piątek, 16 czerwca 2017

Wina przypadku/Lirry- Epilog




Louis:


To, co wczoraj wydawało mi się zajebistym pomysłem, dzisiaj już wzbudzało we mnie dużo wątpliwości. Zerknąłem na Zayna, który miał jakiś taki niewielki, lekko kpiarski uśmieszek na ustach. To ma być wspierający chłopak?! Wredna, złośliwa menda… Tak, tak, oczywiście i tak go kocham, ale to nie zmienia faktu, że miło by było usłyszeć jakieś słowa wsparcia.

Opcje były dwie:

Pierwsza - mój plan wypalił, a Harry i Liam spędzili bardzo miłe chwile we dwóch. Prezenty ode mnie zostały w pełni wykorzystane, a oni przez kolejne dni będą dziwnie chodzić.

Druga - wszystko się zjebało, żaden nic nie powiedział i spędzili te kilkadziesiąt godzin na planowaniu mojej bardzo bolesnej śmierci.


Harry:


Wreszcie wszystko zaczęło się układać i nie wierzę, że to zasługa zwariowanego pomysłu Tomlinsona. Te kilkanaście godzin po tym, jak już postanowiliśmy spróbować być razem i zobaczyć, co z tego wyniknie, spowodowało, że nie miałem najmniejszej ochoty opuszczać spokojnej, przytulnej garderoby. Na zewnątrz czekało normalne życie, nasze zobowiązania, ukrywanie się i cholera wie co jeszcze.

- Mógłbym zostać tu jeszcze jakiś czas. - mruknąłem prosto w szyję Payne'a. Leżeliśmy na kanapie… chociaż ja praktyczne na nim. Od jakiegoś czasu milczeliśmy, a on bawił się moimi lokami. - Chociaż, tęsknię za świeżym powietrzem…

- Damy radę, Hazz. Chłopaki wiedzą, a reszta świata nie jest ważna. - na chwilę się zawiesił - No może powinniśmy poinformować nasze rodziny, ale to za jakiś czas.

- Myślę, że u mnie nie będą bardzo zaskoczeni i w jakikolwiek sposób temu przeciwni. - uniosłem wzrok na niego - A twoi rodzice?

- Tata ma jakiegoś kumpla, który ma męża, czasami nas odwiedzają i nigdy nawet nie skrzywił się, kiedy podczas oglądania meczu czy grilla, obejmowali się, czy czasami nawet całowali. Gorzej z mamą, ale nie martw się na zapas. Póki co jestem zajebiście szczęśliwy i nie chcę sobie tego psuć zastanawianiem się, co to będzie.



Liam:


Tommo w końcu nas uwolnił, ale oczywiście pojawił się z obstawą. Zayn podążał za nim niczym pies obronny i patrzył na nas ostrzegawczo, jakby chciał powiedzieć: Nie waż się mieć pretensji, chciał dobrze.

Dlatego tylko pokręciłem głową i uśmiechnąłem się do obu uspokajająco.

- Plan wypalił? - zapytał nieco nerwowo Lou. Zanim zdążyłem odpowiedzieć, Styles uwiesił się na mojej szyi i delikatnie pocałował. - Czyli tak. - zaśmiał się już rozluźniony.

- Jednak czasem zdarza ci się mieć dobre pomysły, Tomlinson. - powiedziałem, starając się przytrzymać ręce tego lokowanego idioty, bo miział mnie nimi po brzuchu, a to sprawiało, że miałem ochotę zrobić coś, czego raczej nie wypadało robić przy kumplach.



Zayn:

Zadowolony Louis, to mój ulubiony Louis. 

Na szczęście jego plan się udał, a ta dwójka nawet mu podziękowała… więc teraz chłopak zmienił mi się w skaczącą, szczęśliwą kulkę radości. Nigdy nie znudzi mi się patrzenie na niego, czy słuchanie jego śmiechu.

- Zaynie, o czym tak rozmyślasz? - praktycznie wskoczył mi na kolana.

- Hmm?

- Odpłynąłeś gdzieś, a ja nie lubię, jak się mnie ignoruje. - sapnął nadąsany i ze złośliwym śmiechem przejechał dłonią po moich starannie ułożonych włosach. Diabeł w ludzkiej skórze!

- Lou!

- Co? Przecież dzisiaj siedzimy tylko w hotelu z chłopakami i opijamy ich zejście się… nie musisz się tak napinać i tak wyglądasz zajebiście. W sumie, to chyba dla mnie jeszcze nigdy nie wyglądałeś źle… ale, ale, odbiegamy od tematu! Nie o tym miało być, bo jak się wezmę za wymienianie twoich zalet, to skończy się jak zawsze i znowu będziemy spóźnieni, a Niall będzie rzucał do nas seksualnymi aluzjami.

- Ta… musimy go jakoś ogarnąć. Chociaż może teraz będziemy mieć trochę spokoju i będzie więcej dręczył Liama i Harry’ego? - Louis uśmiechnął się szeroko i nieco szaleńczo. Trochę tak jak kapelusznik z bajki o Alicji…

- Tomlinson, coś ty znowu wymyślił?!



Niall:

Kolejna para obok mnie… 

Zajebiście się cieszę, że są szczęśliwi, ale oni i Zouis prawdopodobnie w krótkim czasie doprowadzą do mojego załamania nerwowego.

Dwie, obrzydliwie idealnie dobrane pary i ja - wieczny singiel, to nie może się dobrze skończyć.

Siedzieliśmy już drugą godzinę w moim pokoju, wlewając w siebie kolejne piwa. No może tylko Liam trochę się ograniczał.

- Cisza! - zawołał Louis, a my spojrzeliśmy na niego ciekawie, bo pijany, lekko chwiejący się na nogach Tomlinson, wygłaszający mowy to całkiem niezła rozrywka.

- Co tam, Tommo?

- Skoro z tymi dwoma osłami poszło mi tak dobrze to… teraz czas na Nialla! - Że co kurwa?!

- O nie, nie, nie! - poplułem się przez niego.

- Tak, tak, tak! - zaśmiał się Malik, a ja zmierzyłem go zabójczym wzrokiem. Nie muszą mi nikogo szukać, bo ja mam kogoś na oku, tylko że ona cały czas udaje, że mnie nawet nie zauważa…

- Harry? - zapytał słodkim głosem Tomlinson i już po samym jego tonie wiedziałem, że zrzuci jakąś bombę.

- Uhm?

- To kiedy przyjeżdża Gemma? Bo jest mi niezbędna do mojego planu… - na chwilę mnie zatkało.

- Nienawidzę cię! - warknął Styles.

- Kocham cię, Tommo! - wrzasnąłem w tym samym czasie i to tak, że prawdopodobnie słyszało mnie pół hotelu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz