piątek, 14 października 2016

Harpia Stiles!8



Kolejny dzień w domu Stilińskich zaczyna się dla Isaaca całkiem nieźle, od domowego śniadania i dokończenia kolejnej książki, którą pożyczył od szatyna. Później dopiero uświadamia sobie, że od rana nigdzie nie widział Petera ani Louisa i nie wie, co o tym myśleć. Nie chce wtykać nos w nie swoje sprawy i dopytywać, ale nic nie może poradzić na niepokój związany z nieobecnością anioła. Zdążył się już przywiązać do tego skrzydlatego chłopaka. Pomimo, że znali się krótko Lahey całkowicie mu ufał i mógłby nawet podzielić się z nim szczegółami swojego bolesnego dzieciństwa. Nie o wszystkim powiedział Scottowi czy Derekowi, były pewne tematy tak trudne, że nie był w stanie zmusić się do zwierzenia się z nich komukolwiek. Inna sprawa, że podświadomie nie ufał żadnemu z nich na tyle, aby powierzyć im coś tak osobistego. Jak się później okazało ciałem słusznie, bo McCall był dosyć fałszywy, a Derek nieszczególnie przejął się jego nieobecnością w stadzie. Ani razu nie był go odwiedzić, a podobno alfy odczuwają więź z betami i czują się w pewnym stopniu za nie odpowiedzialne. Isaac jest pewien, że to gówno prawda, albo może to Derek jest jakimś wyjątkiem. Fakty mówią same za siebie, bo w żadnym momencie, w którym blondyn potrzebował kogoś, kto zapewniłby mu odrobinę poczucia bezpieczeństwa czy spokoju alfy nie było. Zawsze miał coś ważniejszego, prawdopodobnie nie wiedział nawet, że Isaaca nadal męczą koszmary z jego ojcem w roli głównej. Czasami pojawia się też matka, albo Scott patrzący na niego pogardą i obrzydzeniem. Zawsze budzi się mokry od potu i z urwanym oddechem i już już chce krzyczeć i wołać o pomoc, ale wtedy powstrzymuję go to, że oni na pewno nie mają ochoty zajmować się taką żałosną kupką nieszczęścia, jaką on jest. Dlatego zagryza własną dłoń tak by żaden dźwięk się z niego nie uwolnił, niejednokrotnie jego ciałem wstrząsa bezgłośny płacz. Najbardziej ze wszystkiego chciałby, żeby ktoś przy nim był, ale nigdy tego kogoś nie znajduję obok. Nie ważne jak długo na wpół przytomnie przeszukuję drugą stronę łóżka. Nie zdarzyło się jeszcze tak, zęby faktycznie poczuł czyjeś ciepło przy sobie. Wszędzie jest pustka i chłód otaczające go z każdej strony. Wtedy podnosi kołdrę pod brodę i szczelniej się nią otula licząc na to, ze fizyczne ciepło przegoni emocjonalny mróz. Miłość to przyjemne ciepło, a on od najmłodszych lat był jej pozbawiony. Od ojca uświadczył tylko zimnych i oślizgłych macek nienawiści i pogardy. Gdy wszystko zdawało zmierzać w dobry kierunku i myślał, że wataha stanie się jego rodziną... wszystko się posypało: przez przypadek dowiedzieli się o tym, że jest gejem. Przez to doświadczył tyle bólu i nienawiści, że wzdryga się na samo wspomnienie imion pozostałych wilkołaków.
Louis zauważył, że z Isaaciem dzieję się coś niedobrego. Zawsze jakaś scena w filmie czy głośniejszy hałas przynosiły złe wspomnienia, a blondyn dryfował po nich oderwany od rzeczywistości. Louis wyczuwał niepokój i strach chłopaka równie mocno jak swoje własne emocje, na początku nie był zbyt pewien, co robić w takich momentach, ale z czasem zorientował się, że wystarczy lekki dotyk, aby chłopak się ocknął. Dlatego teraz, kiedy anioła nie było w pobliżu Isaac odrobinę panikuję. Oczywiście nie umyka to uwadze Stilińskiego.

- Co się dzieję? Dlaczego zrobiłeś się taki niespokojny?- Stiles jest zaciekawiony jak i zaniepokojony, bo stan emocjonalny Isaaca nadal pozostawia wiele do życzenia. Czasami szatyn zastanawia się ile jeszcze ten chłopak musiał się nacierpieć, czego doświadczyć, a oczy monie nie mają zielonego pojęcia. Wcale nie tak, że chce zmuszać blondyna do zwierzeń, ale uważa, że zrobiłoby mu się odrobinę lżej gdyby komuś o tym powiedział. Był skłonny spędzać z chłopakiem dwadzieścia cztery godziny na dobę, aby mieć tylko pewność, że nie przegapi momentu, w którym ten by go potrzebował.
- Nic, naprawdę.- Westchną Lahey, bo Stiles jest zdecydowanie zbyt spostrzegawczy. Czego on oczekiwał po harpii? Przecież im nic nie umknie, a już na pewno nie prawie dwukrotne przyspieszenie akcji serca i nerwowe wybijanie rytmu stopą, oraz strzelanie z palców. Czego nawiasem Stiles sam czasem nadużywał szczególnie w wyjątkowo stresujących czy niekomfortowych dla niego sytuacjach. Dlatego teraz bez problemu mógł zauważyć, że coś jest nie w porządku z Laheyem.

- Czekaj, bo uwierzę.- Sarknął Stiliński i wywrócił oczami.- Kłam innym, ale nie mnie. Nie musisz i nie przyniesie Ci to, żadnych efektów, bo po pierwsze marny z ciebie kłamca, a po drugie mam takie same tiki nerwowe jak ty i rozpoznaję u Ciebie wszystkie podręcznikowe objawy zdenerwowania, a wręcz paniki. Dlatego zapytam jeszcze raz: Co się dzieję Blondi?- Lahey chwilę się zastanawiał czy rzeczywiście może to powiedzieć, ale ostatecznie się poddaję i z uwagą zaczyna obserwować swoje paznokcie. Niestety Stiles jak to on nie odpuszcza tak łatwo i dwoma palcami unosi podbródek wyższego chłopaka. Marszczy pytająco brew i czeka, aż blondyn się zbierze.
- Gdzie reszta? Peter, Louis?- Pyta cicho i gdyby zmysły Stilesa naprawdę były ludzkie to nie miałby nawet szans na usłyszenie tego. Chociaż raz był z nich pożytek, bo jak do tej pory nasłuchał się tylko masy drwin i obelg pod swoim adresem wymienianych pomiędzy osobnikami ze sfory Dereka. Myśleli, że ich nie słyszy i wyzywali go tuż obok niego, a on musiał udawać, że niczego nie słyszy i nadal głupkowato się uśmiechać i z życzliwością podchodzić do każdego z nich. Najbardziej bolało go, gdy Scott przyłączył się do tych żarcików i naśmiewania się z niego. Początkowo Stiles myślał, że może McCall jest na niego o coś zły i w ten sposób się wyżywa, ale gdy to powtarzało się kilkakrotnie... Zrozumiał, że aby być akceptowanym przez resztę watahy Scott dopasował się do nich i ich ulubionej rozrywki, jaką było szydzenie ze słabego człowieczka.

- To Cię tak dręczyło?- Zapytał z niedowierzaniem, a Isaac delikatnie się zarumieniał. Stiliński momentalnie walnął sobie solidnego liścia. Przysuną się bliżej blondyna i w uspokajającym geście położył mu rękę na karku, był to niezawodny sposób na opanowanie nerwów tego chłopaka, a odkrył go Louis i to przez zupełny przypadek...
- Uhm... zastanawiałem się po prostu czy Peter nie wrócił do watahy, bo miał mnie dość, a Louis uciekł od Ciebie... Ja tutaj jestem i on na pewno nie wyobrażał sobie tego w ten sposób. Przyjechał, a zamiast spędzać czas z tobą musi niańczyć jakiegoś sierotowatego wilkołaka, który nawet nie potrafi się sam obronić.
- Zgłupiałeś Isaac...- westchnął Stiles.- Każdy z nas jest szczęśliwy, że ma Cię tutaj. Jesteś może jeszcze odrobinę nie w formie, głównie psychicznej.  Myślę, że powinieneś o tym komuś powiedzieć i nie mówię żebym od razu to był ja.- Chwila przerwy na dwa głębsze oddech i zebranie myśli w spójną całość.- Nie wiem, dlaczego myślisz, że ktoś mógłby mieć Cię dość, ale jeśli o mnie chodzi to jestem święcie przekonany, że z takim przyjacielem jak ty mogę przetrwać nawet do późnej starości... A weź pod uwagę, że harpię starzeją się w cholernie wolnym tempie. Dlatego uświadomię Cię, ze pomęczysz się ze mną jeszcze kilka ładnych lat.
- Dzięki, chyba?- Mruknął speszony wilkołak.
- Co do Lou i Petera to ten pierwszy pojechał załatwić jakieś swoje sprawy w sąsiednim mieście, a Hale musi trochę pomóc siostrzeńcowi, bo Derek kompletnie nie Radzi sobie z tą rozwrzeszczaną bandą idiotów...

Przepraszam za błędy :// No i powtórzenia, bo z tym mam największy problem...

10 komentarzy:

  1. No to jak masz problem, to nie pisz, bo ci to nie wychodzi. Mnóstwo powtórzeń, aż chce się rzygać, dodatkowo brak spacji w miejscach, gdzie powinny być, złą interpunkcja. Jeśli nie umiesz czegoś takiego to wyjdź, plox.
    Słyszałaś kiedyś o czymś takim jak "akapit"? To nie boli, naprawdę.
    Już nie czepiając się stylistyki, bo przecież "każdy popełnia błedy"... Nie rozumiem, co siedzi w głowach takich małych dziewczynek, które takie coś publikują. Nie mam nic do homo, ale to, jak bardzo robisz z bohaterów typowych pedałów aż boli. Ciężko, żeby Derek radził sobie z idiotami, jakimi są te twoje pieski, skoro on sam jest jednym z nich.
    Fabuła do kitu - naprawdę nie stać cię na coś oryginalnego? Dosłownie każdy pomysł zerżnięty od kogoś innego, wszystko jest tak typowe, że czuję się, jakbym czytała podręcznik, a nie opowiadanie.
    A tak na chwilę wracając o stylistyki... Na ciul ortografia! Przecież można robić błędy i to publikować. Chociaż za twoje to powinno być ci co najmniej wstyd, nie mogłabym opublikować takiej katastrofy. Umiałam lepiej pisać w podstawówce, chociaż, może ty z niej jesteś. Nie wiem jaki rodzic nie pilnuje swoich dzieci pozwalając im takie... coś, inaczej tego nie nazwę, wstawiać do internetu. Szkoda, że w reakcjach masz same pozytywne aspekty, ale nie dziw, że żadnej nikt nie zaznaczył. To nie jest ani zabawne, ani interesujące, ani fajne - jedynie żałosne. Zajmij się lepieniem ludzików z plasteliny, czy coś, bo pisanie to nie twoja bajka, dziecko.
    Na przyszłość, choć mam nadzieję, że to się nie stanie, daj komuś przeczytać zanim opublikujesz, żeby nie skompromitować się aż tak, jak to zrobiłaś tym rozdziałem. Życzyłabym weny, ale nie chcę, żebyś cokolwiek więcej pisała i myślę, że wiele osób sądzi tak samo, więc po prostu żegnam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nawet poprawnie czasu ustawić nie umiesz. Ty masz chociaż naście lat, czy mniej? Stawiałabym raczej na to drugie.

      Usuń
    2. Z tego, co wiem to nikt nikogo nie zmusza do czytania. Nie zostałaś przyklejona do krzesła przed laptopem, ani nic w tym stylu. Jeśli nie spodobał Ci się pierwszy rozdział to mogłaś zamknąć stronę i nigdy nie wracać.

      Usuń
    3. Z tego co ja wiem, to opowiadanie nie zasługuje w żadnym razie na pani niepoprawny hejt, pani Piotrowska. Ponieważ to jest hejt, nic innego a już w żadnym razie konstruktywna krytyka, jak się pani prawdopodobnie wydaje, która polega na kulturalnym zwróceniu uwagi na błędy czy potknięcia, bez rzucania mięsem w pakiecie. Tym bardziej, że rażących błędów jako takich tutaj nie ma. Trzeba przecież pamiętać, że nie każdy urodził się przysłowiową alfą i omegą. Człowiek uczy się przez całe życie, dlatego gdy widzi się pomyłki, zamiast obrażać, wystarczy pomóc. Ah, a jeśli jesteśmy przy temacie podstawówki, nie widziała pani chyba żadnego wypracowania takiego ucznia.
      Natomiast jeśli chodzi o fabułę - jak żyję, nie czytałam jeszcze stereka, w którym Stiles byłby Harpią, a jestem niemal pewna, że przekopałam się przez cały polski fandom.

      Skoro pewne rzeczy już sobie wyjaśniliśmy, przejdę teraz do samej autorki - droga Noemi, nie przejmuj się takimi głupimi komentarzami, które nie wnoszą niczego dobrego. Niektórym po prostu życie się nie ułożyło, więc wyładowują swoją agresję na innych. Najlepiej olać to ciepłym moczem, bo trzeba pamiętać, że zawsze znajdzie się ktoś, kto się przyczepi o byle pierdołę. Jak to mówią, jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził ;)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Pisanie jest dla mnie relaksem i sposobem na pozbycie się natłoku myśli po całym dniu. Kocham filmy czy książki o stworzeniach mitologicznych... Dlatego pomyślałam dlaczego nie?? Po prostu wychodzę z założenia, że jak komuś się podoba to przeczyta jeśli nie... cóż trudno.

      Dziękuję za twój komentarz :)Przekopałaś cały fandom? Wow :)

      Usuń
    5. A ja się zgadzam z panią Piotrowską, bo choć nie ujęła swoich myśli w taktowne i miłe słowa, to wymieniła błędy, które popełnia autorka. Jeśli wczytasz się uważnie, nie zwracając uwagi na niemiłe dodatki, zobaczysz, że Beata miała rację, a ty wyniesiesz z tego pozytywną naukę. Pozdrawiam, AmebaQ
      PS. Pani Beata załatwiła tobie rekord komentarzy, więc chyba powinnaś być jej wdzięczna.

      Usuń
    6. Każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia, nie zabronię mu tego...
      Nie zajmuję się pisaniem zawodowo ani nie mam na nie zbyt wile czasu to po prostu forma relaksu, ktoś lubi rysować, a ja od czasu do czasu coś napisać.

      Usuń
    7. Każdy ma prawo coś lubić - zgadzam się całkowicie. Natomiast jak ktoś nie potrafi, idąc podanym przez ciebie przykładem, rysować, to nie powinien tego publikować. Tak samo z tobą i z tym blogiem, nieprawdaż? Robienie czegoś dla relaksu, a publikowanie tego, by jakaś część społeczności, np. fandomu, to dwie różne rzeczy. Biorąc pod uwagę jak mało jest jakiejkolwiek reakcji, a to już 8 część tego opowiadania, to można dojść do pewnych nieprzyjemnych wniosków. Jak dla mnie dalsze publikowanie jest już tylko kompromitacją własnej osoby, niż zachęceniem czytelnika. Mówię na własnym przykładzie, bo choć sama już nie publikuję z braku czasu, to kiedy zaczynałam już po pierwszych rozdziałach miałam kilku fanów. Przemyśl, czy to rozsądne, kontynuowanie tej... farsy. Pozdrawiam, AmebaQ

      Usuń
  2. Moim zdaniem Twoje opowiadanie jest świetne. Nie rozumiem dlaczego nie kontynuujesz tej historii. Mimo paru błędów czyta się przyjemnie. Wiadomo, że jeszcze się uczysz ale panie wypowiadające się wyżej raczej nie są idealne. Poprawka. Na pewno nie są idealne. Niech lepiej same napiszą coś co zaciekawi czytelnika. Łatwo mówić o czyiś wadach i niedociągnięciach. Zrażanie kogoś do swojej pasji nie jest rozwiązaniem. Lepsza jest konstruktywna krytyka i pomoc. Zachowanie osób wyżej jest śmiechu warte. Ha przedział wiekowy 10-12 za pewnie i fascynacja Violettą i innymi serialami dla dziewczynek. Kiedy nie potraficie uzasadnić nawet swojego zdania nie piszcie komentarzy.

    Droga Autorko!
    Czytałam kilka twoich opowiadań i to jest najlepsze. Twojego bloga znalazłam przez przypadek i już wiem, że chcę zostać z Tobą, Louis'em i resztą watahy na dłużej! Nie zrażaj się i proszę pisz dalej!

    Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia ☺❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) Harpia nadal jest pisana i prawdopodobnie będzie mieć coś koło 30 rozdziałów. Zacznę je publikować pod koniec grudnia, bo chwilowo nie mam dostępu do swojego komputera :(
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń