poniedziałek, 3 października 2016

Harpia Stiles! 6

Derek zastanawia się, jakim cudem w tak krótkim czasie udało mu się stracić osoby, którym na nim w jakimś stopniu zależało. W zamian został z zapatrzonym w siebie i własne potrzeby Jacksonem, który czasami dostrzega jedynie Lydię i tylko ona może jakoś na niego wpłynąć. Rudowłosa zresztą też powoli traci do niego cierpliwość i alfa obawia się trochę, co będzie, jeśli dziewczyna zerwie z aroganckim wilkołakiem. Oprócz tej bety miał jeszcze, McCalla, ale on chwilowo był bezużyteczny, bo zamiast mózgu posiadał sieczkę i nastoletnie hormony, które prowadziły go prosto do łóżka córki łowców... Derek widział w nim trochę siebie sprzed kilku lat i to był żałosny widok. Stwierdza, że jeśli on sam prezentował się, chociaż w połowie tak jak Scott to Peter powinien był go zamknąć w piwnicy albo przywiązać do drzewa w lesie... Zagadką dla alfy była pozostała dwójka: spokojny wręcz ospały Boyd i wiecznie nabuzowana energią i wściekłością Erica. Czasami miał wrażenie, że zachodzi między nimi pewien rodzaj symbiozy, bo tylko w obecności blondynki chłopak odrobinę się ożywiał pokazując, że posiada pewne cechy żywego organizmu. Natomiast dziewczyna trochę się wyciszała i uspokajała. Przynajmniej nie uśmiercała wszystkich i wszystkiego do dokoła, albo przynajmniej ograniczała się do agresji słownej i wzrokowej.
Derek cicho wzdycha już któryś raz podczas tego treningu. Wszystko jest nie tak, Erica i Jackson bez przerwy skaczą sobie do gardeł i chociaż ich partnerzy starają się ich jakoś uspokoić, na niewiele się to zdaję. Wystarczy jedna złośliwa uwaga i cała lawina rusza od początku. Przez to nic nie zrobili, a chciał ich nauczyć pracowania w zespole... Oni, chociaż się pojawili, bo McCall kompletnie olał jego ustalenia i poszedł na randkę z Alison. Brunet zastanawiał się nad tym gdzie jest Peter, bo Isaac nadal nie wyleczył się całkowicie, a nawet gdyby tak było to Derek wątpił czy blondyn wróci do jego watahy. Stiles zajął się swoim życiem, w końcu teraz nie jest sam, ma Louisa inną nadnaturalną istotę, która dotrzymuję mu kroku. Chciałby móc powiedzieć, że nie przejął się straceniem nastolatka. Już nawet nie chodzi o to, że jako harpia byłby ważnym i potężnym sojusznikiem. Najnormalniej w świecie brakuję mu chłopaka i nie wie jak mógł się nie zorientować, że już dawno przestało mu przeszkadzać gadulstwo i lekka nadpobudliwość młodszego. Można nawet powiedzieć, że polubił tą jego głośną osobowość, która stanowiła pewnego rodzaju przeciwwagę do jego własnego cichego charakteru. Nie żeby zawsze taki był, bo parę lat do tyłu jeszcze przed Kate był całkiem podobny do Stilińskiego, może nie mówił z szybkością światła, ale znacznie więcej niż teraz. Laura czasami, gdy dorastali i chciała czasami od niego odpocząć płaciła mu dolara od każdego kwadransa ciszy. Jeśli znudziło mu się gadanie po angielsku przerzucał się na hiszpański czy włoski, bo te dwa języki opanował do perfekcji jeszcze w szkole podstawowej. Gdy tak z perspektywy patrzy na siebie stwierdza, że był całkiem radosnym i sympatycznym może czasami odrobinę irytującym dzieciakiem. Mimo wszystko większość otoczenia darzyła go sympatią i szacunkiem. Nie rozumiał, więc jakim cudem Stiles wzbudzał w nim na początku tyle negatywnych emocji. Wzdryga się na przypomnienie wszystkich tych agresywniejszych zachowań względem chłopaka, bo wtedy był pewien, że nastolatek jest człowiekiem, dosyć ciapowatym i nieskoordynowanym ruchowo w dodatku. Przez co traktował go jak kogoś słabego i nie obawiał się, się odwetu z jego strony. Nie czuję się dumny teraz uświadamiając sobie to wszystko. Niestety wiedział, że nic już z tym nie może zrobić. Jedyne, co może uzyskać próbując to solidny wpierdol, bo Stiles wyraźnie stracił do niego cierpliwość. Pomimo, że nie chciał tego do siebie dopuścić to domyślał się, że młodszy jest w nim zadurzony i parę razy zdarzyło mu się to wykorzystać. Nawet nie do końca świadomie zmanipulować nastolatka tak, że w zamian za chwilową uwagę alfy wykonywał najgorsze zadania. Przekopywał się przez sterty starych legend i podań w poszukiwaniu wzmianek o innych rasach lub wszystkim tym, czego potrzebował Derek. Przygotowywał harmonogramy ćwiczeń i wszystkie bety wyładowywały swój gniew na nim, chociaż zwiększona liczba treningów była pomysłem bruneta. Nigdy nie zdarzyło mu się, ze by Stiles mu się przeciwstawił, aż do tamtego wieczoru, kiedy kazał mu szukać informacji o nim samym... Musiało być to dosyć zabawne dla Stilińskiego, że Derek pozujący na taką groźną alfę nie dostrzega odpowiedzi, chociaż ma ją pod nosem. Później wszystko się posypało, najpierw wyznanie Isaaca i szał Scotta. Agresja pozostałych bet za wyjątkiem Boyda, ale tego czarnoskórego wilkołaka nic chyba nie ruszy...
Kolejnym ciosem dla Dereka był zapach Stilesa na sobotnim spotkaniu. Dla alfy było to coś tak oczywistego, ze aż się wzdrygną na wspomnienie o tym. Po raz kolejny obrazy zalały jego biedny mózg. Stiles i Louis. Harpia i Anioł. Widział jak młodszy chłopak patrzył na skrzydlatego przyjaciela. Nie zdawał sobie sprawy, że zazdrość jest tak niszczącym uczuciem, ale to może, dlatego, że występuję ona u niego w pakiecie z poczuciem winy i żalem do samego siebie. Przez dwa cholerne lata, Stiles cały czas był obok niego i pomagał mu we wszystkim. Bezwarunkowo i ślepo szedł za nim w każde niebezpieczeństwo, szczegół, że dla harpii mało istot było groźnych. Derek nie zorientował się przez ten czas, że zaczął odwzajemniać to, co czuję nastolatek. Odpychał od siebie to jak najdalej, nie chciał znowu czuć, a ten żwawy chłopak wdarł się do jego spokojnego, poukładanego życia z siłą huraganu i powywracał wszystko do góry nogami. Teraz, kiedy było za późno na cokolwiek, Derek zaczął odczuwać dziwną pustkę, gdy chłopaka nie było obok niego. Nie wcinał swoich sarkastycznych uwag wszędzie gdzie tylko się dało. Nagle zrobiło się zbyt cicho, a brunet zdążył się już przyzwyczaić do nieustannego chaosu i dźwięcznego śmiechu, jakim był Stiles. Nie ma tylko pojęcia jak mógłby go odzyskać. Nie ma nic, w czym byłby lepszym wyborem dla Stilińskiego niż ten przeklęty Louis.
- Derek!!!- Syczy Erica- Powiedz temu idiocie napakowanemu testosteronem, że nie jestem Stilesem i nie dam mu się obrażać na każdym kroku! Jeszcze jedna uwaga rozszarpię mu gardło i zamilknie na wieczność!- Alfa unosi oczy ku niebu. Niemo błagając o jakiś ratunek, bo on z nimi zwariuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz