piątek, 7 października 2016

Harpia Stiles! 7



Tydzień pozwolił Stilesowi i jego nowym współlokatorem wyrobić pewne przyzwyczajenia i dostosować się do niektórych dziwactw czy uzależnień. Isaac był bezapelacyjnie największym fanem serialu Caselle wśród wilkołaków. Ekscentryczny pisarz pakujący się bez przerwy w tarapaty wzbudzał w blondynie taki entuzjazm jak u sześciolatki kolorowa bajka. Louis, cóż akurat wszystkie jego nawyki Stiliński znał równie dobrze, co swoje. Do tej bardzo rozbudowanej listy trzeba jednak dopisać rozwijającą się obsesję na punkcie bezpieczeństwa i ogólnie pojętej ostrożności. Zawsze przed zaśnięciem sprawdza barierę, a Stiles po przebudzeniu parokrotnie zastał anioła wgapiającego się w przestrzeń za oknem.
- Ktoś tam był, na granicy osłony domu.- Odpowiadał na nieme pytanie młodszego chłopaka. Stiliński zaczął mieć pewne podejrzenia, co do tożsamości podglądacza, ale nie chciał robić sobie zbędnej nadziei, bo ta niejednokrotnie doprowadziła go do załamania nerwowego i dewastacji własnego pokoju, a czasami wycięcia w pień jakiegoś oddalonego kawałka lasu czy rozkruszenia średniej wielkości skały na popiół. Dlatego nic nie mówił i po prostu pozwalał Louisowi się sobą zaopiekować. Czuł dziwne ciepło na myśl o tym, że jest taki ktoś, kto zrobi wszystko, aby był bezpieczny. Wiedział, że anioł stanąłby pomiędzy nim a zagrożeniem, co na równi mu imponowało, co irytowało, bo Louis doskonale wiedział, że Stiles potrafi sam o siebie zadbać i nie jest żadną niewiastą w potrzebie, którą zabiję mocniejszy podmuch wiatru. Tak, w zasadzie to jest pewien, że nie uśmierciłoby go nawet stado wkurwionych wilkołaków. Na początku samolubnie i nie przejmując się kiepską formą psychiczną Isaaca, Stiliński chciał odwetu Eriki czy kogoś ze stada, bo kiedy wyszła na jaw jego prawdziwa natura nie musiałby się już pilnować i mógłby konkretnie skopać dupsko jakiemuś zbyt pewnemu siebie wilkołakowi. Niestety Lou wybił mu szybko ten pomysł z głowy, co dziwniejsze zazwyczaj skory do potyczki Peter też nie był za tą konfrontacją. Wytłumaczyli mu, że Lahey nadal panicznie boi się, że stado nadal będzie go dręczyć. Jeśli myśleli, że to uspokoi nastolatka to grubo się pomylili... Świadomość, że przez tą nadpobudliwą, agresywną, niepotrafiącą zapanować nad instynktami zgraję Isaac nadal, co noc zrywa się z krzykiem doprowadzała go do szału. Tylko smutne oczyska blondyna były w stanie powstrzymać go przed małym rewanżem. Tym razem dopilnowałby, żeby walczył równy z równym... Oni wszyscy przeciwko niemu. Nawet by się nie spocił, tak szczerze...  oni za to przez tydzień wyłuskiwaliby tojad spod skóry. Małe, wredne złośliwce. Wściekał się, ale tak naprawdę nadal odczuwał pewną więź z każdym ze stada nawet agresywną dziewczyną Boyda... Wiedział, że ich zachowanie to po części wina złej organizacji watahy, ale to nie tak, że brak poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa mają prawo wyładowywać na innych.
- Może jednak sprawdzisz, co słychać u mojego ciężko myślącego siostrzeńca?- Zapytał Peter widząc zamyślonego nastolatka.- Przecież to nie tak, zę sama troska Cię do czegoś zobowiązuję.
- Raczej nie. Myślę, że potrzebuję samodzielnie naprawić relację z resztą grupy. Jeśli do końca tygodnia nie będziesz widział rezultatów to wrócę... Zresztą i tak mieliśmy to w planach, bo Isaac strasznie przywiązał się do Lou i bez niego nie ma zamiaru wracać do watahy- Peterowi na tą nową informację aż zaświeciły się oczka z podekscytowania.
- Czyli mówisz, że Derek dostanie was i aniołka albo wcale?- Widać było, że to go szalenie bawi.
- Tak, mniej więcej. Tylko przedstawimy to w łagodniejszej wersji, a jeśli się nie zgodzi to dopiero wtedy postawimy ultimatum.- Stiles westchnął zniechęcony najbliższymi wydarzeniami, bo coś mu podpowiadało, że Derek kompletnie nie radzi sobie z betami. Nawet, jeśli Stiliński na spółkę z Louisem i Isaakiem przekonali starszego, że powinien wrócić i pomóc rodzinie... Peter dosyć obrazowo przedstawił ostatnią potyczkę pomiędzy Derekiem, a Scottem. Nie było to nic miłego, bo McCall zarzucił alfie brak kompetencji a z kolei Derek zaczął kpić z młodszego, ze włazi w dupe łowcom i kto wie może dogadał się już z nimi, co do ceny za głowy wszystkich z watahy. Od tamtej pory, żaden z nich nawet nie patrzy w kierunku drugiego.
- Dokładnie.- Wtrąca od niechcenia Louis, bardziej skupiając się na uspokajaniu Isaaca- Będzie musiał jakoś przecierpieć moją obecność- Lahey jest zdenerwowany zbliżającym się spotkaniem z watahą. Co prawda ma jeszcze jakieś pięć dni, ale mimo wszystko Lahey wątpi czy byłby gotowy na to za rok... Gdyby to zależało od niego zostałby w tym salonie do końca życia, najlepiej z Louisem tuż obok i z ręką anioła w swoich splątanych, przydługich włosach. Miło mieć kolejnego przyjaciela, to wszystko, co chodzi po głowie blondyna odkąd Louis przeniósł część opieki ze zbuntowanego Stilesa na niego. Bycie dla kogoś ważnym jest dla niego niezwykłą odmianą po latach zaniedbywania i poniżania przez ojca. Później trafił do watahy i myślał, ze wreszcie znalazł rodzinę. Może i tak było dopóki McCall nie odkrył jego zauroczenia... Tak teraz Lahey jest pewien, że nie był zakochany, bo przecież nie mogłoby mu przejść tak szybko... Teraz czuje tylko żal po przyjaciela, jakim był dla niego, McCall, bo mimo wszystko Scott przed tą całą aferą z homofobią był całkiem niezawodnym kumplem. Wspierał blondyna po przejściach z ojcem... dlatego Lahey zauroczył się bardziej w samym uczucia bycia chcianym i potrzebnym niż w samym chłopaku. Przeżył też ciężki szok przez to, że Scott całkowicie zmienił do niego nastawienie tylko i wyłącznie przez orientację. Westchnął ciężko i bardziej wtulił się w ciepłą rękę Louisa ciesząc się uczuciem ciepła na swojej skórze i pewności, że będąc tutaj z nimi jest całkowicie bezpieczny.
Stiles jest całkowicie zafascynowany tym jak blondyn z każdym dnem coraz bardziej odzyskuję swoją pogodną delikatnie sarkastyczną osobowość. Więzi między czwórką mężczyzn zacieśniają się, Peter wszystkich traktuję z lekkim przymrużeniem oka, ale to taki jego urok. Louis stał się pogodniejszy i Stiles coraz rzadziej może oglądać jego zamyślone, pogrążone w bolesnych wspomnieniach obliczę. Sam nastolatek wbrew sobie nadal tęskni za tym upartym, aroganckim zapatrzonym w siebie wilkołakiem. Nie zdaję sobie sprawy, że ten zły alfa czuję się bardzo podobnie do niego. Dodatkowym czynnikiem wkurwiającym Dereka jest to, że Peter codziennie przynosi do domu nową porcję, świeżego zapachu Stilińskiego... Tak samo jest tego wieczora, a brunet ma ochotę zatrzasnąć wujowi drzwi przed nosem, ale mimo wszystko tego nie robi, a starszy mijając go ma wyjątkowo zadowolony wyraz twarzy. Jak zwykle: uwadze Petera nic nie umknie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz