Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lirry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lirry. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 czerwca 2017

Wina przypadku/Lirry- Epilog




Louis:


To, co wczoraj wydawało mi się zajebistym pomysłem, dzisiaj już wzbudzało we mnie dużo wątpliwości. Zerknąłem na Zayna, który miał jakiś taki niewielki, lekko kpiarski uśmieszek na ustach. To ma być wspierający chłopak?! Wredna, złośliwa menda… Tak, tak, oczywiście i tak go kocham, ale to nie zmienia faktu, że miło by było usłyszeć jakieś słowa wsparcia.

Opcje były dwie:

Pierwsza - mój plan wypalił, a Harry i Liam spędzili bardzo miłe chwile we dwóch. Prezenty ode mnie zostały w pełni wykorzystane, a oni przez kolejne dni będą dziwnie chodzić.

Druga - wszystko się zjebało, żaden nic nie powiedział i spędzili te kilkadziesiąt godzin na planowaniu mojej bardzo bolesnej śmierci.


Harry:


Wreszcie wszystko zaczęło się układać i nie wierzę, że to zasługa zwariowanego pomysłu Tomlinsona. Te kilkanaście godzin po tym, jak już postanowiliśmy spróbować być razem i zobaczyć, co z tego wyniknie, spowodowało, że nie miałem najmniejszej ochoty opuszczać spokojnej, przytulnej garderoby. Na zewnątrz czekało normalne życie, nasze zobowiązania, ukrywanie się i cholera wie co jeszcze.

- Mógłbym zostać tu jeszcze jakiś czas. - mruknąłem prosto w szyję Payne'a. Leżeliśmy na kanapie… chociaż ja praktyczne na nim. Od jakiegoś czasu milczeliśmy, a on bawił się moimi lokami. - Chociaż, tęsknię za świeżym powietrzem…

- Damy radę, Hazz. Chłopaki wiedzą, a reszta świata nie jest ważna. - na chwilę się zawiesił - No może powinniśmy poinformować nasze rodziny, ale to za jakiś czas.

- Myślę, że u mnie nie będą bardzo zaskoczeni i w jakikolwiek sposób temu przeciwni. - uniosłem wzrok na niego - A twoi rodzice?

- Tata ma jakiegoś kumpla, który ma męża, czasami nas odwiedzają i nigdy nawet nie skrzywił się, kiedy podczas oglądania meczu czy grilla, obejmowali się, czy czasami nawet całowali. Gorzej z mamą, ale nie martw się na zapas. Póki co jestem zajebiście szczęśliwy i nie chcę sobie tego psuć zastanawianiem się, co to będzie.



Liam:


Tommo w końcu nas uwolnił, ale oczywiście pojawił się z obstawą. Zayn podążał za nim niczym pies obronny i patrzył na nas ostrzegawczo, jakby chciał powiedzieć: Nie waż się mieć pretensji, chciał dobrze.

Dlatego tylko pokręciłem głową i uśmiechnąłem się do obu uspokajająco.

- Plan wypalił? - zapytał nieco nerwowo Lou. Zanim zdążyłem odpowiedzieć, Styles uwiesił się na mojej szyi i delikatnie pocałował. - Czyli tak. - zaśmiał się już rozluźniony.

- Jednak czasem zdarza ci się mieć dobre pomysły, Tomlinson. - powiedziałem, starając się przytrzymać ręce tego lokowanego idioty, bo miział mnie nimi po brzuchu, a to sprawiało, że miałem ochotę zrobić coś, czego raczej nie wypadało robić przy kumplach.



Zayn:

Zadowolony Louis, to mój ulubiony Louis. 

Na szczęście jego plan się udał, a ta dwójka nawet mu podziękowała… więc teraz chłopak zmienił mi się w skaczącą, szczęśliwą kulkę radości. Nigdy nie znudzi mi się patrzenie na niego, czy słuchanie jego śmiechu.

- Zaynie, o czym tak rozmyślasz? - praktycznie wskoczył mi na kolana.

- Hmm?

- Odpłynąłeś gdzieś, a ja nie lubię, jak się mnie ignoruje. - sapnął nadąsany i ze złośliwym śmiechem przejechał dłonią po moich starannie ułożonych włosach. Diabeł w ludzkiej skórze!

- Lou!

- Co? Przecież dzisiaj siedzimy tylko w hotelu z chłopakami i opijamy ich zejście się… nie musisz się tak napinać i tak wyglądasz zajebiście. W sumie, to chyba dla mnie jeszcze nigdy nie wyglądałeś źle… ale, ale, odbiegamy od tematu! Nie o tym miało być, bo jak się wezmę za wymienianie twoich zalet, to skończy się jak zawsze i znowu będziemy spóźnieni, a Niall będzie rzucał do nas seksualnymi aluzjami.

- Ta… musimy go jakoś ogarnąć. Chociaż może teraz będziemy mieć trochę spokoju i będzie więcej dręczył Liama i Harry’ego? - Louis uśmiechnął się szeroko i nieco szaleńczo. Trochę tak jak kapelusznik z bajki o Alicji…

- Tomlinson, coś ty znowu wymyślił?!



Niall:

Kolejna para obok mnie… 

Zajebiście się cieszę, że są szczęśliwi, ale oni i Zouis prawdopodobnie w krótkim czasie doprowadzą do mojego załamania nerwowego.

Dwie, obrzydliwie idealnie dobrane pary i ja - wieczny singiel, to nie może się dobrze skończyć.

Siedzieliśmy już drugą godzinę w moim pokoju, wlewając w siebie kolejne piwa. No może tylko Liam trochę się ograniczał.

- Cisza! - zawołał Louis, a my spojrzeliśmy na niego ciekawie, bo pijany, lekko chwiejący się na nogach Tomlinson, wygłaszający mowy to całkiem niezła rozrywka.

- Co tam, Tommo?

- Skoro z tymi dwoma osłami poszło mi tak dobrze to… teraz czas na Nialla! - Że co kurwa?!

- O nie, nie, nie! - poplułem się przez niego.

- Tak, tak, tak! - zaśmiał się Malik, a ja zmierzyłem go zabójczym wzrokiem. Nie muszą mi nikogo szukać, bo ja mam kogoś na oku, tylko że ona cały czas udaje, że mnie nawet nie zauważa…

- Harry? - zapytał słodkim głosem Tomlinson i już po samym jego tonie wiedziałem, że zrzuci jakąś bombę.

- Uhm?

- To kiedy przyjeżdża Gemma? Bo jest mi niezbędna do mojego planu… - na chwilę mnie zatkało.

- Nienawidzę cię! - warknął Styles.

- Kocham cię, Tommo! - wrzasnąłem w tym samym czasie i to tak, że prawdopodobnie słyszało mnie pół hotelu.


poniedziałek, 6 marca 2017

Wina przyadku 4



Przy tobie się zapominam...

Harry:


Sama świadomość tego, że Liam odwzajemniał to wszystko była uskrzydlająca. Nigdy nie rozumiałem, kiedy ktoś mówił o tym w ten sposób, ale gdy usłyszałem od niego, że chciałby spróbować, wreszcie wszystko wskoczyło na właściwe miejsce, a ja mogłem piszczeć i skakać, jakbym był na prochach. Może w pewnym stopniu tak było, bo czy można być w pełni świadomym z taką ilością endorfiny w organizmie? Mój uśmiech chyba nigdy nie był szerszy, aż mnie szczęka bolała, ale nie mogłem się zmusić, żeby przestać się szczerzyć. 


Siedziałem na kolanach chłopaka, w którym byłem zakochany i właśnie dowiedziałem się, że ja również nie jestem dla niego tylko kumplem. Mogłem go pocałować tyle razy ile chciałem i jak chciałem… wolno mi było go dotknąć i nie obawiać się jego reakcji, albo się przytulić i zostać tak aż nas wypuszczą. Jednak ilość czasu, jaką zmarnowaliśmy, chyba wystawiła naszą cierpliwość i kontrolę na próbę, bo wyraźnie czułem jak kilka niewielkich pieszczot działa na Payno, a sam wcale nie byłem mniej podniecony. Masowałem dłońmi jego napięte ramiona i barki, badając każde wcięcie i nierówność wyczuwalną pod palcami. Rejestrowałem każde drżenie mięśni i pojawiającą się na jego ciele gęsią skórkę.


- Hazz… - Mruknął, starając się przytrzymać moje dłonie, a kiedy to zrobił, ja ze złośliwym uśmiechem musnąłem jego nadgarstek ustami. - Jak nie zwolnimy to za kilka sekund moja samokontrola pójdzie w cholerę, a twoje ubrania zaraz za nią. - Powiedział to takim niskim i spokojnym głosem, że mimowolnie zadrżałem. Nie wiedziałem, co mam mu odpowiedzieć, bo z jednej strony chciałem tego, ale z drugiej nigdy nie byłem z chłopakiem, ani nie próbowałem się tam sam dotykać… chociaż kilka razy przeszło mi to przez myśl, odkąd dowiedzieliśmy się o związku Louisa i Zayna, a ulubionym hobby Nialla stało się wyciąganie z nich łóżkowych historii, kiedy obaj znajdowali się pod wpływem czegoś mocniejszego. Raz zdarzyło mi się usłyszeć zdecydowanie za dużo, ale kto mógł przypuszczać, że w hotelu mają takie kiepskie ściany. Mieliśmy dwie dwójki i jedynkę, którą zgarnął dla siebie Payno, zostawiając mnie z Niallem i jego błagalnym spojrzeniem, bo ta blond cholera chciała numer mojej siostry! Jakoś udało mi się go spławić i wyszedł obrażony do hotelowego baru. Zasnąłem kilka minut później, ale obudziły mnie jęki i krzyki zza ściany. Przez chwilę nie wiedziałem, co się, do cholery, działo, ale usłyszałem kilka zdań za dużo i już wiedziałem. Zayn najwidoczniej lubił świntuszyć w łóżku, bo nigdy na co dzień nie słyszałem, żeby tyle klął… Zanim się zorientowałem, podziałało to na mnie bardziej niż bym chciał, a zanim powrócił Niall, zdążyłem już wrócić spod prysznica, ale nad ranem urządzili sobie drugą rundę i Horan też był pod wrażeniem ich ostrego, łóżkowego języka. Wracając: nie miałem pojęcia co robić!

- Okay… - mruknąłem z lekkim zawahaniem. - Tylko moglibyśmy się nie spieszyć, bo to pewna nowość dla mnie i odrobinę się stresuję. - Postawiłem na szczerość, bo to podobno najbardziej się opłaca.

- Jeżeli nie chcesz to się nie zmuszaj. - położył dłonie na moich udach i poprawił mnie na swoich kolanach. - Tak też jest dobrze… czujesz? - zapytał, wypychając biodra w moją stronę. - Mamy na tyle czasu, żeby z niczym się nie spieszyć… to, że nas tu zamknęli i tak spełniło swoje zadanie, nie uważasz?

- Uhm… ale koszulkę zdejmij. - przesunąłem dłonią po jego wyrzeźbionym brzuchu. Nie było mowy na to, że podarowałbym sobie taki widok.

- Jesteś nieco wymagający… - zaśmiał się i bez żadnego zawahania spełnił moją prośbę. Widać było, że to, co się między nami działo, dodało mu pewności siebie, bo nigdy nie widziałem go takim. Zawsze mieliśmy go za najbardziej nieśmiałego z nas wszystkich. Odpowiedzialny, grzeczny Liam, a tu jak się okazuje niekoniecznie tak było.

- Może to nieco nieodpowiedni moment, ale robiłeś to z kimś innym?

- Jak się tak zastanowić Hazz, to obaj raczej nie narzekaliśmy na nudę w tym temacie i to przez twoje łóżko przewinęło się więcej osób.

- Tak, ale to kobiety… wydaje mi się, że celowo opacznie rozumiesz moje pytanie…

- Pytaj wprost, Styles. To nadal ja i nie ma czego się bać…

- W porządku: dotykałeś w taki sposób jakiegoś chłopaka przede mną?!

- Był jeden, ale to był tylko raz i nie poszliśmy na całość… To było wtedy, jak uświadomiłem sobie, że nie jesteś mi całkiem obojętny. On zorientował się na długo przede mną, że coś jest na rzeczy…

- Jak dawno? - nawet nie wiedziałem, o co dokładnie chciałem zapytać: Ile czasu minęło odkąd widział tamtego, czy jak długo coś do mnie czuje? Najprawdopodobniej oba na raz.

- Ponad pół roku temu… Matt to kumpel Nialla i od zawsze coś do mnie miał, a ja musiałem wygadać się komuś, kto po części mnie zrozumie. Wypiliśmy chyba całą wódkę wtedy i sam wpakowałem mu się do łóżka, ale za wiele nie zrobiliśmy. Później zdecydowaliśmy, żeby to powtórzyć na trzeźwo skoro i tak coś było. Przyjemnie, ale bez porównania mniej, niż chociażby to, co teraz robimy. Chyba działa na mnie sam fakt, że to ty…



Liam: 

Musze kupić Tomlinsonowi jakiś zajebisty prezent. Na początku byłem na niego wściekły, ale gdyby nie jego interwencja, to krążylibyśmy z Harrym wokół siebie nie wiadomo jak długo, a kto wie, może w ogóle nic by między nami nie było? Mała, upierdliwa cholera jednak miała rację. Zdecydowanie kochałem uczucie wolności i to, że nie musiałem już pilnować każdego spojrzenia, czy gestu skierowanego do Harry’ego. Nawet więcej, bo Styles wpakował mi się na kolana i bez jakiegoś zawahania pocałował. To będzie zajebiste kilkanaście godzin… Pociągnąłem za włosy młodszego, a on jęknął prosto w moje usta. Na zmianę przygryzałem i lizałem jego wargi, a on odpowiadał na to entuzjastycznie. Wiedziałem, że to będzie niemal zbyt dobre, by utrzymać samokontrolę na dłużej, ale i tak zaskoczyło mnie to jak szybko przechodziłem od zera do setki. Byłem podniecony szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, ale co się dziwić, nikt nie działał na mnie tak jak on. Jeszcze raz musnął moje usta i odsunął się z miną niewiniątka i zaczerwionymi policzkami oraz napuchniętymi ustami. Byłem przekonany, że ja prezentowałem się podobnie.

Nieco zdziwiło mnie to jak bardzo niepewny był z tym wszystkim, ale nie chciałem na nic naciskać, bo nigdy nie byłem jednym z tych chłopaków. Jak trzeba było, potrafiłem utrzymać fiuta w spodniach. Jednak najbardziej zaskoczony byłem jego pytaniem o wcześniejsze relacje. Co nieco rozjaśniło mi się w łepetynie, kiedy sprecyzował, o co dokładnie mu chodziło.Wahałem się czy powiedzieć mu o Mattcie, ale w końcu zdecydowałem, że chyba miał prawo wiedzieć.

- Jak dawno? - mruknął ze zmarszczonymi brwiami. Wytłumaczyłem mu mniej więcej jak i kiedy to było. Nie wyglądał na uspokojonego, a wręcz przeciwnie - na cholernie zazdrosnego. Dlatego powiedziałem jak bardzo różniło się to od tego, co teraz miałem z nim. A kiedy uśmiech wrócił na jego twarz, uznałem to za sukces.

- To, co robimy? - zapytał z jakimś dziwnym błyskiem w oczach. - Nie chcę jak na razie wykorzystywać tych prezentów od Louisa… to zostawimy na inną okazję, ale jestem na granicy, odkąd dotarło do mnie, że to dzieje się naprawdę i czuję, że ty też masz odpowiedni nastrój… A skoro masz jako takie pojęcie o tym co robić, to co pan proponuje, panie Payne? - przy ostatnim słowie nachylił się i delikatnie musnął moje rozchylone z wrażenia usta. Chciał się odsunąć, ale ani myślałem mu na to pozwolić. Przyciągnąłem go z powrotem do siebie tak, że dłonie oparł na mojej odsłoniętej klatce piersiowej, a na brzuchu wyczuwałem wyraźnie nawet przez spodnie, jak bardzo był twardy. Jęknął, a ja wykorzystałem to, by wślizgnąć się językiem do jego ust. Pocałunek był zachłanny, namiętny i cholernie idealny, a kiedy dotknął własnym językiem mojego i zaczął walczyć o przejęcie kontroli, tak mnie zamroczyło, że poddałem się mu żenująco łatwo. Ocknąłem się dopiero, kiedy z zadowolonym pomrukiem przygryzł moją wargę, by za chwilę polizać ukąszenie. Diabełek. Też lubię gryźć.

Przesunąłem się z pieszczotami na jego szyję, a on od razu odchylił głowę do tyłu ,dając mi więcej miejsca. Czyli lubił jak ktoś dotykał go w ten sposób. Widząc go takim, naprawdę nie mogłem się powstrzymać przed zaciśnięciem zębów na jego jasnej skórze.

- Liii - zakwilił, a ten dźwięk bardzo podziałał na mojego penisa, który aż drgnął w spodniach. Powtórzyłem akcje, a na koniec zassałem jeszcze ślad po ugryzieniu. - Liam - sapnął, ale to nadal nie był idealnie ten ton. - Payne! - pisnął, kiedy nie przestawałem. Jeszcze raz, delikatnie przygryzłem pojawiającą się malinkę - Liii! - Och, to było to, a mój kutas był tego samego zdania, bo ponownie naprężył się pod bokserkami, które teraz były wyjątkowo drażniące na wrażliwej główce.

- No co? - zapytałem, udając, że nie wiem o co chodzi.

- Znowu ruszy masa plotek… - jęknął - ale cholera, podoba mi się to… - Uśmiechnąłem się zadziornie i odchyliłem go do tyłu, jednocześnie kładąc ręce na jego plecach, żeby nie spadł z kanapy i polizałem jeden z sutków. - Och, to też. - mruknął, zaciskając ręce na moich barkach. Przez chwilę bawiłem się w ten sposób, dopóki nie zacisnął palców na moim torsie i to mocno. Między kciukiem a palcem wskazującym pocierał mój stwardniały sutek, a potem zmusił mnie do oparcia się plecami o kanapę i przyssał się ustami. Później ugryzł miejsce pod lewym obojczykiem i schodził coraz niżej po torsie, mostku i żebrach, gdzie zostawił kilka małych malinek i na dłużej pozostał przy brzuchu. Bezwstydnie przesuwał językiem po odznaczających się liniach mięśni i z powrotem do góry, aż do moich ust. Kiedy oddałem pocałunek, zamruczał szczęśliwy, a ja, korzystając z jego rozproszenia, dotknąłem jego penisa przez podwójną warstwę materiału, ale chyba i tak mu się podobało, i to na tyle, że przez kilka sekund nie był w stanie poruszać ustami.



Harry:

Kiedy Liam dotknął mojego penisa, nie udało mi się powstrzymać krótkiego krzyku. To nie tak, że czyjś dotyk w tamtym miejscu był dla mnie nowością, bo powiedzmy sobie szczerze - do najgrzeczniejszych to ja nie należałem, ale tym razem czułem to o wiele intensywniej. On chyba miał racje z tym, że zależy to od tego, z kim to robisz. Lubiłem sposób, w jaki mnie dotykał: badawczo i ostrożnie, jakbym mógł rozpaść się pod jego dłońmi, a jego uważne spojrzenie dopełniało całości, bo nawet na chwilę nie przestał się we mnie wpatrywać i może na początku odrobinę mnie to peszyło, ale później zorientowałem się, że moje reakcje: jęki czy przygryzienie wargi, westchnięcia i drżenie ciała, to wszystko na niego działało. To chyba taka jego rzecz, obserwowanie jak ktoś tracił kontrolę pod wpływem jego pieszczot. Poprawka, on wolał patrzeć na mnie, niż na kogoś innego i nawet nie musiał tego mówić, bo to jak jego oczy śledziły mój język, gdy przejechałem nim po wargach, z dokładnością, co do centymetra mogłem powiedzieć, gdzie skupiał się jego wzrok. Uwielbiałem być podziwiany, a to, że podobałem się właśnie jemu, było niesamowite.

Położył się płasko na kanapie, ciągnąc mnie za sobą tak, że leżałem na nim z nogami po obu stronach jego ud. Zanim zdążyłem choćby mrugnąć, poruszył swoje biodra, ocierając się swoim kroczem o moje.

- Umm - jęknąłem, chowając twarz w jego szyi i starałem się dopasować własne ruchy do tych jego, a kiedy znaleźliśmy wspólny rytm, było o wiele lepiej. Zastanawiałem się jakby to było czuć go bez tych warstw ubrań. Nie byłem gotowy na całkowite zbliżenie, ale nigdy nie miałem problemów z nagością i mogę się założyć, że byłoby to jeszcze lepsze niż do tej pory, dlatego niewiele myśląc, wsunąłem kciuki pod jego dresy i pociągnąłem je stanowczo w dół. Patrzył na mnie przez chwilę z uniesionymi brwiami i rozchylonymi w wyrazie niedowierzania ustami. Musnąłem je krótko i wróciłem do przerwanego zajęcia, aż w końcu udało mi się całkowicie zdjąć spodnie z jego nóg. Kilka sekund późnej poczułem jego palce przy zamku w moich jeansach i teraz tak bardzo żałowałem, że nie założyłem dresów tak jak on, bo pozbycie się tego obcisłego cholerstwa zajmowało znacznie więcej czasu. Jednak było tego warte. Przesunął dłońmi po moich udach w górę i w dół, a później wsunął je pod moją bieliznę i ścisnął pośladki. Jestem pewien, że przez chwilę pozostaną na nich odbicia palców, ale jakoś mi to szczególnie nie przeszkadzało
.
- Hazz… - sapnął i jego głos zdradzał jak bardzo zdesperowany był, a ja mogłem się dumnie uśmiechnąć, bo to była tylko i wyłącznie moja zasługa. - Mogę? - dodał, pociągając odrobinę w dół moje bokserki.

- T-tak. - westchnąłem, bo jego ciepłe ręce dotykające mnie tak zachłannie, były bardzo rozpraszające. Kilka sekund później byłem już w samej czarnej koszuli. Widziałem jak Payne gapił się na małe guziczki z frustracją i zanim zdążył chociażby dotknąć materiału, uderzyłem go po łapach, na co posłał mi zdziwione spojrzenie.

- To jedna z moich ulubionych i naprawdę wątpię, żeby starczyło ci cierpliwości, a ja musiałbym się na ciebie obrazić, gdybyś ją uszkodził. - odsunąłem się od niego nieznacznie i powoli zacząłem rozpinać guziki. Gdy dotarłem do ostatniego, podniosłem spojrzenie z powrotem na Liama i aż na chwilę zaschło mi w ustach, bo on w międzyczasie zdążył się pobyć własnej bielizny.

- Podoba się? - zapytał, widząc jak się na niego gapię i poczułem jak moje policzki stają się coraz cieplejsze. Prawdopodobnie przypominałem pomidora.

- Uhm, całkowicie… a tobie? - zaryzykowałem pytanie.

- Boże Hazz… - pokręcił głową z niedowierzaniem. - To wcale nie tak, że niejeden raz myliłem tekst na scenie, bo się na ciebie zagapiłem, albo odlatywałem jak coś mi starannie tłumaczyłeś gestykulując, bo byłem za bardzo skupiony na tym, jak układają się twoje wargi, albo jak język się po nich przesuwa. Miałem ochotę przycisnąć cię do najbliższej ściany i owinąć sobie twoje nogi wokół bioder. A to, że mogę zobaczyć cię takiego jak teraz, to spełnienie jednej z licznych fantazji. - Jeżeli wcześniej byłem pod wrażeniem, to teraz przepadłem całkowicie.

Później nie dostałem już szansy   powiedzenia czegokolwiek, bo przycisnął swoje usta do moich i tak naprawdę słowa były zbędne. Objąłem jego twarz dłońmi, a potem wsunąłem je w jego włosy, pociągając za nie kilka razy. Opadliśmy z powrotem na kanapę, a nasze erekcje kolejny raz otarły się o siebie, ale tym razem było całkowicie inaczej i bez porównania lepiej. Nie dzielił nas żaden materiał, a uczucie skóry przy skórze było niesamowite. Byłem już do tego stopnia podniecony, że główka mojego penisa była śliska od preejakulatu, a przez myśl przeszło mi, że łatwiej byłoby z jakimś nawilżeniem, ale żadna siła nie zmusiłaby mnie teraz do oderwania się od Liama. Składałem niewielkie pocałunki na jego szyi i torsie, cały czas kołysząc biodrami równo z nim. Czułem jego dłonie błądzące po moich plecach, udach i zaciskające się na tyłku: ugniatał, masował, a czasami nawet delikatnie szczypał, na co wtedy patrzyłem na niego spod byka. Wszystko tylko nie to! Czułem, że jestem coraz bliżej, a on podniósł się do pół siadu, opierając głowę i ramiona o kanapę  tak, że pomiędzy plecami, a oparciem pozostawało sporo wolnej przestrzeni. Ponownie położyłem czoło na jego klatce piersiowej, oddychając szybko i płytko. Ocierałem się o niego, wywołując dreszcze u nas obu. Czułem znajome ciepło w podbrzuszu, a po kręgosłupie przebiegł mi dreszcz. Nie zastanawiając się za bardzo nad tym, co robię, zacząłem obciągać nam obu ręką, co wcale nie było takie proste, ale sądząc po szczęśliwych pomrukach, jakie z siebie wydawał, musiało mu się to podobać. Chciałem żeby doszedł pierwszy, a najlepiej razem ze mną. Jednak kiedy do mojej ręki, dołączyła jego rozgrzana i śliska od potu dłoń, nie potrafiłem się powstrzymać i wytrysnąłem, krzycząc jego imię. Przylgnąłem do niego całym torsem, a moje loki rozsypały się na jego ramieniu, ale cały czas poruszałem nadgarstkiem. Nie minęło długo, zanim wbił zęby w moją szyję na tyle mocno, żeby zostawić kolejny ślad, a na dłoni poczułem rozlewającą się spermę.

Przez chwilę nawet nie drgnęliśmy, stabilizując oddechy i tętna, a kiedy mój wzrok ponownie się wyostrzył, spojrzałem w jego zamglone, brązowe oczy i uśmiechnąłem się szczęśliwie, co od razu odwzajemnił. Przyciągnął mnie do krótkiego pocałunku, a kiedy się od siebie oderwali my, ponownie mnie przytulił, nie przejmując się bałaganem między nami.

- To co, teraz prysznic? - zapytał, poruszając zabawnie brwiami.

- Brzmi dobrze, o ile mnie tam zaniesiesz, kochanie.

- Kochanie?

- Wolisz jakieś inne słodkie słówka?

- Hm? Nie, ale skoro tak, to ty będziesz…

- Kotkiem!

- Kotkiem? - po jego minie widziałem, że z trudem powstrzymywał się od wybuchnięcia śmiechem. Wydąłem wargi, udając oburzenie.

- Lubię kotki. Są eleganckie, dostojne, piękne…

- I mruczą, kiedy są szczęśliwe… Tak, zdecydowanie możesz być kotkiem, Hazz.

piątek, 14 października 2016

Wina przypadku/Lirry 3



Bo nawet anioł by się skusił...




Liam: 

Miałem bardzo złe przeczucia, co do tego koncertu. Stadion wypełniony po brzegi, scena przygotowana, band już się rozgrzewał, a ja co chwilę przyłapywałem Louisa Tomlinsona na przypatrywaniu mi się z diabelskim uśmieszkiem. Każdy, kto choć trochę go znał, wie, że nie wróży to nic dobrego. Nie miałem pojęcia, co tym razem ten pokemon wymyślił, ale potem prawdopodobnie będę miał ochotę go zamordować…

Weszliśmy na scenę, a raczej na, nią wskoczyliśmy i na chwilę moje obawy poszły w zapomnienie, bo kiedy tyle osób śpiewało z nami piosenki, piszczało i po prostu dobrze się bawiło dzięki nam, to wszystkie myśli uciekały z głowy. Trzy szybkie piosenki jedna po drugiej potrafiły dać w kość, kiedy jednocześnie się śpiewało, biegało, skakało i jeszcze próbowało tańczyć. Dlatego z ulgą usiadłem na schodkach przy Little Things. Dzięki temu, że Magament pilnował, żeby Louis był daleko od Hazzy, Tomlinson mógł bez żadnych podejrzeń siedzieć z Malikiem. Uśmiechnąłem się pod nosem, bo kto by się kurwa spodziewał, że ta dwójka? Niby czasem znalazła się jakaś fanka, która coś tam dostrzegała, ale zazwyczaj w kontekście przyjaźni, a tu tak niespodzianka. Zayn śmiał się, z trudem łapiąc przy tym powietrze na coś, co powiedział mu Louis, a później zerknęli na Harry’ego, który odpowiedział im zdezorientowanym spojrzeniem. Nie dziwię mu się… mnie przerażał sam Tommo obserwujący mnie, a kiedy zaprzęgnął do pomocy swojego chłopaka, to aż strach się bać, co wykombinują. Trzeba przyznać, że odkąd wiemy o nich, zachowywali się znacznie swobodniej i widać było te ich szczenięce spojrzenia i to słynne przyciąganie… trochę jak magnesy - jak jeden idzie w prawo, to drugi automatycznie też zapieprza w tą samą stronę. Jak Malik siedział w kącie zmęczony, Lou wyciszał swoją głośną osobowość, dopasowując się do nastroju chłopaka. Największym szokiem był jednak dla mnie Zayn, wymyślający samodzielnie dowcipy i ten dumny błysk w oczętach Tomlinsona… Szatan i jego zdolny uczeń.




Harry:

Cały wieczór czułem na sobie czyjeś spojrzenie, a stalkerami okazali się być Louis i Zayn. Do tego te ich porozumiewawcze spojrzenia i zadowolone uśmieszki… Tak, to zdecydowanie nie wróżyło dla mnie nic dobrego. Później jednak skupiłem się na fanach i muzyce, kompletnie zapominając o dziwnym zachowaniu przyjaciół. To mój największy błąd tego dnia, bo pierwsza zasada przetrwania powinna brzmieć: Nie lekceważ Louisa Tomlinsona i jego durnych pomysłów. Liam i Louis znowu stoczyli wojnę na wodę i jestem przekonany, że Tommo doskonale wiedział, co zrobi mi widok koszulki Payno przyklejającej się do jego torsu. Dobrze, że to już koniec koncertu, inaczej moglibyśmy mieć kolejny skandal pod tytułem: Harry Styles podniecił się podczas występu. Fanki i ich zajebiste wyobraźnie nie potrzebowały lepszej zachęty do pisania fanfiction. W zasadzie mi to nie przeszkadzało, przyznam, że przeczytałem kilka, do których linki mi wysyłały. Jednak szerokim łukiem omijałem wszystkie otagowane Larry. Z tego co mówił Tomlinson, to Zayn i tak nie reagował za dobrze na to hasło. Zresztą… najczęściej szukałem tych znacznie rzadziej pisanych… Niall raz o mało nie umarł od śmiechu, kiedy dostał powiadomienie o jakimś OT5 i nie mając pojęcia, co to, kliknął w to. Mówił, że to był pierwszy i ostatni raz. Do tej pory Louis się z niego nabijał, że ma słabe nerwy. Z kolei Tomlinson bez bicia przyznawał się do regularnego czytania o sobie i Zaynie, a ten drugi twierdził, że nasze fanki mają całkiem niezłe pojęcie o tym, co piszą…

Koncert się zakończył, pisk fanów ogłuszał, a migające światła powodowały lekkie zdezorientowanie. Dlatego kolejny raz straciłem równowagę i potknąłem się o własne nogi. Chłopaki oczywiście cicho się roześmiali.

- Może na następne urodziny powinieneś dostać ochraniacze i kask? - zapytał niewinnie Zayn. Przewróciłem oczami, bo nie było sensu tego komentować.

- Pierwszy pod prysznic! - zawołał Niall, zerkając jakoś dziwnie na Zouisa.

- My zajmujemy drugi! - odpowiedział automatycznie Louis, jakby to było oczywiste. No nic, trudno poczekam…

- Tylko nie pieprzcie się tam… - odezwał się Liam zmęczonym głosem. - Chciałbym z siebie zmyć te wszystkie napoje, którymi zostałem zaatakowany. - Dodał, patrząc groźnie na Tomlinsona, ale ten się tylko wyszczerzył. Payno odpowiedział mu środkowym palcem i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Kiedy chłopaki zniknęli pod prysznicami, usiadłem na fotelu, czując jak koszula przylega mi do spoconych pleców. Nic przyjemnego… wolałem sobie nawet nie wyobrażać, jak czuł się Liam, skoro Lou oblał go na sam koniec colą…

- Mam nadzieję, że się pospieszą. - powiedział cicho i nie byłem pewien czy zwracał się do mnie, czy bardziej wypowiadał myśli na głos. Głowę miał odchyloną do tyłu, a oczy zamknięte, co stanowi dla mnie całkiem niezły widok. Zagryzłem wargę, żeby przypadkiem nie wypuścić żadnego westchnięcia albo, co gorsza, jęku. - Jak tam twoje plecy po upadku? - zapytał ze szczere zmartwieniem w głosie.

- Nie jest źle, pewnie zostanie niewielkie otarcie i może siniak, ale prawie wcale nie bolą. Zresztą przyzwyczaiłem się, często mam takie obrażenia. - Uśmiechnąłem się nieznacznie, a on podniósł głowę, patrząc na mnie uważnie.

- Faktycznie ostatnio częściej przydarzają ci się takie „wypadki”… coś nie tak?

- Nie… chyba. Może jestem zmęczony bardziej niż zwykłe, trochę dokucza mi bezsenność. - nie miałem pojęcia, dlaczego się do tego przyznałem i to właśnie jemu, ale spojrzenie jelonka od zawsze potrafiło wyciągnąć ze mnie każdą tajemnicę.

- Musisz się dobrze kryć, bo nic nie zauważyłem…

- Czytam. - To moja jedyna odpowiedź i na szczęście nie zdążył zapytać o nic więcej, bo Louis z Zaynem wytoczyli się z łazienki.

- No to chłopaki, jedna wolna możecie iść. - rzucił rozbawiony Louis, na co próbowałem uśmiercić go wzrokiem. Niall otworzył kolejne drzwi i wyszedł, z włosami wciąż ociekającymi wodą.

- Zamoczyłem sobie ręcznik. - zamarudził skrzacik, a ja roześmiałem się cicho. Czyli nie byłem jedynym pechowcem dzisiejszego dnia.

Liam zebrał swoje rzeczy i zniknął za drzwiami, z których wypełzł Niall, więc niestety zostaje mi iść pod prysznic po Zouisie i mam szczerą nadzieję, że nie zostawili tam nic po sobie. Chyba trwało to za krótko, żeby zdążyli zrobić cokolwiek poza całowaniem i to pewne pocieszenie, bo nie chciałbym wdepnąć w spermę żadnego z nich. Ciśnienie wody było średnie, jak zawsze w takich miejscach. Ustawiłem słuchawkę tak, żeby strumień dosięgał również moich loków. Nie miałem czasu ani zbytnio siły na długi prysznic, dlatego temperaturę ustawiłem na letnią, żeby się lekko orzeźwić. Jednak z włosami nie mogłem pozwolić sobie na pośpiech, bo ich później, kurwa, nie rozplącze. Chłopaki nie mieli pojęcia, jakie to  utrapienie. Przez ciągłe stylizacje moja czupryna przypominała po umyciu stóg siana… albo gniazdo. Dlatego zawsze musiałem nakładać odżywkę, nie ważne co i kto by mówił na ten temat. Nigdy więcej nie zamierzałem popełnić tego błędu i nie pominę tej czynności, bo przypłacam to później zajebistym bólem i kłębkiem włosów na grzebieniu. Współczułem dziewczynom, naprawdę. Śpieszyłem się jak mogłem, ale i tak spędziłem w łazience dwadzieścia minut, a kiedy wyszedłem, zauważyłem, że nikogo nie było w garderobie. Już miałem iść do wyjścia, kiedy drzwi od drugiej łazienki się otworzyły i stanął w nich Liam. 

- Gdzie reszta? - był jakiś dziwnie spięty, a jego brwi były zmarszczone. - Mam bardzo złe przeczucia…

- Nie wiem, może już wyszli do samochodu… wiesz, że Louis szybko się niecierpliwi. - podszedłem do drzwi, szarpiąc za klamkę i… Kurwa, nic się nie dzieję. Ktoś nas zamknął. - Haha chłopaki, niezły kawał, a teraz nas wypuście! - krzyknąłem, ale odpowiedziała mi tylko cisza.

- Zabiję Tomlinsona. - Warknął Payno za moimi plecami. Zaczął przeszukiwać swoje rzeczy, szukając czegoś. - No zajebie go! Sprawdź, czy masz telefon, bo mój zabrali. - Szybko podskoczyłem do swojej podręcznej, niewielkiej torby i to, co tam znalazłem zdecydowanie nie było tym, co powinno tam być!

- Nie mam… - westchnąłem. Liam próbował otworzyć drzwi, ale to bezcelowe, od kiedy nasze garderoby zawsze miały solidne zamykanie, na wypadek gdyby jacyś fani przedarli się ochronie. Obszedłem pomieszczenie dookoła w poszukiwaniu czegokolwiek: telefonu czy może tabletu jednej ze stylistek, ale jak na złość nic nie znalazłem. Cokolwiek zaplanowali, zrobili to porządnie. I nagle dotarło do mnie, dlaczego tu jesteśmy. Lou chciał nas zeswatać, ale zapomniał o tym, że to tylko moje żałosne uczucia. Payno jest całkowicie hetero.

- Nie wyjdziemy stąd… jak dorwę tych idiotów, to im nogi z dupy powyrywam! - Li był wkurzony i to porządnie. Obaj byliśmy zmęczeni po koncercie i głodni, mnie dodatkowo bolały plecy po upadku. Wiedziałem, że Tommo chciał dobrze, ale to po prostu nie mogło się udać, odkąd tylko jedna strona była zainteresowana. - Hazz, co z tobą? - zapytał Liam ciszej i spokojniej.

- Nic. - Mruknąłem - Głodny jestem i wykończony, plecy mnie bolą.

- Powinienem mieć jakieś przeciwbólowe. - Szatyn zaczął przeszukiwać mniejsze boczne kieszenie swojego plecaka i wyjął jakieś tabletki. Coś z ibuprofenem. Kiwnąłem mu z wdzięcznością i łyknąłem od razu dwie. Poczłapałem z powrotem na kanapę, zastanawiając się, jak długo oni chcą nas tu trzymać. Poczułem, że na czymś siedzę… podniosłem się i sięgnąłem ręką - to koperta. Niepewnie wyciągnąłem jej zawartość, którą stanowiła zwykła kartka złożona na cztery…

- Co masz? - Payno zauważył, że coś znalazłem. - Jak miło, zostawili nam wiadomość… - zakpił i przejął ode mnie list.

Chłopaki, nie wkurzajcie się za bardzo, albo jak tam chcecie, i tak jesteśmy poza zasięgiem waszych rąk. Za to wy macie siebie jak najbardziej dostępnych… - pomyślałem, że mniej subtelnym nie można było być. - Spędzicie tam dwadzieścia cztery godziny i ani minuty krócej. Nie ma możliwości, żebyście się wydostali wcześniej, opłaciliśmy to… Bez obaw, nie damy wam umrzeć z głodu. W rogu garderoby jest niewielka lodówka i zostawiliśmy wam tam wcześniej zamówione jedzenie, a także kilka piw. Gdzieś na fotelach powinna leżeć reklamówka z wodą mineralną i karton z pizzą. Zimna, ale jakoś przeżyjecie. Pewnie zastanawia was, dlaczego? Cóż wiem o was obu coś istotnego i mam nadzieję, że ta doba sam na sam wystarczy wam, żeby się odpowiednio uporać z tym napięciem między wami.. - Li urwał i mogłem zauważyć, że zrobił się lekko różowy na twarzy. Hm… może to zamknięcie było warte tego widoku?

Zwinąłem opakowanie z lekko jeszcze ciepłą pizzą i sięgnąłem po piwo z lodówki. Usiadłem z powrotem obok Liama i podałem mu butelkę, a sam zabrałem się za jedzenie.

- A ty nie pijesz? Wiesz, przydałoby się i tobie coś na nerwy…

- Wziąłem przeciwbólowe, a odkąd nie możemy stąd wyjść, to nie chcę ryzykować nawet minimalnie. - Przytaknął, a późnej na jakiś czas zapanowała cisza, kiedy obaj pogrążyliśmy się we własnych myślach.




Liam:

Moje przeczucia się sprawdziły… kiedy ja się w kocu nauczę ufać samemu sobie. Powinienem był się domyślić, ze ta cholera coś kombinuje, bo od rana chodził taki jakiś dziwnie zadowolony z siebie. Jakby wyszedł mu wyjątkowo udany kawał, ale machnąłem na to ręką, stwierdzając , że najwyraźniej mieli z Zaynem bardzo udaną noc i dlatego Tommo ma minę jak kot, który nawpierdalał się rybek z akwarium. Dumny łowca z pełnym żołądkiem… Jeszcze na dodatek ta cholerna notatka, naprawdę namieszała mi w głowię. Z tego, co napisał ten „terapeuta” wynikało, że zarówno ja jak i Styles mu się do czegoś przyznaliśmy. Skoro tak, to może istniała taka minimalna szansa na szczęśliwe zakończenie i dla mnie? Jednak, jeśli to tylko manipulacja ze strony Tommo i zrobię z siebie idiotę…

- Li?- wybudziłem się z myślowego transu na cichy głos loczka. - Chcesz kawałek?- Wyciągnął do mnie opakowanie z jedzeniem i dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że ostatnio jadłem dwie godziny przed koncertem. Skończyliśmy jedzenie, a ja dopiłem wywietrzały już alkohol. Niby niewiele, ale pozwoliło mi się trochę uspokoić. Hazz na chwilę zniknął w łazience, a ja przypomniałem sobie, co Lou zostawił w moim plecaku. Mimowolnie się zaczerwieniłem i skrępowanie powróciło, bo wiem, że muszę jakoś utrzymać libido na wodzy, a to nie będzie proste, bo kiedy Styles jest zmęczony i niepewny, bardzo klei się do innych osób. Zazwyczaj jego ofiarą stawał to Louis, a odkąd Zayn zrobił się bardziej zazdrosny, był to Niall. Mnie jakoś omijał i, jeśli się nad tym dłużej zastanowić, to można by wysnuć dwa wnioski - albo mnie nie cierpiał, albo z jakiegoś powodu nie czuł się komfortowo tak blisko mnie. Jednak przypomniałem sobie ten moment w Torbusie jakiś czas temu. Reakcje jego ciała na najmniejsze muśniecie…. Czy to możliwe żeby?

- Nad czym tak myślisz? - podskoczyłem lekko na jego głos tuż przy moim uchu. Styles zaśmiał się cicho i z powrotem wskoczył na kanapę tuż obok mnie. Chwycił cienki koc leżący w rogu i zarzucił go na swoje plecy, krzywiąc się lekko na ten szybki ruch. Niewiele myśląc, podwinąłem nieznacznie jego koszulę, zauważając, że otarcie jest całkiem spore. - Nic mi nie będzie. - odezwał się. Wiedziałem to, jednak nie mogłem ot tak wyłączyć tego instynktu opiekuńczego. Zanim uświadomiłem sobie, co dokładnie robiłem, on już miał głowę ułożoną wygodnie na moim ramieniu, a mi nie pozostało nic innego, jak ciche dopasowanie się do sytuacji.

- W sumie nie jest tak źle, co? - zapytał, zaskakując tym zarówno mnie jak i samego siebie, sądząc po jego bardzo niepewnej minie.

- Zdecydowanie. - odpowiedziałem, szczerząc się. Później nie padło między nami nic istotnego. Wspominałem koncert i jego co śmieszniejsze momenty. Styles łaskotał mnie w szyję swoimi lokami, ale kto by narzekał?

- Louis dostał dzisiaj jakiegoś szału z tą wodą… - stwierdziłem. - Później jeszcze ta nieszczęsna cola.

- Hej! Przynajmniej fanki były szczęśliwe… - mrugnął sugestywnie, a ja poczułem, że powoli moja samokontrola robi się coraz mniejsza i jeszcze kilka takich gestów, a pójdzie całkowicie w cholerę.

- Na pewno nie bardziej, niż kiedy ty pomyliłeś statyw mikrofonu z rurą do tańca… - chciał tak grać, to ma…

- Możliwe… jednak pokaz był niezły, sam przyznasz? - uniósł kącik ust. Kurwa mać! Gdzie było moje słynne opanowanie, kiedy jest potrzebne?! Penis siad! Wcale się mnie nie słuchał…

- Uhm… Nie najgorszy. - Wykrztusiłem z trudem, bardziej skupiając się na poprawianiu się na kanapie tak, żeby nie zauważył, że ta jego gadka jakoś na mnie wpływała.

- Mówisz, że nie najgorszy… chcesz powtórkę? - zapytał żartem, a ja pomyślałem: Teraz albo nigdy.

- Co zrobisz, jeśli powiem, że tak? - Żartobliwy ton pozostał, ale pytałem serio i on chyba wychwycił tą różnicę, bo zerknął na mnie.

- Liam… ty nie żartujesz tak do końca, prawda? - pokręciłem głową, sprawdzając jego reakcję. Oczy jak spodki i szybki oddech. - Powiedz mi, o czym Louis pisał? Co mu powiedziałeś?

- Hazz…

- Powiedz. - jego głos był tak słaby, że pomyślałem : pierdolić to, i po prostu zrobię to, co chcę. - Przyszpilił mnie i musiałem przyznać, ze zależy mi na tobie bardziej niż mi się wydawało…

- A jest tak? - idiota. Czasami naprawdę zastanawiałem się, dlaczego te ważne i trudne słowa trzeba powtarzać kilkakrotnie… jakby raz nie był wystarczająco stresujący.

- Tak, jest. Całkiem nieźle rozumiem Zayna, też byłem zazdrosny o Larry’ego… - nie zdążyłem zapytać go, co on na to wszystko, bo w następnej sekundzie ten napaleniec siedział na moich kolanach, a w ustach czułem jego język. Co mi pozostało, jak odpowiedzieć na to… Po jakimś czasie złapaliśmy oddech. - Rozumiem, że to twoja wersja „ja ciebie też”. - Uśmiechnął się jak zadowolony Gremlin i jeszcze raz musnął moje usta.

- Mamy jeszcze jakieś dwadzieścia osiemnaście godzin Li… - mruknął mi do ucha. - Powiedz mi, co dostałeś w prezencie od terapeuty? - skąd on…? - Ja znalazłem kilka butelek lubrykantu i karteczkę, że drugą część prezentu masz ty…

- Prezerwatywy… - jęknąłem, bo ta cholera wierciła się na moich kolanach, raz po raz ocierając się swoim kroczem o mojego twardego penisa.

- Myślisz, że możemy?

- Możemy wszystko, jeśli zechcemy. - odpowiedziałem szybko. - Tylko jedno pytanie, spróbujemy po prostu być czymś więcej niż tylko pieprzeniem i przyjaciółmi? Wiesz, bo jak tak na serio z tym… - plątałem się ze zdenerwowania.

- Li… wyglądasz w tym momencie tak, że nawet anioł by się skusił, a ja zdecydowanie nie mam białych skrzydełek… bardziej ogon i Różki… To, plus mam obsesję na twoim punkcie już jakiś czas…

- Tak? - zaśmiałem się. - Jak dużo Louis słyszał?

- Za dużo. - odpowiedział, a ja stwierdziłem, że jednak nie zabiję, Tomlinsona jak już się wydostaniemy z tej garderoby. Nagle te kilkanaście godzin to zdecydowanie za mało.