poniedziałek, 26 września 2016

HArpia Stiles! 5


Kiedy zegar ścienny wybija godzinę dwudziestą, szeryf wraca z posterunku zastaję w swoim domu niecodzienny widok. Jego syn w kuchennym fartuchu matki, a Peter Hale w tym należącym do niego przygotowują kolację. Na kanapie siedzi ulubieniec pana domu Louis. John byłby bardzo szczęśliwy gdyby Stiles zechciał zainteresować się nim w ten szczególny sposób. Niestety marzenie ściętej głowy, bo już dawno zauważył u syna znaczące ślady zauroczenia Derekiem. Stwierdza, że nic z tym nie może zrobić, bo w końcu Stiles skończył już osiemnaście lat i może robić, co mu się żywnie podoba. Jedynym plusem jest to, że sam nastolatek też chyba nie jest zachwycony tym, że to akurat młodszy Hale jest obiektem jego uczuć. Dlatego szeryf jeszcze całkowicie nie osiwiał, bo gdyby Stiles związał się z tym ponurym osobnikiem to musiałby uzupełnić zapas naboi z tojadem i strzelać w dupę wilkołaka za każdym razem, kiedy zrani jego syna. Teraz też miał na to wielką ochotę, co prawda Stiles nigdy nie skarżył się na nic, ale szeryf doskonale wiedział, że alfa nie jest zbyt miły dla jego syna. Kompletnie nie rozumiał, więc dlaczego nastolatek tak uparcie trwał przy stadzie Dereka.
- Dobry wieczór proszę pana.- Wita się cicho Isaac Lahey i dopiero podchodząc bliżej kanapy John jest w stanie dostrzec go zza oparcia. Blondyn leży z głową na kolanach Louisa, a anioł powoli przeczesuję jego włosy. Widać, że Lahey oberwał i to dosyć mocno, wściekłość się w nim gotuję, bo ten chłopak już wystarczająco się w życiu nacierpiał. Jeśli intuicja go nie zawodzi to obrażenia Isaaca mają coś wspólnego z watahą.
- Dobry, miło Cię widzieć miejmy nadzieję, że zostaniesz z nami na trochę dłużej niż dzisiejszy wieczór. Mnie często nie ma wieczorami, a czasami również w nocy... Myślę, że Stilesowi bardzo przydałoby się towarzystwo.- Patrzył z wyczekiwaniem na chłopaka.- Nie przyjmuję odmowy droga młodzieży. A teraz skoro wszystko jasne to, co nasze kuchareczki zrobiły na kolacje?- Pyta głośno.
- Jeszcze raz mówiąc o mnie użyjesz formy żeńskiej to zacznę chodzić w różowych spódniczkach!- Odkrzykuje Stiles z kuchni, a wszyscy wybuchają śmiechem.
- To byłoby gorące, nie wiem jak utrzymałbym ręce z daleka.- Słychać przytłumiony głos Petera, a chwilę później bolesny jęk.- Za, co to było? Powiedziałem prawdę!
- I właśnie za prawdę oberwałeś.- Zaśmiał się Stiles.- Nie waż się nawet wyobrażać mnie sobie w spódniczkach... Jesteś dosyć wiekowy, a to trochę podchodzi pod pedofilie...
- Nie, jesteś pełnoletni.- Słychać odgłos uderzenia i cichy syk Petera.
- Panowie, my nadal czekamy na tą kolację!- Krzyknął Louis z rozbawieniem. Po kolejnych przepychankach i uszczypliwościach wilkołak i Stiliński wnoszą jedzenie do salonu. Wszyscy rozsiadają się na podłodze dookoła małego stolika. Panuję miła atmosfera, co chwilę ktoś żartuję i słychać głośny śmiech. Isaac myśli, że mógłby w takim domu zostać do końca życia, Peter jest spokojniejszy i szczęśliwszy, kiedy na każdym kroku nie wypomina mu się jego błędów, a kiedy Louis w przyjaznym geście poklepuje go po plecach jednocześnie trzęsąc się ze śmiechu czuję, że tu pasuję. Myśli, że z nikim nie był tak do końca sobą. Może to moc tego miejsca, albo to po prostu zasługa Stilesa. Uśmiecha się do swoich myśli i przygląda każdemu po kolei, zastanawia się jak jego siostrzeniec mógł być takim tłuczkiem, żeby nie docenić, ba w ogóle nie zauważyć takiego prezentu od losu, jakim był Stiles. Starszy wilkołak doskonale wie, że Stiliński ma słabość do Dereka, ale teraz, kiedy wie, że szatyn nie jest naiwnym dzieciakiem ze szczenięcym wzrokiem, tylko młodym mężczyzną, dosyć silnym jak cała jego rasa, żeby być dokładnym. Szczerze to Stiles jest atrakcyjny nawet dla niego, ale zdaję sobie sprawę, że chłopak nigdy nie spojrzy na niego w ten sposób. Zresztą, co się dziwić: jest młody, chce się wyszaleć i robi to. Derek miał szanse zatrzymać go przy sobie, ale chyba teraz to już niemożliwe. Zresztą Peter wątpił, że alfa ma na tyle dobry gust by w ogóle patrzyć na Stilińskiego pod tym kątem. Derek za bardzo zajęty jest uwodzeniem kolejnych znudzonych mężatek i numerkami na jeden wieczór, żeby chociaż pomyśleć o kimś na stałe.
Po posiłku, kiedy naczynia są już w zmywarce, a John głośno chrapie w swoim pokoju rozsiadają się na kanapie, chwilę kłócą się o to, co będą oglądać. Drobne przepychanki o pilota, Isaac stęka, kiedy ktoś uderza go w zranione żebra i w ramach przeprosin Louis od razu oddaję mu pilota. Lahey uśmiecha się kącikiem ust i Stiles jest całkowicie pewien, że ta przebiegła, blond bestia wszystko zaplanowała. Kończą oglądając „ Zieloną Milę". Stiliński wtula się w bok Lou, a Isaac spogląda na nich od czasu do czasu. Kiedy dostrzega jak ręka anioła przesuwa się w górę i w dół po udzie Stilińskiego ciężko przełyka ślinę. Louis od razu zastyga w bezruchu, ale chichocze cicho. Jeśli Stiles nie miałby nic przeciwko to on chętnie zrobiłby małą prezentację temu uroczemu blondynowi, oczywiście kiedy Petera nie będzie w pobliżu. Tylko, że Peter nie ma najmniejszej ochoty na powrót do loftu tam gdzie nie czuję się chciany i potrzebny. Zdecydowanie bardziej odpowiada mu dom Stilińskich i może nawet spać na podłodze w salonie byleby zostać tutaj.
- Spać.- Jęczy Stiles i powoli wstaję z kanapy, rozprostowuję kości, kiedy przechyla głowę coś strzyka mu w szyi i wilkołaki krzywią się na ten nieprzyjemny odgłos.- Peter zostajesz, prawda?
- Tak, zdecydowanie.
- Może być kanapa, albo zapytaj Isaaca czy nie ma nic przeciwko żeby podzielić się z tobą łóżkiem.
- Nie ma problemu.- Mówi cicho Lahey, bo prawda jest taka, że trochę boi się zostać sam. Wie, że to irracjonalne, ale obawia się zemsty watahy. Chociaż Derek obiecał mu, że jest bezpieczny, kiedy on wie, ale Erica nie jest taka głupia, jaką udaję i parę razy już umiała obejść zakaz alfy. Starszy wilkołak chyba wyczuwa jego strach, bo w geście pocieszenia pociera jego ramię. Lahey uśmiecha się z wdzięcznością.
- Tylko cicho tam panowie!- Woła jeszcze Peter- Nie zapominajcie, że mamy trochę lepszy słuch niż przeciętny człowiek i nie koniecznie chcemy słuchać ścieżki dźwiękowej do pornosa w waszym wykonaniu...- Isaac rumieni się patrząc na chłopaków. Całkowicie wypadło mu z głowy, że jeszcze dzisiaj rano Stiliński przyznał się do sypiania z facetem. Musiał mieć na myśli Louisa, bo kogo innego. Zagryza wargę skanując sylwetki chłopaków nie wydają się być speszeni słowami wilkołaka. Stiles patrzy na niego z zagryzioną wargą, a Lou krzywo się uśmiecha i mruga do blondyna. Jeśli ma być szczery sam ze sobą to on nie miałby nic przeciwko słuchaniu, a najchętniej to by jeszcze sobie popatrzył. Peszy się na swoje myśli i z wzrokiem wbitym w podłogę kieruję się do swojej tymczasowej sypialni, a później prosto pod letni prysznic.
Tej nocy nie słychać żadnych jednoznacznych odgłosów z sypialni obok i Lahey troszeczkę oddycha z ulgą, bo przewiduję, że wyobraźnia wypaliłaby mu mózg. Chwilę męczy się z ponurymi myślami zanim zaśnie, Peter wyczuwając, że młodszego coś dręczy instynktownie dotyka jego karku. Na chwilę blondyn się spina, ale później, kiedy rozpoznaję dotyk rozluźnia się, a wszystkie myśli odpływają, pozostawiając po sobie tylko błogą pustkę. Czasami dobrze jest odłożyć coś na potem. Przecież przez jedną noc świat się nie zawali im na głowy, prawda?
Za oknem w odległości kilkudziesięciu metrów od domu siedzi samotna alfa, zagryzając wargę do krwi i wbijając szpony w nogę tak by bólem fizycznym zagłuszyć ten emocjonalny... Najgorsza jest świadomość, że traci najważniejsze osoby przez swoją głupotę.

2 komentarze:

  1. Tekst mnie wciągnął ,będę Cię dopingowała,było kilka literówek,-końcowka -ę i e.Ale to drobiazgi.Ładnie budujesz zdania i ogólnie podoba mi się tekst ,lubię te klimaty.Weny życzę i do poczytania.Pozdawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz!
      To największa motywacja do pisania jak to, co tworzysz się komuś podoba.

      Usuń