poniedziałek, 15 maja 2017

Believe in death not life/ ziall






Zayn:

Na początku wszystko jest dobrze. Nie idealnie, bo żaden z nas taki nie jest. Obaj mamy w końcu swoje wady, gorsze dni i humorki. Zawsze jednak znamy granice i gdy któryś z nas uświadomi sobie, że jednak nie ma racji, wyciąga rękę na zgodę. Taki stan rzeczy funkcjonuje przez jakiś trzy lata trwania naszego związku. Wszystko zmienia się, gdy Niall jest na ostatnim roku medycyny i razem dziesięcioma innymi osobami dostaje się na staż do prestiżowej kliniki. Zaczyna wracać do domu podenerwowany i czepia się dosłownie o wszystko. Nagle zaczyna przeszkadzać mu to, że jestem artystą, kiedy wcześniej byłem za to dosłownie i w przenośni noszony na rękach. Tworząc kolejny obraz na wystawę, przez przypadek brudzę ścianę farbami. Szczerze mówiąc, jestem tak pochłonięty pracą, że nawet tego nie zauważam. Horan po powrocie do mieszkania i zobaczeniu plamy, dostaje szału: wyrzuca obraz razem z przyborami za okno. Jest to pierwszy raz, kiedy widzę go aż tak wściekłego, a także  pierwszy raz, gdy nie przeprasza za swoje zachowanie. Kolejne tygodnie przynoszą więcej takich sytuacji. Cały czas mam nadzieję, że jest to tylko przejściowy stan. Niall ma gorszy okres, ale za chwilę wszystko wróci do normy. Próbuję z nim rozmawiać, ale nic to nie daje. Zbywa mnie półsłówkami i machnięciem ręki. Jeden jedyny raz udaje mi się z niego coś wyciągnąć, i jest to wtedy, gdy leży w łóżku przeziębiony i z gorączką.

- Jestem zmęczony, Zayn. Nie mam na nic czasu. Nie śpię, nie jem, tylko zakuwam, a ten stary profesorek i tak znajdzie coś, żeby się razem z resztą ze mnie pośmiać. - niepewnie się do niego przysuwam i obejmuję ramionami. Czuję, jak odpręża się i opiera całym ciałem o mnie. Całuję go delikatnie po karku.
Tego wieczoru jest jak dawniej, tak jak powinno być, gdy jesteś z kimś, kogo kochasz i kto kocha Ciebie. Daje mi to nadzieję, że gorszy czas mamy już za sobą. Chociaż problemy same nie znikną, jednak lepiej radzić sobie z nimi we dwójkę. Chcę mu nawet zaproponować, żeby odpuścił sobie tamtą posadę, skoro jej ceną jest jego zdrowie i nasz związek. Pragnę, żeby już na stałe wrócił mój Niall, bo dla mnie nie ważne było ile będzie zarabiał i czy będzie leczył jakieś sławy. Jeżeli tylko by chciał, przeniósłbym się z nim na Grenlandię czy do Afryki, ważne było, żeby w końcu przestał powoli  zabijać samego siebie i mnie przy okazji też…



Dzisiaj sobota, więc razem z moim przyjacielem Liamem jesteśmy w pracy. Dzięki moim zdolnościom artystycznym i jego sile, prowadzimy małą firmę zajmującą się odrestaurowywaniem starych, urokliwych domów. To pozwala mi płacić rachunki, bo wiem, że na razie nie jesteśmy w stanie utrzymać się ze stażu Nialla i sprzedaży moich obrazów. Cały dzień czyścimy i zdzieramy starą warstwę lakieru z całkiem dobrze zachowanej drewnianej podłogi. Do domu docieram dopiero koło 7 wieczorem. Ze zdziwieniem stwierdzam, że mojego chłopaka nadal nie ma. Jem samotną kolację i przygotowuję się do snu. Parę razy próbuję dodzwonić się do Nialla, ale cały czas wita mnie poczta głosowa. Chociaż jestem kurewsko zmęczony, to wiem, że i tak nie zasnę. Rozsiadam się przed telewizorem i tępym wzrokiem wpatruję się w pudło. Moje myśli dryfują, jednak daleko od fabuły oglądanego filmu. Po jakimś czasie powieki zaczynają mi ciążyć, więc z westchnieniem dreptam do kuchni po kolejny kubek kawy. Trzy, beznadziejne filmy później, do domu chwiejnym krokiem wraca powód mojej przymusowej bezsenności. Wszystko się we mnie gotuje... to ja się tutaj zamartwiam, a on po prostu sobie balował?
- Ni-e śpisz? - pyta bełkotliwie.
- Jak widać. - mówię sztucznie opanowanym głosem. - Gdzie byłeś i czemu masz wyłączony telefon?!
- W barze… zresztą, co cię to interesuję?!
-Jak to, co mnie to interesuję?! Myślałem, że coś ci się stało, a ty po prostu poszedłeś się najebać!
- Musiałem… - wzdycha i gdybym nie był taki wściekły, pewnie zrobiłoby mi się go szkoda. Mocno ściskam nasadę własnego nosa i na chwilę przymykam powieki.
- Wystarczyłby jeden pierdolony sms 'żyję, będę późno'!
- Przestań się czepiać! Nie jesteś, kurwa, moją matką, żebym musiał się tłumaczyć.
- Niall…
- Jesteś nikim! Zadufanym w sobie malarzem od siedmiu boleści! Do Rembrandta ci daleko… Nie masz pojęcia o tym, czym są normalne problemy! - chociaż wiem, że przemawia przez niego alkohol, to i tak robi mi się w chuj przykro. Kto jak kto, ale on wie o mnie wszystko. Moje dzieciństwo nie należało do łatwych i przyjemnych, a wszystko za sprawą matki narkomanki. O problemach wiem więcej, niż większość ludzi w moim wieku.
- Co ty pierdolisz Horan?! Jak to jestem dla ciebie nikim?! Te trzy lata związku, to jest dla ciebie nic? Zastanów się, co mówisz! Znosiłem twoje humorki przez długi czas, ale mam dość. Rzuć tą robotę w cholerę, bo przez nią nie da się z tobą wytrzymać! - wrzeszczę i chwilę później jego pięść zderza się z moją twarzą, a ja czuję piekący ból. Tylko, który jest bardziej dotkliwy: fizyczny, czy ten psychiczny, wywołany tym, że po raz kolejny osoba, którą kocham i której ufam, podniosła na mnie rękę. Patrzę na niego zdezorientowany, a ten jak gdyby nigdy nic odwraca się do mnie plecami i odchodzi. Słyszę trzask drzwi od naszej sypialni. Nawet nie wiem kiedy z moich oczu zaczynają płynąć  łzy. Zsuwam się po ścianie i rozklejam się na dobre.



Rano budzę się cały obolały. Zmęczony szlochem zasnąłem w korytarzu. Wlokę się do łazienki, biorę szybki prysznic, ubieram się i niepewnie zerkam do lusterka. Cała lewa strona mojej twarzy jest spuchnięta, a warga rozcięta. Słyszę jakiś hałas, więc wychodzę z łazienki i widzę mojego chłopaka. Bez słowa mnie mija i wychodzi z mieszkania. Zastanawiam się, dokąd mu się tak śpieszy w niedzielny poranek. Gdybym choć w najmniejszym stopniu przeczuwał to, co od tego momentu miało zdarzyć się w moim życiu, to spierdalałbym gdzie pieprz rośnie… Hmm, a może nie? Bo cały czas wierzyłbym w niego. Mówi się, że nadzieja jest matką głupich i że umiera ostatnia… cóż, oba stwierdzania są definitywnie prawdziwe. Jestem bezapelacyjnie największym idiotą na świecie i za swoją bezmózgowość miałem zapłacić wysoką cenę… A nadzieja? Ona umarła na samym końcu, razem ze mną…


Mija kilka dni względnego spokoju, można powiedzieć, że mamy ciche dni. Nawet mnie nie przeprosił. Wychodzi wcześnie i wraca, gdy ja już śpię. Dzisiaj się zawziąłem i postanowiłem zaczekać. Postanowiłem przy okazji zrobić porządek w papierach. Nienawidzę tego robić i zazwyczaj zajmuje się tym Liam, ale teraz wyjechał w podróż poślubną, na którą odkładał przez ostatnie pół roku. Chcąc nie chcąc, zaczynam przeglądać faktury z ostatniego miesiąca. Jestem już prawie na finiszu, gdy słyszę szczęk kluczy. Zwlekam się z fotela i staję twarzą w twarz z obcym chłopakiem, podtrzymujący mojego zajebanego do nieprzytomności chłopaka. Moja mina musi być dość jednoznaczna, bo gość zaczyna się  śmiać i mówi:
- Spokojnie, upił się w moim barze. Pracownicy nie mogli sobie z nim dać rady… przeszukałem mu kieszenie i znalazłem kluczę i dokumenty.
- Ta… dzięki. - mamrocze smutny. Widzę, jak chłopak przygląda się mojej twarzy, na której znajduję się już ledwie widoczny siniak.
- Nie ma za co, każdemu się zdarza… Tak w ogóle, to jestem Louis Tomlinson. Gdyby jednak coś zginęło, to najczęściej można mnie spotkać w pracy. - podaje mi wizytówkę z nazwą i adresem baru.
- Zayn Malik - również się przedstawiam.
- Hej, znam cię! Mam parę twoich obrazów w lokalu… tych z superbohaterami. Masz może coś nowego? - myślę: serio, teraz facet?! Ja ledwo stoję na nogach, a Niallowi wcale nie ubywa kilogramów… wręcz przeciwnie, z każdą minutą mam wrażenie, że jest coraz cięższy. Patrzę na niego dziwnie i chyba coś do niego dociera.
- Oi, sorki. Zadzwoń, chętnie kupiłbym jeszcze coś twojego. - zgadzam się skinieniem głowy i jednocześnie poprawiam Horana, który zaczyna niebezpiecznie uciekać mi z rąk na spotkanie z posadzką. Łapię go ostatniej chwili. - Pomóc Ci?
- Jeśli to nie problem… - wzdycham. Jest mi trochę wstyd za sytuacje, w jakiej poznał mnie jeden z nielicznych ludzi zainteresowanych moją twórczością. Uśmiecham się do niego słabo - To otwórz mi te drzwi na lewo i zapal światło. - gdy Ni bezpiecznie spoczywa już w naszym łóżku, oprowadzam Louisa do drzwi.
- Na razie, Zayn! - woła jeszcze, budząc tym pewnie połowę moich sąsiadów. Zamykam drzwi i wracam do sypialni. Powoli zdejmuję z blondyna ubrania, jednocześnie starając się go nie obudzić. Aż za dobrze pamiętam, co się stało, gdy ostatni raz był pod wpływem…  Po zdjęciu koszulki odkrywam mnóstwo malinek, które na pewno nie są moim dziełem. Do moich oczu momentalnie napływają łzy… Z kim mnie zdradza i czy ja mu już nie wystarczam? Do tego wszystkiego sprawa z uderzeniem… Zastanawiam się czy „my” mamy jeszcze jakiś sens. Zwijam się w kłębek na najbardziej odległym od niego skrawku łóżka i przytłoczony dzisiejszymi wydarzeniami, zasypiam. 



Budzą mnie hałasy z łazienki. Na wpół przytomnie myślę, że to pewnie Niall. Jednak szybko przytomnieje, gdy tylko przypominam sobie wydarzenia z ubiegłego wieczora. Zastanawiam się, co mam o tym wszystkim myśleć, co mam zrobić i jak zacząć w ogóle z nim rozmowę…
Drzwi się uchylają i wchodzi przez nie Niall. Widać, że brał prysznic, bo z jego włosów nadal kapie woda. Wygląda na tak autentycznie wycieńczonego i smutnego, że w tym momencie jestem gotowy wybaczyć mu wszystko. Wystarczy mi tylko zwykłe, szczere przepraszam. Może przypominam bad boy'a, szczególnie po tym, jak ściąłem na krótko włosy i z tym kolczykiem w uchu i mnóstwem tułaży, ale każdy, kto mnie zna wie, że to tylko pancerz ochronny. Ni zna mnie aż za dobrze, wobec niego jestem bezbronny jak noworodek. Zauważam, że jest tylko w dresach, a jego tors jest całkiem odsłonięty, moje spojrzenie od razu ucieka w stronę malinek. Oddycham ciężko i decyduję się zapytać.
- Niall? - Przenosi spojrzenie na mnie, a ja do niego podchodzę - Co to jest? - Pytam, wskazując na czerwone plamy.
- Malinki Zayn, malinki. - uśmiecha się kpiarsko, a ja z bólu zachłystuję się powietrzem.
- Ale… kto je zrobił? Bo na pewno nie byłem to ja! Z kim mnie zdradzasz?!



Niall:

Mam dość. Chciałem być tylko dobrym lekarzem, a skończyłem, jako wrak człowieka i narkoman. Pan szanowny profesor razem z resztą grupy dbają  o to, żebym każdego pieprzonego dnia staczał się coraz bardziej. Najzabawniejsze jest to, że sam przejmuję część jego zachowań i stosuję je na własnym chłopaku. Kiedy już zacząłem, nie umiem tego zatrzymać. Nie potrafię tego przerwać. Zabrnąłem za daleko. Po raz kolejny znajduje się w barze, którego ściany przyozdobione są obrazami Zayna. Po paru głębszych mam zamiar wyjść, ale zauważa mnie znajomy diler. 
- Horan! - mówi do mnie radosnym tonem. - Mam coś ekstra!
- Dzięki stary, ale nie mam dzisiaj już gotówki. - nie zwracając uwagi na to, co mówię, chłopak zaciąga mnie przed bar do swojego samochodu i machając mi przed oczami torebeczką wypełnioną tabletkami. Wodzę za nią łakomym wzrokiem.
- Niall, wiesz, że tobie nie zawsze potrzebna jest kasa. - szepcze i przesuwa ręką po moim udzie. A ja nie protestują. Jedyne, o czym jestem w stanie myśleć to prochy. Szybko łykam oferowane przez niego dragi, co jednoczesne jest ze zgodą na taką formę zapłaty. To pierwszy raz, kiedy zdradzam swojego chłopaka. Po wszystkim czuję się brudny, jak zwykła szmata. Wracam, więc do baru i przepijam pieniądze ze wspólnego konta. Alkohol w połączeniu z dragami całkowicie wyłączają mój mózg.
Co dziwne, budzę się we własnym łóżku, po jego drugiej stronie leży Zayn. Na chwiejnych nogach idę do łazienki, odświeżam się i spoglądam w lustro. Wyglądam jak trup, cały mój tors pokrywają malinki. Wiem, że Z na pewno nie zrobiłby nic, gdy byłem nieprzytomny. Przypominam sobie wszystko. Jeszcze większe przerażenie dopada mnie wtedy, gdy uświadamiam sobie, że obudziłem się bez koszulki. Zayn to widział. Jeżeli nie zostawił mnie po tygodniach ciągłych pretensji i wrzaski... Jeśli nie odszedł, gdy go uderzyłem… To teraz... Tak, teraz przesadziłem: Nie ma nic, co mogłoby go przy mnie zatrzymać…

Wychodzę z łazienki i od razu napotykam jego badawcze spojrzenie. Podchodzi do mnie i próbuję dowiedzieć się czegokolwiek, ale ja jestem zbyt dużym idiotą i zaprzepaszczam ostatnią szansę na jego wybaczenie. Mocno go odpycham, przez co upada na podłogę. Zmuszam się do szybkiego ubrania się i wybiegam z mieszkania. Potrzebuję jednej rzeczy - zapomnienia.




Zayn:

Zamiast odpowiedzi dostaję kolejne uderzenie, a on ucieka z mieszkania. Jedyne, co przekonuje mnie do zostania, to łzy, które widziałem w jego oczach. Daję mi to znowu tą pierdoloną nadzieję na to, że jest jeszcze jakaś szansa. Niecierpliwie czekam na jego powrót. Kończę porządkować papiery i sprawdzam nasze rachunki. Widzę, że z naszego konta ubyło trochę pieniędzy i jeśli nie chcemy głodować, to muszę szybko coś wymyślić. Sięgam po papierosy, a pod paczką dostrzegam wizytówkę Tomlinsona. Uśmiecham się i dzwonię do niego. Umawiamy się na popołudnie w jego lokalu, bo ma jakąś kontrole i musi siedzieć z urzędnikiem i przeglądać wszystkie umowy oraz pozwolenia. Przebieram się i zgarniam tablet, w którym mam fotografie wszystkich moich obrazów. Około godziny piątej docieram do baru Louisa o wdzięczniej nazwie „Forget Today” . Parskam śmiechem, oj tak, chciałbym zapomnieć.
Wchodzę do środka i pierwsze, co widzę to to, że na każdej ścianie wiszą co najmniej jakieś dwa moje obrazy. Cały lokal utrzymany jest w klimacie lat osiemdziesiątych z wielkim drewnianym barem, lekko podwyższaną sceną i eleganckim, czarnym pianinem stojącym na środku niej. Podchodzę do jednego z pracowników i mówię, że jestem umówiony z właścicielem. Chłopak zaprowadza mnie na piętro, gdzie znajdują się biura. Wskazuję mi drzwi z krzywo zawieszoną tabliczką: Szefuńcio. Pukam, a gdy słyszę zirytowany krzyk:

- Co znowu?! - po prostu wchodzę.
- Przeszkadzam? - pytam z uśmiechem.
- Nie, sorki, ale myślałem, że ten w garniturku znowu czegoś zapomniał… po całodziennym sprawdzaniu tych rubryczek, mam ochotę go zamordować.
- Też nie lubię papierków, więc doskonalę rozumiem… Mam zdjęcia wszystkich moich prac. - Mówię i podaję mu tablet, na którym widać już pierwszy obraz. Tomlinson spokojnie i powoli oglądał wszystkie prace. Wstępnie wybrał dziesięć, ale zastrzegł, że chce jeszcze obejrzeć je na żywo.
- Tak właściwie, to mogłeś mi to wysłać… ale chciałem jeszcze z tobą na spokojnie o czymś porozmawiać, cóż właściwie to o kimś. - widzę zdenerwowanie i niepewność na jego twarzy.
- Tak?
- Twój przyjaciel, którego wczoraj odprowadziłem..
- Mój chłopak, nie przyjaciel. - poprawiam go. Widzę jeszcze jakiś cień na jego twarzy, tak jakby bolało go to, co za chwilę ma mi powiedzieć.
- Jasne, chłopak. Nie zważyłeś ostatnio u niego czegoś niepokojącego, zmian nastroju, albo…
- Do czego zmierzasz Louis?
- Wczoraj złapaliśmy w lokalu dilera, a twój chłopak parę razy był z nim widziany.
- Kurwa. - szepczę - Nie znowu. - chowam twarz w dłoniach. 



Po chwili wychodzę z lokalu i kieruję się w stronę swojego mieszkania. Tomlinson proponuje, że mnie odwiezie albo odprowadzi, ale potrzebuję samotności. Zastanawiam się, czy mam na tyle siły, żeby jeszcze raz przez to wszystko przechodzić. Uzależnienie, znikające pieniądze. Jak namówić go na odwyk, w ogóle jak o tym rozmawiać? Zdecydowanie za szybko docieram pod blok, wypalam jeszcze dwie fajki, zanim jestem w stanie wejść do budynku. Niepewnie otwieram drzwi od mieszkania. Nigdzie nie widzę Nialla. Wchodzę do sypialni. Jest tam, siedzi na łóżku i tempo wpatruję się w jeden punkt. Teraz, albo nigdy.
- Ni? - podnosi na mnie spojrzenie. - Wiem wszystko. - Mówię szybko, a w jego oczach dostrzegam przerażenie. Nagle zrywa się na nogi i przewraca mnie na łóżko.
- Skąd wiesz?! Śledziłeś mnie? - Mówi i coraz mocniej zaciska ręce na moich nadgarstkach.
- Niall - said ciężko - uspokój się. Nawet nie przyszło mi do głowy, żeby Cię śledzić.
- Więc jak?
- Zauważyłem rzeczy, których nie chciałem widzieć. To, co Louis mi powiedział, doskonale pasowało do twojego zachowania…- staram się uwolnić, ale jest zaskakująco silny, a ja nawet w takiej sytuacji nie jestem w stanie zrobić mu krzywdy.
- Kim do cholery jest Louis i co ci powiedział?! - wydziera się i mnie policzkuję. Łzy zbierają mi się pod powiekami.
- Jest właścicielem twojego ulubionego baru. - mówię szeptem - I powiedział, że jesteś uzależniony.
- To, dlatego tam jest tyle twoich prac?! Pieprzysz się z nim?!
- Pojebało Cię - szarpię się, ale na darmo.
- Jesteś tylko mój! - W tym momencie nie pamiętam o tym, że nie wolno wkurwiać osób pod wpływem, bo to zawsze się źle kończy.
- A ty to, co?! Zdradzasz mnie, malinki same się nie zrobiły… - Coś w jego spojrzeniu mnie przeraża. Mocno uderza mnie w brzuch, przez co na chwilę tracę ostrość widzenia. Po ocuceniu orientuję się, że Niall jest półnagi i właśnie szarpie się z moimi spodniami.
- Niall… Nie. - mówię stanowczo.
- Zamknij się! - kolejne uderzenie. Mimo wszystko próbuje się bronić, jednocześnie prosząc, by przestał. W ogóle nie słucha, zachowuję się jak w jakimś transie. Gdy odsuwa się by zdjąć bokserki, zrywam się do ucieczki, ale szybko mnie łapię. Wbija się we mnie od razu. Krzyczę z bólu, płacze i słabo go odpycham. To jeszcze bardziej go wkurza. Po paru kolejnych pchnięciach dochodzi i się ze mnie wysuwa. 
Nie mam siły się ruszać, oddychać ani żyć. Nie wiem ile tak leżę, ale gdy tylko dociera do mnie jego ciche pochrapywanie, powoli wstaję i pomimo ostrego bólu w dole kręgosłupa idę do łazienki. Wchodzę pod prysznic i próbuję zmyć z siebie ten brud. Niestety, woda czyści tylko ciało. W moim umyśle nadal wszystko jest i rozgrywa się wciąż od nowa. Każda sekunda bólu i upokorzenia. Nie dam rady tym razem… mam dość. Decyzja zapada błyskawicznie. Wycieram się niedbale i zakładam pierwsze lepsze rzeczy z suszarki. Są jeszcze wilgotne, ale wszystko mi jedno. Bezszelestnie wychodzę z łazienki i chwilę na niego patrzę. Zabija mnie to, że pomimo tego, co mi zrobił, nie umiem go nienawidzić… nadal jest dla mnie całym światem. Zostawiam wszystko tak, jak jest. Nie zamierzam tu już nigdy wracać.




Niall:

Budzę się kompletnie zdezorientowany. W pomieszczeniu śmierdzi seksem, potem i krwią.
- Zaraz, kurwa. Jak to krwią? - szepcze do siebie. Odkrywam kołdrę i widzę czerwone plamy na jasnej pościeli. - Nie, nie, nie… - płaczę i zrywam się z łóżka. - Błagam, nie zrobiłem tego, nie, nie, nie. - powtarzam w kółko jak zaklęcie albo modlitwę. Wbiegam do łazienki. Pusto. Przeszukuję resztę mieszkania, ale nigdzie nie ma śladu Zayna.





Zayn:

Powoli kieruję się w stronę mojego ulubionego mostu. Nie jest on znany ani podziwiany przez tłumy. Nazwisko inżyniera nie zapisało się w historii. Po drodze rozmyślam o całym swoim życiu. Matka, która była idealna do czasu, gdy ojciec nie zostawił jej dla młodszej, wtedy się załamała i całą swoją frustrację zaczęła przelewać na nastoletniego syna. Gdy uciekłem z domu, byłem kompletnym wrakiem człowieka… jednak udało mi się poskładać jakoś z powrotem. Teraz, gdy Niall, który znaczył dla mnie wszystko, roztrzaskał moją psychikę i serce w drobny mak, nie widziałem sensu w dalszym życiu.
 Przypomina mi się cytat jakiejś starej piosenki: Belive in deth not life. Pasuje idealnie. Jestem już na miejscu i pewnie przekładam nogi przez barierkę, siadając na niej. Spoglądam w dół. Jeszcze chwila… Mam nadzieję, że nie zranię zbytnio nikogo moim odejściem. Czuję się jak śmieć, bezwartościowa szmata. Już mam się odbić, gdy słyszę krzyk:
- Zayn, nie! - znam ten głos. Odwracam się z nadzieją. Niestety to nie Niall. Dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że gdyby to był on prawdopodobnie uległbym jego prośbom. Uśmiecham się i szepcze.
- Nie poddajesz się, co? Mam złą wiadomość... umrzesz razem ze mną…
-Zayn! - znam ten głos, ale wolę nie wiedzieć skąd. Rozkładam ręce i skaczę, a nadzieja razem ze mną.

poniedziałek, 6 marca 2017

Wina przyadku 4



Przy tobie się zapominam...

Harry:


Sama świadomość tego, że Liam odwzajemniał to wszystko była uskrzydlająca. Nigdy nie rozumiałem, kiedy ktoś mówił o tym w ten sposób, ale gdy usłyszałem od niego, że chciałby spróbować, wreszcie wszystko wskoczyło na właściwe miejsce, a ja mogłem piszczeć i skakać, jakbym był na prochach. Może w pewnym stopniu tak było, bo czy można być w pełni świadomym z taką ilością endorfiny w organizmie? Mój uśmiech chyba nigdy nie był szerszy, aż mnie szczęka bolała, ale nie mogłem się zmusić, żeby przestać się szczerzyć. 


Siedziałem na kolanach chłopaka, w którym byłem zakochany i właśnie dowiedziałem się, że ja również nie jestem dla niego tylko kumplem. Mogłem go pocałować tyle razy ile chciałem i jak chciałem… wolno mi było go dotknąć i nie obawiać się jego reakcji, albo się przytulić i zostać tak aż nas wypuszczą. Jednak ilość czasu, jaką zmarnowaliśmy, chyba wystawiła naszą cierpliwość i kontrolę na próbę, bo wyraźnie czułem jak kilka niewielkich pieszczot działa na Payno, a sam wcale nie byłem mniej podniecony. Masowałem dłońmi jego napięte ramiona i barki, badając każde wcięcie i nierówność wyczuwalną pod palcami. Rejestrowałem każde drżenie mięśni i pojawiającą się na jego ciele gęsią skórkę.


- Hazz… - Mruknął, starając się przytrzymać moje dłonie, a kiedy to zrobił, ja ze złośliwym uśmiechem musnąłem jego nadgarstek ustami. - Jak nie zwolnimy to za kilka sekund moja samokontrola pójdzie w cholerę, a twoje ubrania zaraz za nią. - Powiedział to takim niskim i spokojnym głosem, że mimowolnie zadrżałem. Nie wiedziałem, co mam mu odpowiedzieć, bo z jednej strony chciałem tego, ale z drugiej nigdy nie byłem z chłopakiem, ani nie próbowałem się tam sam dotykać… chociaż kilka razy przeszło mi to przez myśl, odkąd dowiedzieliśmy się o związku Louisa i Zayna, a ulubionym hobby Nialla stało się wyciąganie z nich łóżkowych historii, kiedy obaj znajdowali się pod wpływem czegoś mocniejszego. Raz zdarzyło mi się usłyszeć zdecydowanie za dużo, ale kto mógł przypuszczać, że w hotelu mają takie kiepskie ściany. Mieliśmy dwie dwójki i jedynkę, którą zgarnął dla siebie Payno, zostawiając mnie z Niallem i jego błagalnym spojrzeniem, bo ta blond cholera chciała numer mojej siostry! Jakoś udało mi się go spławić i wyszedł obrażony do hotelowego baru. Zasnąłem kilka minut później, ale obudziły mnie jęki i krzyki zza ściany. Przez chwilę nie wiedziałem, co się, do cholery, działo, ale usłyszałem kilka zdań za dużo i już wiedziałem. Zayn najwidoczniej lubił świntuszyć w łóżku, bo nigdy na co dzień nie słyszałem, żeby tyle klął… Zanim się zorientowałem, podziałało to na mnie bardziej niż bym chciał, a zanim powrócił Niall, zdążyłem już wrócić spod prysznica, ale nad ranem urządzili sobie drugą rundę i Horan też był pod wrażeniem ich ostrego, łóżkowego języka. Wracając: nie miałem pojęcia co robić!

- Okay… - mruknąłem z lekkim zawahaniem. - Tylko moglibyśmy się nie spieszyć, bo to pewna nowość dla mnie i odrobinę się stresuję. - Postawiłem na szczerość, bo to podobno najbardziej się opłaca.

- Jeżeli nie chcesz to się nie zmuszaj. - położył dłonie na moich udach i poprawił mnie na swoich kolanach. - Tak też jest dobrze… czujesz? - zapytał, wypychając biodra w moją stronę. - Mamy na tyle czasu, żeby z niczym się nie spieszyć… to, że nas tu zamknęli i tak spełniło swoje zadanie, nie uważasz?

- Uhm… ale koszulkę zdejmij. - przesunąłem dłonią po jego wyrzeźbionym brzuchu. Nie było mowy na to, że podarowałbym sobie taki widok.

- Jesteś nieco wymagający… - zaśmiał się i bez żadnego zawahania spełnił moją prośbę. Widać było, że to, co się między nami działo, dodało mu pewności siebie, bo nigdy nie widziałem go takim. Zawsze mieliśmy go za najbardziej nieśmiałego z nas wszystkich. Odpowiedzialny, grzeczny Liam, a tu jak się okazuje niekoniecznie tak było.

- Może to nieco nieodpowiedni moment, ale robiłeś to z kimś innym?

- Jak się tak zastanowić Hazz, to obaj raczej nie narzekaliśmy na nudę w tym temacie i to przez twoje łóżko przewinęło się więcej osób.

- Tak, ale to kobiety… wydaje mi się, że celowo opacznie rozumiesz moje pytanie…

- Pytaj wprost, Styles. To nadal ja i nie ma czego się bać…

- W porządku: dotykałeś w taki sposób jakiegoś chłopaka przede mną?!

- Był jeden, ale to był tylko raz i nie poszliśmy na całość… To było wtedy, jak uświadomiłem sobie, że nie jesteś mi całkiem obojętny. On zorientował się na długo przede mną, że coś jest na rzeczy…

- Jak dawno? - nawet nie wiedziałem, o co dokładnie chciałem zapytać: Ile czasu minęło odkąd widział tamtego, czy jak długo coś do mnie czuje? Najprawdopodobniej oba na raz.

- Ponad pół roku temu… Matt to kumpel Nialla i od zawsze coś do mnie miał, a ja musiałem wygadać się komuś, kto po części mnie zrozumie. Wypiliśmy chyba całą wódkę wtedy i sam wpakowałem mu się do łóżka, ale za wiele nie zrobiliśmy. Później zdecydowaliśmy, żeby to powtórzyć na trzeźwo skoro i tak coś było. Przyjemnie, ale bez porównania mniej, niż chociażby to, co teraz robimy. Chyba działa na mnie sam fakt, że to ty…



Liam: 

Musze kupić Tomlinsonowi jakiś zajebisty prezent. Na początku byłem na niego wściekły, ale gdyby nie jego interwencja, to krążylibyśmy z Harrym wokół siebie nie wiadomo jak długo, a kto wie, może w ogóle nic by między nami nie było? Mała, upierdliwa cholera jednak miała rację. Zdecydowanie kochałem uczucie wolności i to, że nie musiałem już pilnować każdego spojrzenia, czy gestu skierowanego do Harry’ego. Nawet więcej, bo Styles wpakował mi się na kolana i bez jakiegoś zawahania pocałował. To będzie zajebiste kilkanaście godzin… Pociągnąłem za włosy młodszego, a on jęknął prosto w moje usta. Na zmianę przygryzałem i lizałem jego wargi, a on odpowiadał na to entuzjastycznie. Wiedziałem, że to będzie niemal zbyt dobre, by utrzymać samokontrolę na dłużej, ale i tak zaskoczyło mnie to jak szybko przechodziłem od zera do setki. Byłem podniecony szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, ale co się dziwić, nikt nie działał na mnie tak jak on. Jeszcze raz musnął moje usta i odsunął się z miną niewiniątka i zaczerwionymi policzkami oraz napuchniętymi ustami. Byłem przekonany, że ja prezentowałem się podobnie.

Nieco zdziwiło mnie to jak bardzo niepewny był z tym wszystkim, ale nie chciałem na nic naciskać, bo nigdy nie byłem jednym z tych chłopaków. Jak trzeba było, potrafiłem utrzymać fiuta w spodniach. Jednak najbardziej zaskoczony byłem jego pytaniem o wcześniejsze relacje. Co nieco rozjaśniło mi się w łepetynie, kiedy sprecyzował, o co dokładnie mu chodziło.Wahałem się czy powiedzieć mu o Mattcie, ale w końcu zdecydowałem, że chyba miał prawo wiedzieć.

- Jak dawno? - mruknął ze zmarszczonymi brwiami. Wytłumaczyłem mu mniej więcej jak i kiedy to było. Nie wyglądał na uspokojonego, a wręcz przeciwnie - na cholernie zazdrosnego. Dlatego powiedziałem jak bardzo różniło się to od tego, co teraz miałem z nim. A kiedy uśmiech wrócił na jego twarz, uznałem to za sukces.

- To, co robimy? - zapytał z jakimś dziwnym błyskiem w oczach. - Nie chcę jak na razie wykorzystywać tych prezentów od Louisa… to zostawimy na inną okazję, ale jestem na granicy, odkąd dotarło do mnie, że to dzieje się naprawdę i czuję, że ty też masz odpowiedni nastrój… A skoro masz jako takie pojęcie o tym co robić, to co pan proponuje, panie Payne? - przy ostatnim słowie nachylił się i delikatnie musnął moje rozchylone z wrażenia usta. Chciał się odsunąć, ale ani myślałem mu na to pozwolić. Przyciągnąłem go z powrotem do siebie tak, że dłonie oparł na mojej odsłoniętej klatce piersiowej, a na brzuchu wyczuwałem wyraźnie nawet przez spodnie, jak bardzo był twardy. Jęknął, a ja wykorzystałem to, by wślizgnąć się językiem do jego ust. Pocałunek był zachłanny, namiętny i cholernie idealny, a kiedy dotknął własnym językiem mojego i zaczął walczyć o przejęcie kontroli, tak mnie zamroczyło, że poddałem się mu żenująco łatwo. Ocknąłem się dopiero, kiedy z zadowolonym pomrukiem przygryzł moją wargę, by za chwilę polizać ukąszenie. Diabełek. Też lubię gryźć.

Przesunąłem się z pieszczotami na jego szyję, a on od razu odchylił głowę do tyłu ,dając mi więcej miejsca. Czyli lubił jak ktoś dotykał go w ten sposób. Widząc go takim, naprawdę nie mogłem się powstrzymać przed zaciśnięciem zębów na jego jasnej skórze.

- Liii - zakwilił, a ten dźwięk bardzo podziałał na mojego penisa, który aż drgnął w spodniach. Powtórzyłem akcje, a na koniec zassałem jeszcze ślad po ugryzieniu. - Liam - sapnął, ale to nadal nie był idealnie ten ton. - Payne! - pisnął, kiedy nie przestawałem. Jeszcze raz, delikatnie przygryzłem pojawiającą się malinkę - Liii! - Och, to było to, a mój kutas był tego samego zdania, bo ponownie naprężył się pod bokserkami, które teraz były wyjątkowo drażniące na wrażliwej główce.

- No co? - zapytałem, udając, że nie wiem o co chodzi.

- Znowu ruszy masa plotek… - jęknął - ale cholera, podoba mi się to… - Uśmiechnąłem się zadziornie i odchyliłem go do tyłu, jednocześnie kładąc ręce na jego plecach, żeby nie spadł z kanapy i polizałem jeden z sutków. - Och, to też. - mruknął, zaciskając ręce na moich barkach. Przez chwilę bawiłem się w ten sposób, dopóki nie zacisnął palców na moim torsie i to mocno. Między kciukiem a palcem wskazującym pocierał mój stwardniały sutek, a potem zmusił mnie do oparcia się plecami o kanapę i przyssał się ustami. Później ugryzł miejsce pod lewym obojczykiem i schodził coraz niżej po torsie, mostku i żebrach, gdzie zostawił kilka małych malinek i na dłużej pozostał przy brzuchu. Bezwstydnie przesuwał językiem po odznaczających się liniach mięśni i z powrotem do góry, aż do moich ust. Kiedy oddałem pocałunek, zamruczał szczęśliwy, a ja, korzystając z jego rozproszenia, dotknąłem jego penisa przez podwójną warstwę materiału, ale chyba i tak mu się podobało, i to na tyle, że przez kilka sekund nie był w stanie poruszać ustami.



Harry:

Kiedy Liam dotknął mojego penisa, nie udało mi się powstrzymać krótkiego krzyku. To nie tak, że czyjś dotyk w tamtym miejscu był dla mnie nowością, bo powiedzmy sobie szczerze - do najgrzeczniejszych to ja nie należałem, ale tym razem czułem to o wiele intensywniej. On chyba miał racje z tym, że zależy to od tego, z kim to robisz. Lubiłem sposób, w jaki mnie dotykał: badawczo i ostrożnie, jakbym mógł rozpaść się pod jego dłońmi, a jego uważne spojrzenie dopełniało całości, bo nawet na chwilę nie przestał się we mnie wpatrywać i może na początku odrobinę mnie to peszyło, ale później zorientowałem się, że moje reakcje: jęki czy przygryzienie wargi, westchnięcia i drżenie ciała, to wszystko na niego działało. To chyba taka jego rzecz, obserwowanie jak ktoś tracił kontrolę pod wpływem jego pieszczot. Poprawka, on wolał patrzeć na mnie, niż na kogoś innego i nawet nie musiał tego mówić, bo to jak jego oczy śledziły mój język, gdy przejechałem nim po wargach, z dokładnością, co do centymetra mogłem powiedzieć, gdzie skupiał się jego wzrok. Uwielbiałem być podziwiany, a to, że podobałem się właśnie jemu, było niesamowite.

Położył się płasko na kanapie, ciągnąc mnie za sobą tak, że leżałem na nim z nogami po obu stronach jego ud. Zanim zdążyłem choćby mrugnąć, poruszył swoje biodra, ocierając się swoim kroczem o moje.

- Umm - jęknąłem, chowając twarz w jego szyi i starałem się dopasować własne ruchy do tych jego, a kiedy znaleźliśmy wspólny rytm, było o wiele lepiej. Zastanawiałem się jakby to było czuć go bez tych warstw ubrań. Nie byłem gotowy na całkowite zbliżenie, ale nigdy nie miałem problemów z nagością i mogę się założyć, że byłoby to jeszcze lepsze niż do tej pory, dlatego niewiele myśląc, wsunąłem kciuki pod jego dresy i pociągnąłem je stanowczo w dół. Patrzył na mnie przez chwilę z uniesionymi brwiami i rozchylonymi w wyrazie niedowierzania ustami. Musnąłem je krótko i wróciłem do przerwanego zajęcia, aż w końcu udało mi się całkowicie zdjąć spodnie z jego nóg. Kilka sekund późnej poczułem jego palce przy zamku w moich jeansach i teraz tak bardzo żałowałem, że nie założyłem dresów tak jak on, bo pozbycie się tego obcisłego cholerstwa zajmowało znacznie więcej czasu. Jednak było tego warte. Przesunął dłońmi po moich udach w górę i w dół, a później wsunął je pod moją bieliznę i ścisnął pośladki. Jestem pewien, że przez chwilę pozostaną na nich odbicia palców, ale jakoś mi to szczególnie nie przeszkadzało
.
- Hazz… - sapnął i jego głos zdradzał jak bardzo zdesperowany był, a ja mogłem się dumnie uśmiechnąć, bo to była tylko i wyłącznie moja zasługa. - Mogę? - dodał, pociągając odrobinę w dół moje bokserki.

- T-tak. - westchnąłem, bo jego ciepłe ręce dotykające mnie tak zachłannie, były bardzo rozpraszające. Kilka sekund później byłem już w samej czarnej koszuli. Widziałem jak Payne gapił się na małe guziczki z frustracją i zanim zdążył chociażby dotknąć materiału, uderzyłem go po łapach, na co posłał mi zdziwione spojrzenie.

- To jedna z moich ulubionych i naprawdę wątpię, żeby starczyło ci cierpliwości, a ja musiałbym się na ciebie obrazić, gdybyś ją uszkodził. - odsunąłem się od niego nieznacznie i powoli zacząłem rozpinać guziki. Gdy dotarłem do ostatniego, podniosłem spojrzenie z powrotem na Liama i aż na chwilę zaschło mi w ustach, bo on w międzyczasie zdążył się pobyć własnej bielizny.

- Podoba się? - zapytał, widząc jak się na niego gapię i poczułem jak moje policzki stają się coraz cieplejsze. Prawdopodobnie przypominałem pomidora.

- Uhm, całkowicie… a tobie? - zaryzykowałem pytanie.

- Boże Hazz… - pokręcił głową z niedowierzaniem. - To wcale nie tak, że niejeden raz myliłem tekst na scenie, bo się na ciebie zagapiłem, albo odlatywałem jak coś mi starannie tłumaczyłeś gestykulując, bo byłem za bardzo skupiony na tym, jak układają się twoje wargi, albo jak język się po nich przesuwa. Miałem ochotę przycisnąć cię do najbliższej ściany i owinąć sobie twoje nogi wokół bioder. A to, że mogę zobaczyć cię takiego jak teraz, to spełnienie jednej z licznych fantazji. - Jeżeli wcześniej byłem pod wrażeniem, to teraz przepadłem całkowicie.

Później nie dostałem już szansy   powiedzenia czegokolwiek, bo przycisnął swoje usta do moich i tak naprawdę słowa były zbędne. Objąłem jego twarz dłońmi, a potem wsunąłem je w jego włosy, pociągając za nie kilka razy. Opadliśmy z powrotem na kanapę, a nasze erekcje kolejny raz otarły się o siebie, ale tym razem było całkowicie inaczej i bez porównania lepiej. Nie dzielił nas żaden materiał, a uczucie skóry przy skórze było niesamowite. Byłem już do tego stopnia podniecony, że główka mojego penisa była śliska od preejakulatu, a przez myśl przeszło mi, że łatwiej byłoby z jakimś nawilżeniem, ale żadna siła nie zmusiłaby mnie teraz do oderwania się od Liama. Składałem niewielkie pocałunki na jego szyi i torsie, cały czas kołysząc biodrami równo z nim. Czułem jego dłonie błądzące po moich plecach, udach i zaciskające się na tyłku: ugniatał, masował, a czasami nawet delikatnie szczypał, na co wtedy patrzyłem na niego spod byka. Wszystko tylko nie to! Czułem, że jestem coraz bliżej, a on podniósł się do pół siadu, opierając głowę i ramiona o kanapę  tak, że pomiędzy plecami, a oparciem pozostawało sporo wolnej przestrzeni. Ponownie położyłem czoło na jego klatce piersiowej, oddychając szybko i płytko. Ocierałem się o niego, wywołując dreszcze u nas obu. Czułem znajome ciepło w podbrzuszu, a po kręgosłupie przebiegł mi dreszcz. Nie zastanawiając się za bardzo nad tym, co robię, zacząłem obciągać nam obu ręką, co wcale nie było takie proste, ale sądząc po szczęśliwych pomrukach, jakie z siebie wydawał, musiało mu się to podobać. Chciałem żeby doszedł pierwszy, a najlepiej razem ze mną. Jednak kiedy do mojej ręki, dołączyła jego rozgrzana i śliska od potu dłoń, nie potrafiłem się powstrzymać i wytrysnąłem, krzycząc jego imię. Przylgnąłem do niego całym torsem, a moje loki rozsypały się na jego ramieniu, ale cały czas poruszałem nadgarstkiem. Nie minęło długo, zanim wbił zęby w moją szyję na tyle mocno, żeby zostawić kolejny ślad, a na dłoni poczułem rozlewającą się spermę.

Przez chwilę nawet nie drgnęliśmy, stabilizując oddechy i tętna, a kiedy mój wzrok ponownie się wyostrzył, spojrzałem w jego zamglone, brązowe oczy i uśmiechnąłem się szczęśliwie, co od razu odwzajemnił. Przyciągnął mnie do krótkiego pocałunku, a kiedy się od siebie oderwali my, ponownie mnie przytulił, nie przejmując się bałaganem między nami.

- To co, teraz prysznic? - zapytał, poruszając zabawnie brwiami.

- Brzmi dobrze, o ile mnie tam zaniesiesz, kochanie.

- Kochanie?

- Wolisz jakieś inne słodkie słówka?

- Hm? Nie, ale skoro tak, to ty będziesz…

- Kotkiem!

- Kotkiem? - po jego minie widziałem, że z trudem powstrzymywał się od wybuchnięcia śmiechem. Wydąłem wargi, udając oburzenie.

- Lubię kotki. Są eleganckie, dostojne, piękne…

- I mruczą, kiedy są szczęśliwe… Tak, zdecydowanie możesz być kotkiem, Hazz.

piątek, 24 lutego 2017

Gdzie znajdziecie moje opowiadania:

mój profil na wattpad

mój profil na Ao3

 

Wiekszość moich FF właśnie jest poprawianych przez betę. 

Prawdopodobne jest, że tu jeszcze wrócę, ale sama nie wiem jeszcze kiedy...