czwartek, 18 lutego 2016

Stracić by zyskać 8





         Najwcześniej z mieszkania ewakuowali się Niall i Liam. Na szczęście kac Irlandczyka już częściowo miną i przynajmniej płyny trzymały się jego żołądka, bo jedzenie nadal z niego uciekało. Gdy dotarli już do swojego apartamentu z westchnieniem usiedli na kanapie. Liam zaczął ziewać, a to wyraźnie przypomniało coś drugiemu chłopakowi.
- Możesz mi powiedzieć o czym dokładnie rozmawiałeś w nocy z Victorią?
- Wiesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła?- odparł szatyn.
- Tak i nie przeszkadza mi to specjalnie, lubię ciepło- zaśmiał się- Powiesz mi?
- Może kiedyś- Liam pospiesznie wstał z kanapy-muszę się przebrać, bo czuć ode mnie wódą na kilometr- znowu ziewną- Nigdzie dzisiaj nie idziemy, prawda?
- Zdecydowanie nie. Nawet ja mam dość balowania… przynajmniej jak na ten tydzień.- Niall udał, że nie zauważył zmiany tematu. Widząc jak zmęczony jest Li dodał miękko- Możesz nawet już przebrać się w dres. Idziemy spać.
- To dobrze, bo nie mam siły chodzić- westchną i poszedł do  łazienki. Ni zastanawiał się jakim sposobem ma wyciągnąć z tego uparciucha temat jego nocnej rozmowy z Vicą. Od dziewczyny niczego konkretnego się nie dowiedział, ale to co powiedziała w kuchni oraz fakt, że patrzyła cały czas na niego dało mu nadzieję, że Liam mówił o nim. Cała ta ich relacja była cholernie zaplątana. Zaczęło się od Louisa, ale teraz już nie chodziło tylko  niego. Chociaż Ni kochał go równie mocno co wcześniej, to od jakiegoś czasu takim samym uczuciem darzył Liama. Był przerażony, zakochać się w jednym przyjacielu to już jest ciężkie, ale w dwóch to już prawdziwa masakra. Do teraz był przekonany, że nie ma szans żeby Liam to odwzajemniał. Bał się, że łączy ich tylko Lou i gdy szatyn dowie się, że Niall się w nim zakochał to ucieknie. Pamięta jego początkowe zdezorientowanie i niepewność gdy uświadomił sobie swoje uczucia do Louisa. Niall bez wahania pomógł mu się z tym uporać, bo sam miał prawie identyczny problem. Bardzo zbliżył się do Li i jakoś przegapił moment w którym się zakochał.  Irlandczyk nie chciał wyskakiwać z żadnym wyznaniem w obawie, że dla drugiego chłopaka to nadal tylko przyjaźń z dodatkami. Jego rozmyślania przerwał rozbawiony głos szatyna.
- Milion za twoje myśli- zawołał Liam  tuż przy jego uchu. Przestraszony blondyn lekko podskoczył.
- Co!?- zawołał zdezorientowany.
- Mówiłem do ciebie, ale nie reagowałeś więc przyszedłem sprawdzić czy nie zasnąłeś przy stole. Od pięciu minut gapisz się w jeden punkt z bardzo zdeterminowaną miną. Aż boję się zapytać co tak skrupulatnie planujesz?- blondyn postanowił nie odpuszczać.
- Zastanawiam się w jaki sposób wyciągnę z ciebie o czym gadałeś z Vicą.- odparł poważnie, przenosząc spojrzenie na Liama. Ten tylko uśmiechną się  i pokręcił głową. Może dziewczyna jednak miała rację. Obiją ramieniem Ni i delikatnie pociągną w stronę swojej sypialni.
- Koniecznie teraz musisz  się tego dowiedzieć? To nie jest najlepszy moment- jękną zrezygnowany.
- Tak,  bo dlaczego nie?- zdezorientowany Niall ze zdziwieniem patrzył gdzie prowadzi go szatyn. Pokoje to było ich osobiste terytorium którego ten drugi nie przekraczał. Gdy spędzali razem noc to w trzeciej sypialni z dużym dwuosobowym łóżkiem.
- Dlatego, że jestem śpiący a przez to zirytowany ty zresztą też… a to jest temat na dłuższą rozmowę.- Powiedział pewnie Li siadając n a materacu i delikatnie pociągając blondyna tak by usiadł obok niego.
-Proszę- szepną zdesperowany Ni. Spojrzał w brązowe tęczówki i odpłyną. Liam położył się na plecach wpatrując tępym wzrokiem w sufit. Irlandczyk niepewnie poszedł w jego ślady zostawiając jednak między nimi wolną przestrzeń.
- Zabiję Victorię za te aluzję- mrukną Liam a serce drugiego kilkakrotnie podskoczyło z radości.
- Rozmawialiście o?
- O mnie- powiedział spokojnie- o tym kim jestem i od czego się zaczęło- Niall miał się ochotę rozpłakać, no tak…
- O Louisie? W sumie jest teraz wolny, wiedziałem co do niego czujesz… Chcesz zakończyć nasz układ?- szepną przestraszony. Liam przyciągną go bliżej do siebie i odwrócił się w jego stronę. Delikatnie przejechał dłonią po jego policzku.
- Ni- szepną kręcąc głową- trochę rozmawialiśmy o Lou, ale o tobie też całkiem sporo.
- Tak?- zapytał Irlandczyk z nadzieją- a o czym konkretnie? Powiedziałeś jej o naszym układzie?- szatyn skiną głową.
- No i co ona na to?
- Jest raczej optymistycznie nastawiona, cieszę się że mogłem się jej wygadać. Bo widzisz mam jeden problem…
- Jaki?- zapytał Ni ze zdziwieniem.
- Ciebie- Niall już chciał się zerwać z łóżka i zacząć wrzeszczeć na Liama, ale ten mocno go trzymał. W  oczach blondyna zebrały się już łzy. Był problemem. Chciało mu się płakać. Liam zorientował się, że źle to sformułował.
- Mówiłem, że to zły moment, mój mózg nie pracuje dobrze. Normalnie nie palną bym takiej głupoty…- Powiedział zły na siebie.
- Jestem problemem?- Chlipną Ni z zamkniętymi oczami.
- Niall spójrz na mnie, proszę- szatyn powiedział to takim tonem, że Irlandczyk wbrew sobie uchylił powieki. Nad sobą zobaczył Li.- jestem idiotą- powiedział- ale co mi tam… wiesz od czego zaczęła się nasza relacja?- blondyn tylko skiną głową ciekawy dalszego ciągu- Nadal kocham Louisa, widzę że ty też. Mój problem polega na tym, że skoro Lou jest wolny to boję się, że mnie zostawisz… A ja zdecydowanie tego nie chce, bo się w tobie zakochałem.- Niall ze świstem wypuścił powietrze a z jego oczu wypłynęło parę łez.
- Co jest?- zapytał Liam odsuwając się od Ni- akurat płaczu to się nie spodziewałem- mrukną smutny. Chwilę później blondyn zorientował się, że jego reakcja może być myląca, pewnie pociągną Li, tak by dosięgnąć jego ust. Pocałunek szybko stał się bardzo namiętny, po paru minutach odsunęli się od siebie z ciężkimi oddechami.
- Obaj jesteśmy idiotami- zaśmiał się blondyn- Cholernie się cieszę, że Cię mam. Też Cię kocham- dodał wesołym tonem- ale nie wiem czy strach pozwoliłby mi to pierwszemu powiedzieć.
- Uwierz, że gdyby nie Victoria to też bym się nie odważył- powiedział Liam sięgając po kołdrę i szczelnie ich okrywając- ale teraz skoro najważniejsza kwestia jest ustalona: Ja kocham Ciebie a ty mnie, to… idziemy spać.- Niall niepewnie podniósł się na łokciach.
- Mam iść?- Liam spojrzał na niego zdziwiony.
- Zgłupiałeś? Nigdzie nie idziesz- jakby dla potwierdzenia swoich słów ciaśniej obiją Ni ramieniem- Od jutra na stałe przenosimy się do sypialni z dużym łóżkiem, co ty na to?- blondyn zaśmiał się wesoło w odpowiedzi.
- Nie mam nic przeciwko- wtulił się w ciało Liama i po chwili obaj już spali.

          W tym samym czasie w mieszkaniu Victorii było Dwa do dwóch, czyli dwóch skacowanych, cierpiących chłopaków i dwie roześmiane, szalejące dziewczyny.
- Jesteście bez serca- powiedział dramatycznym głosem Louis- my tu umieramy w strasznych męczarniach, a wy się kompletnie tym nie przejmujecie.- Ten lament wywołał kolejny napad śmiechu.
- Nie przesadzasz trochę?- Zapytała Blanka- to tylko kac.
- To nie jest „tylko kac”.- stwierdził stanowczo Malik.
- Kobieto to jest najgorszy kac w moim życiu- jękną Lou- a moje cierpienie pogłębia fakt, że wy wyglądacie świeżo i pachnąco- zawiesił głos na chwilę.
- My za to moglibyśmy grać w "Nocy żywych trupów" bez charakteryzacji- dodał Zayn.- dziewczyny przyjrzały się potem popatrzyły na siebie i wybuchły śmiechem.
- Co fakt, to fakt.- zgodziła się Vi.
- Hej! Miałyście zaprzeczyć.- oburzył się Starszy chłopak
- Albo przynajmniej powiedzieć, że nie jest aż tak źle- dodał mulat- czuję się wyśmiany. Będę płakać- powiedział i dramatycznie pociągną nosem.
- Mamy kłamać?- Zapytała przesadnie niewinnym głosem Vica. Chwilę później dostała kanapową poduszeczką prosto w nos. Tylko, że te nieszczęsne poduszki były ozdobne i na środku każdej z nich był wzór z dużych drewnianych koralików… Victoria za to miała dość wrażliwy nos i często męczyły ją krwotoki. Wraz z opadającą poduszką poczuła ciepły płyn płynący z nosa.
- Świetnie- mruknęła i ruszyła do łazienki. Kolejne pół godziny jak nic spędzi nad umywalką. Jak się okazało brunetowi rzut poduszką też nie wyszedł na dobre… bo z jękiem dopadł toalety i oddał wszystko co udało mu się zjeść. W drzwiach łazienki stali ich przyjaciele zwijając się ze śmiechu.
- No bardzo śmieszne.- sarkną zirytowany Zayn.
- Wiesz…- powiedział rozbawiony Lou- jakbym wiedział, że dostarczysz mi tyle zabawnych sytuacji, a co za tym idzie znacznie poprawisz mi humor już dawno bym zmusił Cię do przyjścia tutaj.
- Cieszę się, że moje nieszczęście jest dla ciebie źródłem rozrywki- mrukną Zi
- Zdecydowanie, nie wiem tylko co na to Victoria- powiedział Lou chichocząc jak szaleniec któremu udało się spieprzyć z zakładu.- Najpierw odbiłeś jej dziewczynę, teraz pobiłeś… Aż strach pomyśleć co będzie następne.
- Czy ty przypadkiem jeszcze przed chwilą nie umierałeś na kacu?- wtrąciła szybko Vi. Lou nie zdążył odpowiedzieć bo odezwała się młoda.
- Może powinnam załatwić Ci jakąś ochronę.- powiedziała ta jędza i przybiła piątkę szatynowi.
- Dość. - powiedziała sztucznie złym głosem Vica, bo jej te żarty specjalnie nie przeszkadzały, ale Zayn chyba nie był zbyt szczęśliwy, że tyle osób widzi go z głową nad kiblem- Wypierdalać z łazienki, oboje. – Gdy nie posłuchali wypchnęła ich za drzwi nie przejmując się tym że zostawia za sobą czerwone krople. Szybko przekręciła zamek.- Przydalibyście się na coś i ugotowali obiad- jednak po chwili zastanowienia stwierdziła, że to raczej zły pomysł- albo lepiej zamówcie coś! – Louis potrafił przypalić nawet wodę na herbatę a zdolności kulinarne brunetki też pozostawiały wiele do życzenia. Z powrotem pochyliła się nad umywalką i przemyła twarz zimną wodą.
- Oni mają trochę racji- mrukną Zi opierając głowę o brzeg wanny- może sądowny zakaz zbliżania…
- Przestań pieprzyć- powiedziała śmiejąc się- spokojnie już tak mam, że lekkie uderzenie może skończyć się półgodzinną przerwą w życiorysie. Przy długotrwałym przebywaniu na słońcu czasami mam krwotok nawet bez jakiegokolwiek urazu.
- No niech będzie- mrukną brunet- To korzystając z okazji, że Louis jest zajęty doprowadzaniem twojej kuchni do ruiny… powiedz mi bez pomijania czegokolwiek jak on radził sobie przez ten miesiąc.
- Na pewno chcesz to wiedzieć?- zapytała Victoria, chociaż znała odpowiedź. Zauważyła jego zapędy „opiekuńczego brata”, wobec Lou. Miała tylko obawy, że po usłyszeniu wszystkiego wróci do mieszkania byłego partnera przyjaciela i naprawdę go ukatrupi…
- Tak- powiedział tylko.
- Ok, niech Ci będzie. Tylko cokolwiek usłyszysz musisz obiecać, że nigdzie stąd dzisiaj nie pójdziesz. Oddaj kluczyki i dokumenty. Jak trzeba będzie to Cię przykuję kajdankami do kaloryfera.
- Inaczej nie powiesz?- zapytał niechętnie sięgając do kieszeni bluzy. Po chwili oddając dziewczynie portfel i kluczyki do auta.
- Nie chce mieć człowieka na sumieniu- mruknęła tylko Vi- gwarantuję, że zauważyłam ten twój instynkt obrońcy wobec Louisa.
- Aż tak źle było?- zaniepokoił się brunet.
- Kolorowo nie było- odpowiedziała i przysiadła koło niego na posadzce. Zaczęła opowiadać o miesiącu pełnym udawanego spokoju, ukrytego płaczu, zamykania się w mieszkaniu i nocnych koszmarach. Po skończonej opowieści Malik jak strzała wybiegł z łazienki i zaczął kierować się w stronę drzwi.
- Nie zapomniałeś o czymś ?- mruknęła Vi pokazując mu portfel.  Cofnęła się do swojego pokoju. Rzuciła portfel i kluczyki za szafkę obok kaloryfera. Mulat zapominając o groźbie dziewczyny sięgną żeby je wyciągnąć jedną ręką przytrzymując się grzejnika. Victoria tylko na to czekała zwinnym ruchem  zacisnęła jedną obrączkę kajdanek na jego ręce a drugą przypięła do urządzenia.
- No i siedź.- zaśmiała się- myślałeś, że żartowałam z tymi kajdankami?- zapytała z błyskiem w oku.
- Zwariowałaś?- zapytał zdezorientowany
- Nie, zostaniesz tu dopóki się nie uspokoisz.- powiedziała bez cienia wahania.
- To może trochę zająć- Powiedział Zayn z westchnieniem i klapną na podłogę. Wiedział, że dziewczyna ma rację, bo gdyby taki wściekły zobaczył Harry’ego to mógłby go uszkodzić. Zwabieni krzykami do pokoju zajrzeli Louis i Blanka.
- No nie powiem… ciekawię się bawicie- powiedziała dziewczyna wskazując na Malika.
- Ta…- mrukną zamyślony Louis, chyba zorientował się dlaczego jego przyjaciel jest taki wściekły. Nie miał ochoty na przesłuchanie, więc pociągną Blankę za rękę i puścił oczko do Vi.- To my lepiej nie będziemy przeszkadzać. Idziemy gotować.
- Tylko nie wysadźcie mi kuchni w powietrze!- Krzyknęła za nimi Vica.  Młoda wróciła się do pokoju.
- Czyżbyś wątpiła w nasze możliwości?- zapytała z oburzeniem.
- Ja właśnie znam „wasze możliwości”.
         Godzinę później usłyszeli głośny pisk Blanki:
- Louis! Dlaczego kurwa patelnia się pali?!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz