocześnie szefa całego oddziału. Wyciągam telefon i zaczynam wszystko nagrywać. - Widzę, że moje bezcenne lekcje życia Ci się przydały, co nie? - Mówi, po czym słychać głuchy odgłos uderzenia, a potem cichy jęk Nialla.  Zabiję skurwysyna. 
- Musiałeś się wyładować na nim, tak jak ja na tobie - szaleńczy śmiech. - Jak to się mówi, ofiara stała się katem. Ale muszę oddać Ci honor, bo z moich „obiektów eksperymentalnych” najdłużej mi się opierałeś. Byłeś nadal zadowoloną z siebie, głośną, przemądrzałą istotą. Do czasu aż nie pojąłem, że to on jest tego przyczyną. Dopóki nie masz podstaw, żeby wątpić w niego, nic Cię nie złamię. Zacząłem sączyć Ci do głowy wątpliwości, a twoi koledzy mi pomogli… Jak on ma na imię? A tak! Zayn! Wystarczyło Ci odpowiednią ilość razy zasugerować, że na pewno od Ciebie odejdzie, że pewnie Cię zdradza, czeka tylko na kogoś lepszego. Później go zniszczyłeś, a to z kolei zniszczyło Ciebie. Mogę dodać Cię do swojej złotej kolekcji. - Kolejny odgłos uderzenia. Po cichu otwieram drzwi, jednocześnie pokazując Horanowi, żeby był cicho. Chcę nagrać jak ten psychopata się do wszystkiego przyznaje.
 - Jesteś słabym człowiekiem, Niall i żeby zrekompensować sobie swoją ułomność, musiałeś mieć kogoś, kim będziesz pomiatał. On kochał Cię do tego stopnia, że wybaczał Ci każdy wyskok, prawda? Odpowiadaj! - Kolejny policzek. Niall kuli się na podłodze, a ja mam nagrane już wszystko, co powinienem. Wyłączam dyktafon i chowam telefon. - Powiedz mi Niall... przyjemnie się go pieprzyło, gdy on błagał Cię żebyś przestał? - Zamierzam. - A może nie pamiętasz, przez to co tym razem wziąłeś? Byłeś zazdrosny, myślałeś, że Cię z kimś zdradza, a prochy całkowicie odebrały Ci zdolność myślenia. Jak czujesz się z tym, że zniszczyłeś jedyną osobę, która była w stanie pokochać takiego śmiecia jak ty?!

- Dość. - Mówię spokojnie, a twarz profesorka momentalnie robi się purpurowa. – Proszę opuścić pomieszczenie.
- Chłopcze, nie chcesz ze mną zadzierać…
- Myli się pan. To pan nie chce mieć żadnego konfliktu z moją rodziną… Sądzę, że mówi panu coś nazwisko Tomlinson. Wydaję mi się, że mój ojciec posłał już dwóch lekarzy z tego szpitala na długie lata do więzienia, może być pan trzecim. Jeśli coś stanie się Zaynowi… Mój ojciec będzie pańskim najmniejszym problemem - Senior Tomlinson może i nie jest dobrym ojcem, ale za to genialnym prokuratorem. Większość jego spraw, to spektakularne, przynoszące rozgłos zwycięstwa. Chociaż stara się tego nie pokazywać, to na pierwszy rzut oka widać, że profesorek się boi. Zostajemy sami z Horanem. Widzę w jego oczach wstyd i takie ogromne poczucie winy, że to aż przytłaczające.
- Louis…
- Powiedz mi, jak długo trwała ta sytuacja w szpitalu?
- Od początku stażu. - Mówi, a łzy płyną po jego twarzy. - Nastawił innych przeciwko mnie. Nie miałem chwili spokoju, ale powtarzałem sobie, że jestem silny i nie dam się zniszczyć, ale myliłem się. Nic ze mnie nie zostało, jestem wrakiem, a dzięki mnie Zayn także.
- Czy to prawda, że ty…
- Tak - chlipie cicho. - Nie pamiętam, od czego się zaczęło, byłem tak cholernie naćpany. Wcześniej się pokłóciliśmy i chciałem zapomnieć. Wrócił i chyba powiedział, że wie wszystko. Dalej nie pamiętam już nic, aż do momentu, w którym obudziłem się w cuchnącym krwią łóżku. - Szlocha i widać, że to, co zrobił, zniszczyło go równie mocno, co mojego brata. Chociaż początkowo jego też chciałem zamordować, teraz wiem, że zamiast tego pomogę mu z tego wyjść.



Niall:


Jestem pewien, że to jest mój koniec. Najpierw mój prześladowca, a teraz Louis. Nie potrafię i nie chcę go okłamywać, jeśli ma pomóc podnieść się mojemu aniołowi, to musi wiedzieć wszystko. Spędzamy jakieś pół godziny, siedząc w szpitalnej łazience. Opowiadam mu o wszystkim, co zrobił mi profesor z innymi stażystami. Przyznaję się do tego, co sam zrobiłem Zaynowi, a on po tym wszystkim przyciąga mnie do siebie i przytula. Wyrywam się i krzyczę , że powinien mnie zabić, a nie przytulać. Wręcz błagam, żeby mi coś zrobił, bo może wtedy poczułbym się lepiej, być może ból fizyczny odrobinę przyćmiłby ten psychiczny. Świadomość, że jest się potworem, to najgorsze, co zostało mi z tego wszystkiego.
- Kiedy tylko będziemy już na prostej, Niall, pozbawię Cię twoich idealnie prostych jedynek, a możliwe, że i paru innych zębów też. Teraz natomiast, ty idziesz na odwyk i terapię. - Otwieram usta, żeby coś powiedzieć. - Chcesz jeszcze móc spotkać się z Zaynem, prawda? - Kiwam głową. - Świetnie, więc to będzie idealna motywacja, bo nie dopuszczę Cię w jego pobliże, jeśli nie będę mieć stu procentowej pewności, że jesteś czysty. Czy to jasne?
- Tak.- Odpowiadam i chcę spuścić wzrok, ale mi na to nie pozwala.
- Niall, ja nie chcę Ci zaszkodzić. Nie poradzisz sobie z tym sam, dobrze o tym wiesz. To nie zajmie zbyt długo, jeśli nie brałeś żadnych twardych narkotyków. Chcę, żeby był z tobą bezpieczny. Ty też tego chcesz, prawda? - Kiwam głową. Dalej zastanawia mnie, kim on jest dla Zayna. Wiem, kim jest dla mnie: nadzieją, która jakimś cudem dalej usiłuje wmówić mi, że istnieje szczęśliwe zakończenie dla wszystkich. Nawet dla mnie. Ta iskierka, ten cień szansy to wszystko, co jest mi potrzebne, aby mieć siłę jeszcze walczyć. Wierzyć, że jest jeszcze o co.
- Zgoda, pójdę na odwyk. Mogę nawet jeszcze dziś, ale chcę się z nim pożegnać. Gdy się obudzi, raczej nie pozwoli mi się do siebie zbliżyć…
- W porządku. Mam znajomego, który prowadzi spotkania dla uzależnionych, tu na miejscu. Pracuje też w ośrodku zamkniętym. Skontaktuję się z nim.
- Myślisz, że Zayn da radę? - Pytam niepewnie, bo mniejsza o mnie. Jestem nieważny. To on powinien być w centrum zainteresowania.
- Jak nie on, to kto, Niall? Znasz przecież jego historię. Poradził sobie wtedy, to zrobi to raz jeszcze. Upór to nasza cecha rodzinna. Największa wada, ale bywa też zaletą. - Teraz już kompletnie nic nie rozumiem…