sobota, 21 maja 2016

Stracić by zyskać 12

Widzę, że to ff nie wzbudza szczególnego zainteresowania, ale nie zamierzam zawieszać. Chociażby, dlatego, że dwie osoby dopominają się o nowy rozdział. Specjalnie dla Was Bliźniaczki Syjamskie;-D!


Louis zastanawia się, jakim cudem dał się tak wrobić Victorii... Właśnie znajdował się na weselu, jako osoba towarzysząca Blanki. Państwo młodzi poszli na kompromis Ślub odbył się w Anglii, ale wesele ma być w stylu polskim. Oczywiście większość osób go rozpoznała, ale to mniejszy problem... najgorsze było to, że wszyscy bracia brunetki wzięli go za jej chłopaka i rzucali mu groźne spojrzenia. Młoda próbowała tłumaczyć, że są tylko przyjaciółmi, ale nic to nie dało. Jest przed północą, a on już może stwierdzić, że jeszcze w życiu tyle nie tańczył. Alkohol szedł w takim tempie, że kelnerki nie zdążały zbierać pustych butelek ze stołu. Właśnie zmierzała do niego ósemka braci Blanki, nawet pan młody opuścił małżonkę i z dwoma butelkami wódki( o nazwie, której nie potrafi wypowiedzieć) zmierza w jego kierunku. Zatrzymują się przy ich stoliku, przystawiają sobie krzesła i siadają  dokoła przerażonego Louisa. Blanka próbuję interweniować, ale zostaję poproszona przez pannę młodą o pomoc. Rzuca Lou jeszcze jedno zaniepokojone spojrzenie i bezgłośnie mówi „zaraz wrócę".
- Wiem, że jesteś jakąś tam gwiazdą, ale i tak musisz się z nami napić skoro przyszedłeś z naszą młodszą siostrzyczką.- Mówi wesoło pan młody.
- Ale ja naprawdę nie..
- Teraz jest ten moment, w którym straszymy Cię, że jeśli ją skrzywdzisz połamiemy ci kości.- Odzywa się inny brat a Lou za chuja nie może przypomnieć sobie, który to jest: Nathaniel, Adam czy może Kamil?
- Chłopaki ja nie...- po raz kolejny niedane jest mu skończyć.
- Skoro mamy to za sobą... sprawdzimy twoją wytrzymałość! Musisz wypić z każdym z nas z osobna za zdrowie Blanki. No chyba nie odmówisz?!- Woła Tom, jego akurat Louis zapamiętał, bo to jego wesele. Zanim zegar pokazuję północ, szatyn przechyla ósmą kolejkę. Blanka wraca do stolika i ze złością mówi:
- Możecie zostawić go w spokoju!? Ile razy wam trzeba powtarzać, że to mój przyjaciel a nie chłopak?!
- Nie denerwuj się siostrzyczko, ale jesteśmy starsi lepiej życie znamy i wiemy więcej.- Louis wybucha śmiechem.
- No chyba jednak nie.- Mówi Blanka ze złośliwym uśmiechem i mruga porozumiewawczo do Lou. Alkohol zdążył już zaszumieć mu w głowie, więc wpada na genialny pomysł.
- Wiecie co chłopaki? wasza siostra jest piękna, ale...- podchodzi do jednego z braci. Urywa na chwilę, a reszta patrzy na niego morderczym wzrokiem.
-Ale?- Ponagla go chłopak, któremu zarzucił rękę na ramie. Tomlinson patrzy na niego rozbawiony.
- ... Jeśli kogoś miałbym przelecieć to zdecydowanie wolałbym Ciebie.- Mówi i przesuwa ręką po ramieniu chyba Piotra. Ten tylko się spina. Wszyscy milkną.
-Sorki stary, ale nic z tego jestem hetero...- odzywa się niepewnie wyższy chłopak. Louis przesadnie udaję płacz.
- Jaka szkoda... Jesteś pewny?- Droczy się, a brunet robi się coraz bardziej czerwony.
- Ty żartujesz, prawda?- Pyta Tom
- O tym, że jestem gejem czy, że lecę na twojego brata?
- Jedno i drugie!- Odpowiada chórem osiem głosów.
-Nie, mówię poważnie. Z tym drugim tylko się nabijam. Tak zabawnie panikujecie i szybko robicie się zażenowani...
- Powinniśmy słuchać, kiedy Blanka mówiła, że jesteś przyjacielem.- Jękną Piotr.
- Tak... zostałem bezpodstawnie osądzony i skazany na kaca. Może jakaś mała rekompensata?- Sugestywnie rusza brwiami. Wszyscy się śmieją, a atmosfera z powrotem się rozluźnia.
***
Następnego dnia po południu: Zayn naprawdę nie chciał iść na tą kolację do Harry'ego i Jego nowego faceta. Czół się tak jakby zawodził Louisa. Niestety Niall i Liam nie zostawili mu wyboru. Jedynym plusem było to, że Victoria zgodziła się z nim iść. Dotarli na miejsce, jako ostatni. Drzwi otworzył im Harold, który na widok jego niebieskowłosej towarzyszki tylko uniósł brwi. Przy stole siedział już team Niam, młody blondyn i Nick. Zajęli miejsca i zaczęli kolację. Vi i Zayn mieli trochę ograniczone posiłki, bo w prawie każdej potrawie znajdowało się jakieś mięso. Dziewczyna jest wegetarianką, a Malik nie jest przekonany, co do rodzaju mięsa... Tak, więc oboje w głównej mierze konsumują sałatki.
- Nie smakuję wam?- Zapytał zaniepokojony Michael, bo loczek był tak zajęty rozmową z radiowcem, że nie zwracał uwagi na otoczenie. Chłopak Stylesa jest tak autentycznie przejęty, że nawet gdyby Zayn chciał to nie potrafiłby być dla niego wrednym.
- Nie spokojnie, wszystko, co mogę jeść jest pyszne.- Zapewnia szybko Vica- Powinnam uprzedzić, że jestem wegetarianką...
- Strasznie mi głupio, powinienem zapytać. Ta kolacja to mój pomysł.- Mówi chłopak cicho i patrzy na resztę, ale są zajęci rozmową i tylko Malik zwraca na nich uwagę.- Wiem, że mnie nie lubią i to moja wina, że nie utrzymują kontaktów z Harrym...- Zanim Vi ma szansę się odezwać wtrąca się zdenerwowany Zayn.
- Młody, kto Ci powiedział, że to twoja wina. Nie znam cię, ale z tego, co mówił Lou to nie wiedziałeś, że ten idiota kogoś ma... tak, więc umm...może i na początku byłem wściekły też na ciebie, ale pewna upierdliwa osoba- tu spojrzał na dziewczynę- przekonała mnie, że nie jesteś taki zły.- Brunet był dumny ze swojej przemowy. Widać było, że dzieciak jest szczęśliwy. Niestety musiał odezwać się ktoś, kogo w ogóle nie powinno tu być.
- Michael ty gotowałeś kolację, prawda?- Zapytał Grimshaw, Blondyn delikatnie skinął głową.
- Prawie do wszystkiego jest wieprzowina, czy ty nie wiesz, że muzułmanie jej nie jedzą?- Powiedział ze złośliwością
- A-ale- próbował wtrącić Michael, ale ten sukinsyn mu nie pozwolił
- Jesteś takim idiotą.- Powiedział i zaśmiał się szyderczo- Malik się chyba nie nasyci tą kolacją.
- O Boże przepraszam...- Szepnął młodszy, patrząc na Zayna- jestem beznadziejny.
- Oj jesteś.- Potwierdził Nick, a Harry nawet nie zareagował. Wszystkim zrobiło się żal blondyna, któremu stanęły łzy w oczach i z nadzieją popatrzył na loczka.
- Zamknij się- warknął Zayn patrząc na radiowca, ale Michael się wzdrygną.
- Taka prawda, co jeden to lepszy.- śmiał się dalej Nick- Harry ma naprawdę fatalny gust...
- Wypierdalaj.- To krótkie polecenie wcale nie padło z ust gospodarza, tylko osoby, której zdecydowanie nikt się tu nie spodziewał. Wszystkie spojrzenia skierowane były na drzwi, w których stał Louis.- Ogłuchłeś Grimshaw?!- Harry na przemian otwierał i zamykał usta. Ale w końcu wydusił z siebie.
- Lepiej jak wyjdziesz, odezwę się...- radiowiec opuścił pomieszczenie rzucając Tomlinsonowi nienawistne spojrzenia, na koniec jeszcze trzasnął drzwiami.
- Tak, więc skoro ten niepotrzebny element się ulotnił... zgaduję, że znajdzie się dla mnie jeszcze miejsce?- Zapytał wyraźnie rozbawiony Louis.
- J-jasne- Jąkał się Styles.
- Przesiądziecie się o miejsce?- spytał Li i Nialla.- Spełnili jego prośbę, a on usiadł między Irlandczykiem a Michaelem. Obecny partner loczka wbił wzrok w swój talerz.
- My chyba jeszcze nie mieliśmy okazji- powiedział Lou i wyciągną rękę do młodego. Ten patrzył na niego z szokiem wymalowanym na twarzy, a Vi trzęsła się ze śmiechu.- No, nie gryzę serio...
-, Ale ty... jesteś...jesteś- plątał się biedak.
- Byłym twojego faceta?- Michael skinął głową.- No cóż było minęło. To nie jest żaden podstęp, serio. Jestem zbyt leniwy na jakiekolwiek intrygi. Przyjaciółmi to raczej nie zostaniemy- mówi spokojnie Louis- Ale widzę, że Nick Cię nie trawi równie mocno jak mnie, a wszystkich, którzy potrafią samą obecnością go wkurzyć zdecydowanie lubię. – Blondyn w końcu podaję dłoń Louisowi. Wszyscy czują, że to coś ważnego. Rozmowa jakoś leci tylko Harry jest dziwnie milczący.


Sorki za ewentualne błędy, ale jest już po trzeciej a ja ledwo widzę na oczy :-D
Każdy komentarz motywuję do pisania;-D

1 komentarz:

  1. Rozdział bardzo ładny, bardzo mi się podoba. Treść ma fajny przekaz i na pewno nie raz tutaj wpadne ;)
    http://mijnlevenreis.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń