poniedziałek, 23 maja 2016

Stracić by zyskać 13






Decyzja Louisa o przyjściu na kolację była spontaniczna. Ściśle wiązało się to z jego dobrym humorem, który był pozostałością po całonocnym balowaniu na weselu. Nigdy nie pomyślałby, że to może być fajne. Zazwyczaj wyobrażał sobie takie przyjęcia, jako coś wymuszonego gdzie dwie rodziny trzymają do siebie dystans. Na tym przyjęciu nie istniało nawet coś takiego jak przestrzeń osobista. Gdy bracia Blanki oswoili się z tym, że woli facetów zaczęli zadawać mu masę pytań. Zaczęło się od całkiem niewinnych np. skąd wiedział, że jest gejem?, A skończyło na tym, że musiał zdać relację ze swojego życia erotycznego i uczuciowego. Alkohol zdecydowanie rozwiązał mu język, więc opowiedział im całą tą sprawę z Harrym, oczywiście nie używając imienia…
To pozwoliło mu pozostać szczęśliwym nawet teraz, gdy przebywał w domu swojego byłego na kolacji zapoznawczej z jego nowym chłopakiem. Swoją drogą Louis nie dziwił się już, że Harry zwrócił uwagę na tego faceta. Michael z charakteru przypominał Harry’ego z początków kariery. To sprawia, że Lou nie umie go nie lubić. Wyglądał też niczego sobie lekko podkręcane blond włosy do ramion, był wyższy o parę centymetrów od Louisa. Jego spojrzenie, co chwile uciekało do Stylesa, Louis uśmiechnął się pod nosem i myśli, że może dobrze się stało z tym rozstaniem. Teraz Harry może wreszcie nauczy się, że nie wszystko kręci się wokół niego. Louis zdecydowanie za często mu ustępował, odpuszczał… praktycznie zgubił siebie dbając o komfort Harry’ego.Chciał zdecydowanie więcej dowiedzieć się o tym dzieciaku, musi mu też jakoś dyskretnie podpowiedzieć jak ma sobie radzić z tym pierdolonym Nickiem. Niewiele myśląc pyta:
- Skąd jesteś tak w ogóle?- Patrzy się na Michaela z ciekawością.
- Los Angeles, ale ostatnie trzy lata spędziłem w New Yorku w akademii artystycznej.
- Ładnie- mówi i uśmiecha się szczerze- Co studiowałeś?
- Taniec Nowoczesny, ale miałem też podstawy baletu.- Dzieciak jest szczęśliwy, gdy ktoś zwraca na niego nawet tak nikłą uwagę.
- Wow! Dla mnie taniec to czarna magia…- parska śmiechem, przypominając sobie swoje wygłupy na parkiecie nad ranem, gdy reszta spała już przy stołach.- Chociaż po odpowiedniej dawce alkoholu… wszystko wydaję mi się możliwe… niestety Blanka i jej stopy mają inne zdanie na ten temat.
- Widziałeś się z Młodą?!- Wołają Niall i Liam jednocześnie- Dlaczego nie wyszliśmy razem?
- Wróciła do Anglii?- Zayn dodaję kolejne pytanie.
- Zapomniałam wam powiedzieć, że jeden z jej braci żeni się z angielką. Wczoraj był ślub i wesele. Zmusiłam Lou, żeby poszedł, jako osoba towarzysząca.-Odpowiedziała szybko Vica
- Tak… Na początku nie byłem zbyt szczęśliwy, ale mogę stwierdzam, że całkiem nieźle się bawiłem. Pomimo, że zostałem uznany za chłopaka Blanki i jej ośmiu braci posyłało mi groźne spojrzenia.
- Ilu braci?!- Zawołał Michael z przerażeniem.
- Ośmiu.- Powiedział Lou poważnie- Tak moja reakcja, gdy to usłyszałem była bardzo podobna do twojej. Zresztą nie tylko moja. Malik chciał zejść na zawał.
-Hej!- Tylko, dlatego, że te dwie wariatki wkręcały mi, że przystawiałem się do młodej i wyobraziłem sobie siebie w otoczeniu gromady wściekłych braci…- Harry tylko przysłuchiwał się dyskusji. Zaskoczony, że Michael tak dobrze dogaduję się z jego przyjaciółmi nawet z Louisem.
- Tak na początku, gdy cała ósemka mnie otoczyła i zmusiła do picia czystej… zastanawiałem się jak z stamtąd uciec. Za każdym razem jak próbowałem wytłumaczyć, że jestem tylko przyjacielem, któryś mi przerywał i podawał kolejny kieliszek. Po ostatniej kolejce wróciła młoda, tłumaczyła tym neandertalczykom, że nie jestem jej facetem. Nic to nie dało…
- Wróciłeś w jednym kawałku… jak to zrobiłeś?- Zapytał Zayn ze śmiechem.
- Dobitnie wytłumaczyłem im, że nie zamierzam zaciągać ich siostry do łóżka…- chwila pauzy- , że wolałbym któregoś z nich.- Chwila kompletnej ciszy następnie wybuch niekontrolowanego śmiechu.
- Docenili twoje oryginalne poczucie humoru?- Zapytał rozbawiony Styles.
- Wydaję mi si, że tak… tylko kilka razy zapewniali mnie, że wszyscy są hetero, więc mam trzymać rączki z daleka. Następnie mnie upili i zmusili do zwierzeń. Gdyby nie to, że zaczęły się oczepiny spałbym pod stołem.
-Złapałeś krawat?- Nabijała się Vi.
- A może welon?- Dodał Zayn
-No bardzo zabawne- mruknął- spierdalałem przed jednym i drugim na drugi koniec Sali.
- Szkoda… liczyliśmy na jakieś twoje zabawne wpadki…- westchnął Niall.
- No cóż Ni… specjalistą od wpadek to ty jesteś.- Wtrącił Zayn i mrugną porozumiewawczo do Victorii.
- Szczególnie, gdy najesz się pierniczków-  dodał Lou- Nigdy więcej nie chce rozmawiać z tobą, gdy będziesz pod wpływem… do tej pory mam traumę.
- Haha. Zabawne, też bym się pośmiał gdybym pamiętał tą rozmowę…- westchnął blondyn
- Ale dewastacje mojej gościnnej sypialni oraz dręczenie przyjaciela pamiętasz?- Zayn stwierdził, że parę aluzji jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Liam mordował go spojrzeniem, a Niall tylko uśmiechnął się zażenowany.
- Ta… nadal nie odkupiłem Ci tej lampki.- Słuchając tej potyczki słownej loczek stwierdził, że kompletnie wycofał się z życia przyjaciół, bo nie ma bladego pojęcia, o czym oni mówią.
- Koniec nabijania się!- Powiedział stanowczo Liam. Harry uśmiechnął się: jednak pewne rzeczy się nie zmieniają. Pan rozsądny wkracza do akcji.
- Widzę, że te tatusiowe zapędy ci nie minęły- wtrącił loczek z kpiarskim uśmiechem, chciał jeszcze coś dodać, ale Zayn o mało nie udławił się sałatką, zaczął kaszleć a całe jedzenie z jego paszczy wylądowało na bluzce Victorii. Co dziwne dziewczyna wcale się tym nie przejęła, tylko zaczęła szaleńczo chichotać. Niall i Liam z kolei wyglądali tak jakby chcieli zapaść się pod ziemię.
- Co ja takiego powiedziałem?- Zapytał zdezorientowany Styles. Spojrzał pytająco do dokoła.
- Nic-wykrztusiła w końcu dziewczyna- czasem tak mam. Nie zwracaj na nas uwagi.- Gdy atak śmiechu już prawie ustąpił wtrącił się Louis przesadnie poważnym tonem:
- To był chyba nie najlepszy pomysł, żeby was poznać…- przenosił spojrzenie od Vi do Malika- Zaskakująco dobrze się rozumiecie, to stanowi zagrożenie dla reszty z nas… cholera wie, co uroi się w waszych głowach.
- Za późno Lou- powiedziała dwójka złośliwców.
Nagle dzwoni telefon Louisa, Numer nieznany. Odbiera i od razu ma ochotę się roześmiać. Bracia Blanki przypomnieli sobie o nim. Przełączy na głośnik.
- Louis, gdzie jesteś?!- Woła zrozpaczony głos.- Bez ciebie jest nudno na tych poprawinach. Mało ludzi, nikt się nie bawi.
-Mówiłem wam, że będę później. Musiałem gdzieś być.
- Aaaaa. No tak!!!- Wrzask paru osób- kolacja, to weź ich ze sobą. Im więcej ludzi tym lepiej!
-Zapytam…
- Nie! Zwiąż, wrzuć do bagażnika i przywieź. Trzeba tak się bawić żeby prawnuki królowej nas zapamiętały!
- Jasne…- mówi ze śmiechem- zaraz wyjadę.
- Hurra!!!- Słychać jeden wielki wrzask, chaos i przepychanki- dzisiaj też wymyślimy coś żeby było fajnie.- Krzyczy jeszcze któryś i połączenie zostaję przerwane. Przy stole panuję cisza absolutna.
- Co to było?- Pyta Michael niepewnie.
- Bracia Blanki- mrukną rozbawiony- zapraszają na poprawiny. Ktoś chętny?- Nie daję czasu na odpowiedz.- Wszyscy no to świetnie. Dzwonie po taksówki.- Piętnaście minut później zjeżdżają windą na dół.
- strach pomyśleć, co dzisiaj wymyślą… wczoraj musiałem zwinąć papier z kibla, jakaś babka akurat szła za potrzebą… blanka musiała dostarczyć męskie spodnie. Więc musiałem oddać jej swoje. Wygraliśmy a nagrodą była butelka wódki, której od chuja było na stołach. W życiu nie znajdę w tym logiki…

Sorki za to, że w każdym rozdziale jest inna wielkość trzcinki ale mój komputer wariuję, a nie chce mi się dziesiąty raz tego poprawiać...
Jak zawsze każdy komentarz mile widziany:-D 

1 komentarz: