czwartek, 4 lutego 2016

Stracić by zyskać 4





Zarówno Liam jak i Harry zamarli w pół kroku słysząc kto dzwoni do blondyna. Z niecierpliwością czekali na odpowiedź Louisa. Natomiast Ni mało nie zaczął skakać ze szczęścia. Z uwagą słuchał cichych odpowiedzi przyjaciela:
- Spokojnie Blondi. Żyję, jeszcze się nie wybieram na drugą stronę.- Powiedział cierpko Louis z lekkim rozbawieniem.
- Tak, tylko nie odzywasz się przez miesiąc… skąd mogłem wiedzieć, że żyjesz?- powiedział łagodnie mimo że jego nerwy były w strzępach. Zdawał sobie sprawę z raczej kiepskiego stanu emocjonalnego przyjaciela, a nie chciał go spłoszyć bezsensownym wybuchem złości.
- Przepraszam, Niall. Naprawdę, miałem trochę problemów na głowie… Nie bardzo chce mówić przez telefon jakich. Masz gdzieś tam Li?- zapytał z wahaniem, a boldyn od razu podał telefon przyjacielowi.
- Halo? Lou?- zapytał z wyraźnie wyczuwalną nadzieją w głosie.
- Tak, ja… można tak powiedzieć… chociaż nie do końca taki sam. Nie chciałem za bardzo mówić Niallowi, bo reaguje bardzo emocjonalnie. Nie wszystko jest tak jak wcześniej Li, dużo się u mnie zmieniło. Może moglibyśmy się spotkać?- zapytał starszy cicho bardzo niepewnie. A to było tak różne od jego normalnego zachowania, że Liam automatycznie się wzdrygną i zmroził Harry’ego wzrokiem.
- To ja może pójdę coś na siebie założyć- odezwał się cicho loczek, ale Louis i tak go usłyszał. Harry znikną w sypialni, a on z powrotem skupił całą uwagę na rozmowie.
- Jesteście u Harry’ego, Prawda? Powiedział wam?
- Tak jesteśmy… i nie do końca powiedział. Powiedzmy, że się domyśliliśmy.- stwierdził szatyn ze zniesmaczeniem, przypominając sobie obcego faceta otwierającego im drzwi.
- To chociaż jedno mam z głowy- Odetchną Louis- Nie byłem pewny czy uda mi się wam to powiedzieć tak żebyście mi uwierzyli. Skoro widzieliście mojego następcę, bo chyba o tym mówisz, to już nie muszę tłumaczyć dlaczego.-Liam usłyszał za sobą kroki więc odwrócił wzrok za nim stał Niall z Zaynem. Nawet nie usłyszał, że ktoś puka. Jednocześnie z sypialni wyszedł Harry z Michaelem. No to teraz nastąpi Armagedon i apokalipsa w jednym. Irlandczyk nie wydawał się być zainteresowanym powstrzymywaniem morderczych zapędów mulata, który już szedł w stronę loczka i jego partnera. Spanikowany Li nie wiedział co robić, postanowił ten jeden raz czekać aż kto inny będzie tym rozważnym.
- Lepiej zacznij uciekać skurwielu!- wydarł się Zayn tak , że słychać go było w promieniu paru kilometrów.
-Co to było?!- Pisnął Lou do telefonu.
- Nie przejmuj się- uspokoił go Liam- To tylko Zi morduje Hazzę -zaśmiał się, bo właśnie w tym momencie zaczęła się kotłowanina rąk, nóg z której słychać było łacinę podwórkową w kilku językach.
- Li- jękną szatyn do słuchawki- ogarnij ich, stęskniłem się za wami. Nie chcę być zmuszonym odwiedzać żadnego z was w więzieniu.
- Nie chcę mi się, poza tym jakoś nie wydaję mi się żebym dał radę go powstrzymać. To twoja specjalność, Zayn tylko ciebie czasem słucha- westchną i wolno podszedł do turlających się po podłodze chłopaków.
- Niall, pomóż mi- warkną.
- Zayn, wystarczy- szepną Ni łapiąc bruneta w pasie i odciągając kawałek od Hazzy, a ten szybko schował się za Liama.
- Nie chowaj się pizdo! Tak po prostu wymieniłeś go na nowego po tych trzech latach. Wreszcie gdy skończyła się walka z zarządem! - Pieklił się Zayn, szarpiąc się w ramionach blondyna. Chłopak Harry’ego przyglądał się wszystkiemu ze zdezorientowaniem i chyba z lekkim strachem.
- Daj mi z nim porozmawiać- sarkną Szatyn do telefonu.- Masz rację, tylko mnie posłucha, nie dacie sobie z nim rady. Włączył mu się instynkt opiekuńczy.- Li powoli podszedł do dwójki przyjaciół, bez słowa podał telefon Zaynowi. 
- Tak?- zapytał mulat, bo nie wiedział nawet z kim rozmawia.
- Cześć braciszku- szepną Louis po drugiej stronie-zabierz Liama i Nialla i przyjedźcie. Wyślę wam adres SMS-em.
- Zaraz, najpierw dokończę co zacząłem- powiedział zimnym głosem brunet.
- Nie- padła stanowcza odpowiedź Lou- teraz, stęskniłem się, szczególnie za tobą, nie widziałem Cię trzy miesiące…
- Ale- Zayn chciał się dalej kłócić.
- Proszę Cię Zi- szepną słabym głosem szatyn i to skutecznie spacyfikowało mulata.
- Muszę się napić, kupić czy masz?- zapytał już spokojnym głosem.
- Całą kratę polskiej wódki, właśnie jesteśmy w połowie jednej butelki.
- Ok, już się zbieramy. Z kim pijesz, znam?- zapytał żeby jeszcze raz usłyszeć przyjaciela.
- Jedną tak. Piję z Vica, scenografką. Długie niebieskie włosy.
- Czekam na adres i jedziemy, nie upij się zanim nie dojedziemy.- Powiedział niby żartem.
- Zrobimy sobie przerwę- stwierdził z lekkim rozbawieniem Louis- tylko się sprężcie. Do zobaczenia.
- Hej,Lou- zdążył jeszcze rzucić Zi zanim starszy się rozłączył.
         Oddał telefon Ni, a po minucie dotarł SMS z adresem. Ostatni raz spojrzał na Harry’ego i zwrócił się do chłopaków.
- Jedziemy?- Zayn miał zdecydowanie dość towarzystwa loczka i jego faceta. Wyrok za podwójne morderstwo nie jest mu potrzebny do szczęścia. A dalsze przebywanie w ich towarzystwie właśnie tym mogłoby się zakończyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz