czwartek, 18 lutego 2016

Stracić by zyskać 8





         Najwcześniej z mieszkania ewakuowali się Niall i Liam. Na szczęście kac Irlandczyka już częściowo miną i przynajmniej płyny trzymały się jego żołądka, bo jedzenie nadal z niego uciekało. Gdy dotarli już do swojego apartamentu z westchnieniem usiedli na kanapie. Liam zaczął ziewać, a to wyraźnie przypomniało coś drugiemu chłopakowi.
- Możesz mi powiedzieć o czym dokładnie rozmawiałeś w nocy z Victorią?
- Wiesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła?- odparł szatyn.
- Tak i nie przeszkadza mi to specjalnie, lubię ciepło- zaśmiał się- Powiesz mi?
- Może kiedyś- Liam pospiesznie wstał z kanapy-muszę się przebrać, bo czuć ode mnie wódą na kilometr- znowu ziewną- Nigdzie dzisiaj nie idziemy, prawda?
- Zdecydowanie nie. Nawet ja mam dość balowania… przynajmniej jak na ten tydzień.- Niall udał, że nie zauważył zmiany tematu. Widząc jak zmęczony jest Li dodał miękko- Możesz nawet już przebrać się w dres. Idziemy spać.
- To dobrze, bo nie mam siły chodzić- westchną i poszedł do  łazienki. Ni zastanawiał się jakim sposobem ma wyciągnąć z tego uparciucha temat jego nocnej rozmowy z Vicą. Od dziewczyny niczego konkretnego się nie dowiedział, ale to co powiedziała w kuchni oraz fakt, że patrzyła cały czas na niego dało mu nadzieję, że Liam mówił o nim. Cała ta ich relacja była cholernie zaplątana. Zaczęło się od Louisa, ale teraz już nie chodziło tylko  niego. Chociaż Ni kochał go równie mocno co wcześniej, to od jakiegoś czasu takim samym uczuciem darzył Liama. Był przerażony, zakochać się w jednym przyjacielu to już jest ciężkie, ale w dwóch to już prawdziwa masakra. Do teraz był przekonany, że nie ma szans żeby Liam to odwzajemniał. Bał się, że łączy ich tylko Lou i gdy szatyn dowie się, że Niall się w nim zakochał to ucieknie. Pamięta jego początkowe zdezorientowanie i niepewność gdy uświadomił sobie swoje uczucia do Louisa. Niall bez wahania pomógł mu się z tym uporać, bo sam miał prawie identyczny problem. Bardzo zbliżył się do Li i jakoś przegapił moment w którym się zakochał.  Irlandczyk nie chciał wyskakiwać z żadnym wyznaniem w obawie, że dla drugiego chłopaka to nadal tylko przyjaźń z dodatkami. Jego rozmyślania przerwał rozbawiony głos szatyna.
- Milion za twoje myśli- zawołał Liam  tuż przy jego uchu. Przestraszony blondyn lekko podskoczył.
- Co!?- zawołał zdezorientowany.
- Mówiłem do ciebie, ale nie reagowałeś więc przyszedłem sprawdzić czy nie zasnąłeś przy stole. Od pięciu minut gapisz się w jeden punkt z bardzo zdeterminowaną miną. Aż boję się zapytać co tak skrupulatnie planujesz?- blondyn postanowił nie odpuszczać.
- Zastanawiam się w jaki sposób wyciągnę z ciebie o czym gadałeś z Vicą.- odparł poważnie, przenosząc spojrzenie na Liama. Ten tylko uśmiechną się  i pokręcił głową. Może dziewczyna jednak miała rację. Obiją ramieniem Ni i delikatnie pociągną w stronę swojej sypialni.
- Koniecznie teraz musisz  się tego dowiedzieć? To nie jest najlepszy moment- jękną zrezygnowany.
- Tak,  bo dlaczego nie?- zdezorientowany Niall ze zdziwieniem patrzył gdzie prowadzi go szatyn. Pokoje to było ich osobiste terytorium którego ten drugi nie przekraczał. Gdy spędzali razem noc to w trzeciej sypialni z dużym dwuosobowym łóżkiem.
- Dlatego, że jestem śpiący a przez to zirytowany ty zresztą też… a to jest temat na dłuższą rozmowę.- Powiedział pewnie Li siadając n a materacu i delikatnie pociągając blondyna tak by usiadł obok niego.
-Proszę- szepną zdesperowany Ni. Spojrzał w brązowe tęczówki i odpłyną. Liam położył się na plecach wpatrując tępym wzrokiem w sufit. Irlandczyk niepewnie poszedł w jego ślady zostawiając jednak między nimi wolną przestrzeń.
- Zabiję Victorię za te aluzję- mrukną Liam a serce drugiego kilkakrotnie podskoczyło z radości.
- Rozmawialiście o?
- O mnie- powiedział spokojnie- o tym kim jestem i od czego się zaczęło- Niall miał się ochotę rozpłakać, no tak…
- O Louisie? W sumie jest teraz wolny, wiedziałem co do niego czujesz… Chcesz zakończyć nasz układ?- szepną przestraszony. Liam przyciągną go bliżej do siebie i odwrócił się w jego stronę. Delikatnie przejechał dłonią po jego policzku.
- Ni- szepną kręcąc głową- trochę rozmawialiśmy o Lou, ale o tobie też całkiem sporo.
- Tak?- zapytał Irlandczyk z nadzieją- a o czym konkretnie? Powiedziałeś jej o naszym układzie?- szatyn skiną głową.
- No i co ona na to?
- Jest raczej optymistycznie nastawiona, cieszę się że mogłem się jej wygadać. Bo widzisz mam jeden problem…
- Jaki?- zapytał Ni ze zdziwieniem.
- Ciebie- Niall już chciał się zerwać z łóżka i zacząć wrzeszczeć na Liama, ale ten mocno go trzymał. W  oczach blondyna zebrały się już łzy. Był problemem. Chciało mu się płakać. Liam zorientował się, że źle to sformułował.
- Mówiłem, że to zły moment, mój mózg nie pracuje dobrze. Normalnie nie palną bym takiej głupoty…- Powiedział zły na siebie.
- Jestem problemem?- Chlipną Ni z zamkniętymi oczami.
- Niall spójrz na mnie, proszę- szatyn powiedział to takim tonem, że Irlandczyk wbrew sobie uchylił powieki. Nad sobą zobaczył Li.- jestem idiotą- powiedział- ale co mi tam… wiesz od czego zaczęła się nasza relacja?- blondyn tylko skiną głową ciekawy dalszego ciągu- Nadal kocham Louisa, widzę że ty też. Mój problem polega na tym, że skoro Lou jest wolny to boję się, że mnie zostawisz… A ja zdecydowanie tego nie chce, bo się w tobie zakochałem.- Niall ze świstem wypuścił powietrze a z jego oczu wypłynęło parę łez.
- Co jest?- zapytał Liam odsuwając się od Ni- akurat płaczu to się nie spodziewałem- mrukną smutny. Chwilę później blondyn zorientował się, że jego reakcja może być myląca, pewnie pociągną Li, tak by dosięgnąć jego ust. Pocałunek szybko stał się bardzo namiętny, po paru minutach odsunęli się od siebie z ciężkimi oddechami.
- Obaj jesteśmy idiotami- zaśmiał się blondyn- Cholernie się cieszę, że Cię mam. Też Cię kocham- dodał wesołym tonem- ale nie wiem czy strach pozwoliłby mi to pierwszemu powiedzieć.
- Uwierz, że gdyby nie Victoria to też bym się nie odważył- powiedział Liam sięgając po kołdrę i szczelnie ich okrywając- ale teraz skoro najważniejsza kwestia jest ustalona: Ja kocham Ciebie a ty mnie, to… idziemy spać.- Niall niepewnie podniósł się na łokciach.
- Mam iść?- Liam spojrzał na niego zdziwiony.
- Zgłupiałeś? Nigdzie nie idziesz- jakby dla potwierdzenia swoich słów ciaśniej obiją Ni ramieniem- Od jutra na stałe przenosimy się do sypialni z dużym łóżkiem, co ty na to?- blondyn zaśmiał się wesoło w odpowiedzi.
- Nie mam nic przeciwko- wtulił się w ciało Liama i po chwili obaj już spali.

          W tym samym czasie w mieszkaniu Victorii było Dwa do dwóch, czyli dwóch skacowanych, cierpiących chłopaków i dwie roześmiane, szalejące dziewczyny.
- Jesteście bez serca- powiedział dramatycznym głosem Louis- my tu umieramy w strasznych męczarniach, a wy się kompletnie tym nie przejmujecie.- Ten lament wywołał kolejny napad śmiechu.
- Nie przesadzasz trochę?- Zapytała Blanka- to tylko kac.
- To nie jest „tylko kac”.- stwierdził stanowczo Malik.
- Kobieto to jest najgorszy kac w moim życiu- jękną Lou- a moje cierpienie pogłębia fakt, że wy wyglądacie świeżo i pachnąco- zawiesił głos na chwilę.
- My za to moglibyśmy grać w "Nocy żywych trupów" bez charakteryzacji- dodał Zayn.- dziewczyny przyjrzały się potem popatrzyły na siebie i wybuchły śmiechem.
- Co fakt, to fakt.- zgodziła się Vi.
- Hej! Miałyście zaprzeczyć.- oburzył się Starszy chłopak
- Albo przynajmniej powiedzieć, że nie jest aż tak źle- dodał mulat- czuję się wyśmiany. Będę płakać- powiedział i dramatycznie pociągną nosem.
- Mamy kłamać?- Zapytała przesadnie niewinnym głosem Vica. Chwilę później dostała kanapową poduszeczką prosto w nos. Tylko, że te nieszczęsne poduszki były ozdobne i na środku każdej z nich był wzór z dużych drewnianych koralików… Victoria za to miała dość wrażliwy nos i często męczyły ją krwotoki. Wraz z opadającą poduszką poczuła ciepły płyn płynący z nosa.
- Świetnie- mruknęła i ruszyła do łazienki. Kolejne pół godziny jak nic spędzi nad umywalką. Jak się okazało brunetowi rzut poduszką też nie wyszedł na dobre… bo z jękiem dopadł toalety i oddał wszystko co udało mu się zjeść. W drzwiach łazienki stali ich przyjaciele zwijając się ze śmiechu.
- No bardzo śmieszne.- sarkną zirytowany Zayn.
- Wiesz…- powiedział rozbawiony Lou- jakbym wiedział, że dostarczysz mi tyle zabawnych sytuacji, a co za tym idzie znacznie poprawisz mi humor już dawno bym zmusił Cię do przyjścia tutaj.
- Cieszę się, że moje nieszczęście jest dla ciebie źródłem rozrywki- mrukną Zi
- Zdecydowanie, nie wiem tylko co na to Victoria- powiedział Lou chichocząc jak szaleniec któremu udało się spieprzyć z zakładu.- Najpierw odbiłeś jej dziewczynę, teraz pobiłeś… Aż strach pomyśleć co będzie następne.
- Czy ty przypadkiem jeszcze przed chwilą nie umierałeś na kacu?- wtrąciła szybko Vi. Lou nie zdążył odpowiedzieć bo odezwała się młoda.
- Może powinnam załatwić Ci jakąś ochronę.- powiedziała ta jędza i przybiła piątkę szatynowi.
- Dość. - powiedziała sztucznie złym głosem Vica, bo jej te żarty specjalnie nie przeszkadzały, ale Zayn chyba nie był zbyt szczęśliwy, że tyle osób widzi go z głową nad kiblem- Wypierdalać z łazienki, oboje. – Gdy nie posłuchali wypchnęła ich za drzwi nie przejmując się tym że zostawia za sobą czerwone krople. Szybko przekręciła zamek.- Przydalibyście się na coś i ugotowali obiad- jednak po chwili zastanowienia stwierdziła, że to raczej zły pomysł- albo lepiej zamówcie coś! – Louis potrafił przypalić nawet wodę na herbatę a zdolności kulinarne brunetki też pozostawiały wiele do życzenia. Z powrotem pochyliła się nad umywalką i przemyła twarz zimną wodą.
- Oni mają trochę racji- mrukną Zi opierając głowę o brzeg wanny- może sądowny zakaz zbliżania…
- Przestań pieprzyć- powiedziała śmiejąc się- spokojnie już tak mam, że lekkie uderzenie może skończyć się półgodzinną przerwą w życiorysie. Przy długotrwałym przebywaniu na słońcu czasami mam krwotok nawet bez jakiegokolwiek urazu.
- No niech będzie- mrukną brunet- To korzystając z okazji, że Louis jest zajęty doprowadzaniem twojej kuchni do ruiny… powiedz mi bez pomijania czegokolwiek jak on radził sobie przez ten miesiąc.
- Na pewno chcesz to wiedzieć?- zapytała Victoria, chociaż znała odpowiedź. Zauważyła jego zapędy „opiekuńczego brata”, wobec Lou. Miała tylko obawy, że po usłyszeniu wszystkiego wróci do mieszkania byłego partnera przyjaciela i naprawdę go ukatrupi…
- Tak- powiedział tylko.
- Ok, niech Ci będzie. Tylko cokolwiek usłyszysz musisz obiecać, że nigdzie stąd dzisiaj nie pójdziesz. Oddaj kluczyki i dokumenty. Jak trzeba będzie to Cię przykuję kajdankami do kaloryfera.
- Inaczej nie powiesz?- zapytał niechętnie sięgając do kieszeni bluzy. Po chwili oddając dziewczynie portfel i kluczyki do auta.
- Nie chce mieć człowieka na sumieniu- mruknęła tylko Vi- gwarantuję, że zauważyłam ten twój instynkt obrońcy wobec Louisa.
- Aż tak źle było?- zaniepokoił się brunet.
- Kolorowo nie było- odpowiedziała i przysiadła koło niego na posadzce. Zaczęła opowiadać o miesiącu pełnym udawanego spokoju, ukrytego płaczu, zamykania się w mieszkaniu i nocnych koszmarach. Po skończonej opowieści Malik jak strzała wybiegł z łazienki i zaczął kierować się w stronę drzwi.
- Nie zapomniałeś o czymś ?- mruknęła Vi pokazując mu portfel.  Cofnęła się do swojego pokoju. Rzuciła portfel i kluczyki za szafkę obok kaloryfera. Mulat zapominając o groźbie dziewczyny sięgną żeby je wyciągnąć jedną ręką przytrzymując się grzejnika. Victoria tylko na to czekała zwinnym ruchem  zacisnęła jedną obrączkę kajdanek na jego ręce a drugą przypięła do urządzenia.
- No i siedź.- zaśmiała się- myślałeś, że żartowałam z tymi kajdankami?- zapytała z błyskiem w oku.
- Zwariowałaś?- zapytał zdezorientowany
- Nie, zostaniesz tu dopóki się nie uspokoisz.- powiedziała bez cienia wahania.
- To może trochę zająć- Powiedział Zayn z westchnieniem i klapną na podłogę. Wiedział, że dziewczyna ma rację, bo gdyby taki wściekły zobaczył Harry’ego to mógłby go uszkodzić. Zwabieni krzykami do pokoju zajrzeli Louis i Blanka.
- No nie powiem… ciekawię się bawicie- powiedziała dziewczyna wskazując na Malika.
- Ta…- mrukną zamyślony Louis, chyba zorientował się dlaczego jego przyjaciel jest taki wściekły. Nie miał ochoty na przesłuchanie, więc pociągną Blankę za rękę i puścił oczko do Vi.- To my lepiej nie będziemy przeszkadzać. Idziemy gotować.
- Tylko nie wysadźcie mi kuchni w powietrze!- Krzyknęła za nimi Vica.  Młoda wróciła się do pokoju.
- Czyżbyś wątpiła w nasze możliwości?- zapytała z oburzeniem.
- Ja właśnie znam „wasze możliwości”.
         Godzinę później usłyszeli głośny pisk Blanki:
- Louis! Dlaczego kurwa patelnia się pali?!!

poniedziałek, 15 lutego 2016

Stracić by zyskać 7






         Jako pierwsza obudziła się Blanka, nie do końca ze swojej woli, bo zmusił ją do tego kac morderca. Zawlekła się ostatkiem z łóżka, na komodzie pod ścianą dojrzała butelkę wody i jakieś witaminy musujące. Niepewnie postawiła stopy na podłodze i na palcach przeszła tych parę metrów. Gdy rozrobiła już napój, który barwą i zapachem przypominał wodę bagienną, z niechętną miną przechyliła szklankę. Po wypiciu tego obrzydlistwa od razu napełniła szklankę czystą wodą i wypiła na jednym wdechu. Po kilku minutach jej żołądek przyswoił płyny. Chyba jednak to paskudztwo trochę pomogło. Pokój przestał wirować, ale głowa nadal bolała ją tak jakby wczoraj rozbijała nią skały… postanowiła, że nie będzie się pierwsza zrywać tylko poczeka aż Vica się obudzi.
 Niecałą godzinę później niebiesko włosa niechętnie otworzyła  oczy, zerknęła na wyświetlacz telefonu, już po dziesiątej. Przydałoby się  wstać biorąc pod uwagę fakt, że ma trzech nieplanowanych gości w mieszkaniu no i oczywiście jeszcze Lou. Jakby tego było mało to po wczorajszym jak nic każdy z nich będzie umierać na kacu.
- W co ja się kurwa wpakowałam?- wymamrotała z niezadowoleniem- czterech chłopaków na kacu… nawet moja cierpliwość ma swoje granicę…
- Twoja cierpliwość kończy się po pięciu minutach od wstania z łóżka- powiedziała Brunetka szeroko ziewając.
- Śpisz, to śpij dalej, Młoda- mruknęła- a ty jak tam się czujesz?
- Dzięki tym twoim witaminkom o smaku wody z akwarium… to całkiem dobrze, ale jeszcze nie wstaję.- Blanka otworzyła jedno oko sprawdzając reakcję przyjaciółki.
- Nie wiem czy chcę wiedzieć skąd ty wiesz jak smakuję „woda z akwarium”- powiedziała Vi z rozbawieniem
- Nie chcesz- padła stanowcza odpowiedź, po czym brunetka zakopała się głębiej pod kołdrą- kiedyś opowiem, ale teraz spadaj. Ja chcę jeszcze spać!
- Ok, idę zobaczyć czy reszta żyję.-Victoria niechętnie zebrała rzeczy i poszła się ogarnąć. Po szybkiej toalecie i w czystych ciuchach czuła się już znacznie lepiej. Nie chciało jej się suszyć włosów poza tym stwierdziła, że dźwięk suszarki raczej nie wpłyną by kojąco na jej skacowanych gości. W kuchni wstawiła wodę na kawę i przejrzała lodówkę w poszukiwaniu składników na śniadanie. Jakieś pół godziny później, zaczynała sprzątanie. Postanowiła, że zanim reszta się zwlecze to przynajmniej kuchnie ogarnie. Zapakowała część naczyń do zmywarki, a te które się nie zmieściły umyła w zlewie. Tak się skupiła na sprzątaniu, że nie zorientowała się gdy ktoś wszedł do pomieszczenia.
- Hej-gość odezwał się niepewnie za jej plecami. Odwróciła się szybko przy okazji rozchlapując wodę z płynem po połowie kuchni. W progu stał Zayn z raczej smętną miną.
- Wody- jękną. A Vica ze śmiechem podała mu butelkę z lodówki.
- Jak chcesz to mam jeszcze jakieś witaminy. Blance pomogły, tylko nie smakują najlepiej…
- Może później- powiedział mulat odstawiając napój- za to nie pogardziłbym prysznicem. Zwinę jakieś rzeczy Lou.
- Nie ma problemu, tylko skorzystaj z tej łazienki na na prawo od salonu. Wolałabym żebyś na razie reszty nie obudził.- stwierdziła z wahaniem- A część ubrań Louisa jest w szafie na korytarzu, coś wybierzesz.
- okay- odpowiedział z uśmiechem- Reszty?- zapytał ze zdziwieniem.
- Tak… nie dałam rady pozbyć się ich wczoraj- powiedziała Victoria ze śmiechem- gdy zobaczyłam łezki w oczach to się poddałam.
- No tak- mrukną- A te ubrania to w tej szafie na końcu korytarza?
- Tak- odpowiedziała- Śniadanie, czy na razie żołądek protestuję?
- Nie, jedzenie to zły pomysł... Ale za kawę się nie obrażę- powiedział wychodząc do salonu.
Po paru minutach od wyjścia Malika, usłyszała odkręcaną wodę. Do kuchni przypełzły kolejne zwłoki, tym razem Liam.
- Hej- powiedziała wesoło- Kawy, herbaty czy wody?
- Cześć, poproszę herbatę- powiedział cicho- taką jak wczoraj- dodał wesoło.
- Spoko, a tak na marginesie to przypominam, że dla własnego zdrowia psychicznego powinieneś mu powiedzieć.- Dodała Vi poważnym tonem.
- Komu i co?- zapytał zaspany Niall wchodząc do kuchni- Czuję się jakby po mnie czołg przejechał…
- Nic, nieważne- mrukną Liam. Dziewczyna zdzieliła go ścierką po plecach i ze słodkim uśmieszkiem powiedziała:
- Ważne, ale to nie sprawa na teraz… Kiedyś się dowiesz- mrugnęła do Li.
- Ok, nie będę się kłócił. Mój mózg boli dzisiaj przy najmniejszym wysiłku.- jękną cierpientniczo i spojrzał błagalnie na Victorię- Pić?
- Jasne, na razie mineralna. Na coś ciepłego musisz poczekać dopiero włączyłam czajnik.
- Dzięki- uśmiechną się do niej, ale po chwili skrzywił z bólu- coś na kaca?
- Przeciwbólowe są na stoliku w pokoju Lou- odpowiedziała Vi- a tak w ogóle to gdzie go zgubiliście?
- Pływa w wannie, chyba szybko z stamtąd nie wyjdzie. Szkoda, bo ja też muszę skorzystać,. Czuję jakby coś zdechło mi w ustach i nawet zaczęło się już rozkładać.
- Pospieszę go trochę – zaśmiała się- mam drugą łazienkę o ile  pomiatasz- nie zdążyła skończyć mówić a blondyn już zerwał się z krzesła.
- No tak!- już chciał biec.
- Ale tam z kolei topi się Zayn.- zatrzymał go rozbawiony głos Vi
- No nie- jękną Niall- ten będzie tam siedział godzinę.- Wyglądał jakby miał się rozpłakać.
Czterdzieści minut później wszyscy siedzieli w kuchni, Ci którym żołądek pozwolił jedli śniadanie, a pozostali ograniczyli się do kawy z cytryną.
- Jak to możliwe, że możecie jeść?!- powiedział naburmuszony Ni patrząc raz na Liama, raz na Blankę- przecież piliście równo z nami, Vica odpuściła wcześniej to się nie dziwię, że nic jej nie jest. Ale wy? Jak to możliwe?!
- Jak ty odleciałeś jeszcze trochę siedzieliśmy- powiedziała Vica.
- Wypiłem tyle herbaty z cytryną, że wypłukało mi prawię cały alkohol z organizmu.- Dodał Liam z uśmiechem.
- To o której wy poszliście spać?- zapytała zdziwiona Blanka
- Coś koło czwartej nad ranem było- odpowiedziała Vi.- trochę sobie pogadaliśmy.
- No to teraz rozumiem, mogłeś mnie też zmusić do wypicia chociaż jednego kubka- mrukną blondyn- A ty?- zwrócił się do Blanki.
- Piłam te same witaminy co ty tylko, że jakieś dwie godziny wcześniej.- odpowiedziała z uśmiechem
- Ta…- mruknęła Vi- a poza tym ma taką ilość starszych braci, że się trochę przy nich wyrobiła. Ja się już nauczyłam, że z tą jędzą się równo nie piję…
- To ilu ty masz tych braci- jękną Lou z głową schowaną w dłoniach- Pięciu?
- Prawie zgadłeś- roześmiała się Blanka- Ośmiu.
- Ilu?!- Zapytało chórem cztery głosy.
- Ośmiu.
- Boże! Ty nie żartujesz.- powiedział Malik, a Ni dodał rozbawiony:
- Dobrze, że żaden z nas wczoraj się do ciebie nie przystawiał… Ośmiu wściekłych starszych braci ganiających One Direction z bejsbolami to byłaby sensacja stulecia- Victoria mrugnęła do Blanki.
- Co do tego- zaczęła sztucznie przejętym tonem- to jesteście absolutnie pewni?
- Co?!- Jękną Ni patrząc przestraszonym wzrokiem na Liama- Tylko nie mów, że ja…
- Zdaję się, że Zayn ma jakąś słabość do brunetek.- Młoda nic się nie odzywała, próbując ukryć rozbawienie. Malik zachłysną się kawą.
- Co!?- Pisną krztusząc się. Był tak autentycznie przerażony, że nie dały rady dalej go wkręcać. Zaczęły się śmiać jak szalone.
- Spokojnie, żartowałam.- powiedziała Vi śmiejąc się- odpłynąłeś równo z Lou. Spałeś chwilę na podłodze, przygnieciony do podłoża przez cztery stopy.
- Zabiję- mrukną, wpatrując się w Irlandczyka- już nie wiem co gorsze: śmierć z rąk stada rozwścieczonych starszych braci, czy wasze brzydkie stopy na moich plecach!- Udawał złość, ale tak naprawdę to siłą powstrzymywał się żeby się nie roześmiać.
- Hej! Czemu patrzysz się tylko na mnie? Li też po tobie deptał. Poza tym nasze stopy wcale nie są brzydkie!- zawołał Irlandczyk z oburzeniem. Teraz już wszyscy się śmiali.
- Bo jak Cię znam to był twój pomysł, żeby znęcać się nad nieprzytomnym przyjacielem.- zawołał Zayn i dołączył do reszty wybuchając głośnym śmiechem.
- A skąd ta pewność, że to jego pomysł Zi?- zapytał Liam
- A nie?- zdziwił się mulat- no nie poznaję Cię, ktoś ma na Ciebie zły wpływ!- Zawołał z udawanym oburzeniem.
- Chyba ja- powiedział Niall patrząc z uśmiechem na Liama.- Vi mrugnęła znacząco i powiedziała cicho:
- Mówiłam.
- Może- mrukną szatyn, a głośniej powiedział- Louis?
- Co tam?- zapytał zaciekawiony
- Wiesz, że skoro nas poznałeś to będziesz się musiał podzielić przyjaciółką?- zapytał rozbawiony.
- Czyżby wpadła Ci w oko?
- Nie, to nie to- odparł Li ze śmiechem- dobra z niej terapeutka- dodał poważnie.
- Spoko, to o czym wczoraj dyskutowaliście?- zapytał. Teraz wszystkie spojrzenia kierowały się od Victorii do Liama
- O relacjach międzyludzkich. – Rzucił Li. A dziewczyna dodała patrząc w oczy Irlandczykowi.
- Tak, o tym też… trochę o rodzajach przyjaźni, związkach. O Naszych słabościach i lękach. Ogólnie: o wszystkim.
- Aha- mrukną Lou- coś czuję, że już nie będę miał ulubionej terapeutki na wyłączność. -Niall bezgłośnie zapytał Vi „O mnie?”, a ona odparła z uśmiechem na głos :
- Nie mnie pytaj.- Liam spojrzał na nią pytająco. Victoria wskazała na Nialla. Który uśmiechną się szeroko do szatyna i gdy nikt oprócz niebieskowłosej nie widział szybko dotkną dłoni przyjaciela.

piątek, 12 lutego 2016

Stracić by zyskać 6




         Po Trzech kolejkach Victoria stwierdziła, że więcej nie pije. Reszta towarzystwa nie poszła w jej ślady na stole stały już dwie puste butelki po wódce, a Blanka otwierała kolejną. Biorąc pod uwagę fakt, że one wypiły wcześniej już trochę z Louisem brunetka trzymała się całkiem nieźle. Z Lou było trochę gorzej… mówił już trochę niewyraźnie i miał lekkie kłopoty z koordynacją ruchową.
         Cztery butelki później sytuacja przedstawiała się już zupełnie inaczej. Było już po drugiej nad ranem, Blanka poszła chwilę wcześniej spać do pokoju Vicki nawet udało jej się trafić do łóżka a przy jej stanie to naprawdę jest wyczyn godny podziwu. Co do reszty towarzystwa wcale nie było lepiej: Louis rozmawiał z muszlą klozetową w swojej łazience. Vica dziękowała niebiosom że jej mieszkanie ma dwie łazienki: Dużą, ogólną i jedną mniejszą pomiędzy  sypialniami, ale oddała ją do dyspozycji przyjaciela a sama korzysta z tej większej. Wrzuciła czyste ubranie Lou na przebranie, poczekała chwilę i po jakimś czasie z lekkim wahaniem otworzyła drzwi. Koszulka była założona na lewą stronę, ale poza tym wszystko było na swoim miejscu.
- Dasz radę się już położyć, czy nadal samoloty?- zapytała Vi
- Chyba już ok, tylko musisz mnie zaprowadzić… mózg pracuje, odcięło mi nogi- powiedział z zawstydzeniem.
- Nie ma problemu- delikatnie pomogła mu zebrać się z podłogi i powoli zaprowadziła do łóżka- na szafce nocnej masz wodę i tabletki. Dobranoc.- wyszła od przyjaciela i doznała szoku, bo pozostała trójka nadal zalegała w jej salonie. Tylko dwójka z nich była jeszcze przytomna. Zayn spał jak zabity na dywanie, głowę przytulał do jej torebki. Victoria miała nadzieję, że nie zwrócił do niej wypitego alkoholu. Niall i Liam zrobili sobie podnóżek z jego pleców, chyba bardzo ich to bawiło bo co chwilę wybuchali głośnym śmiechem.
- Nie zamierzacie jechać do siebie?- zapytała zdezorientowana Vica- mogę zadzwonić po taksówkę. Od razu zabierzecie ze sobą te zwłoki z dywanu…
- Tu nam dobrze- prawię krzykną Irlandczyk- Zi też nie narzeka- zastanowił się chwilę- ale to może dlatego, że chyba już śpi…
- Tylko jest taki mały problem, że moje mieszkanie jest raczej małe- dziewczyna próbowała ich jakoś przekonać do opuszczenia jej domu.
- Nigdzie nie idziemy- powiedział pewnie Li- możemy spać nawet na podłodze…- swoją wypowiedź zakończył wybuchem niekontrolowanego śmiechu. Po chwili Niall do niego dołączył. Gdy trochę się uspokoili spojrzeli na Victorię szczenięcymi oczami do tego blondyn miał łezki na rzęsach.
- Proooooszę- powiedział tonem zrozpaczonego pięciolatka. Vi poddała się z westchnięciem.
- Ok, niech wam będzie- mruknęła- jak chcecie możecie skorzystać z łazienki w sypialni Louisa, a ja spróbuję wykombinować wam jakieś miejsce do spania.- Jak na komendę obaj podnieśli się z kanapy przy okazji depcząc po Maliku, który tylko sapną niezadowolony, ale spał dalej. Zasalutowali z uśmiechem.
- Tak jest, prze pani!- Krzykną Niall i pociągną Liama w stronę pokoju Louisa.
- Ręczniki w szafce nad Lustrem- zdążyła jeszcze zawołać za nimi dziewczyna. Zebrała szklane przedmioty na tackę i wyniosła do kuchni. Postanowiła że wyciągnie materac, który jest w sypialni Louisa za ogromną drewnianą szafą. Gdy przekroczyła próg pokoju trochę się zdziwiła, bo oprócz Lou na łóżku znajdował się jeszcze Niall, który spał już jak zabity i Li siedzący w nogach z czułym uśmiechem przyglądający się pozostałej dwójce. Victoria uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Daddy Direction?- zapytała cicho. Szatyn dopiero wtedy zorientował się, że ktoś wszedł do pomieszczenia. Zarumienił się lekko.
- Ta… można tak powiedzieć- mrukną cicho, ale dziewczyna zrozumiała wszystko z jego tonu. Przystanęła obok łóżka i szeptem zapytała:
- Który?- Chłopak zarumienił się jeszcze bardziej i unikał jej wzroku, ale gdy złapała w końcu jego spojrzenie poddał się z cichym westchnieniem.
- Obaj- odpowiedział nie odwracając wzorku. Chciał zobaczyć reakcję Victori polubił tą zwariowaną dziewczynę, pomyślał że może wreszcie będzie miał z kim porozmawiać o swoich zmartwieniach. I się nie pomylił.
- W sumie to ci się nie dziwie- stwierdziła spokojnie- Co powiesz na mocną herbatę ze strasznie dużą ilością cukru i cytryny?- zapytała Vi domyślając się, że musi go to męczyć. Skoro zaufał jej na tyle, żeby jej powiedzieć choć praktycznie wcale jej nie zna musi być na skraju załamania.
- Pewnie- powiedział podnosząc się ze swojego miejsca.
- Poczekaj, wyciągnę tylko materac zza szafy. Musisz na czymś spać.- Po chwili posłanie znajdowało się już obok łóżka, ale w bezpiecznej odległości tak by chłopak nie był rozdeptany przez przyjaciół. Cicho wyszli z pokoju zamykając za sobą drzwi. Zatrzymali się chwilę w salonie przyglądając śpiącemu Zaynowi.
- Chyba trzeba zebrać go z tej podłogi- powiedziała Vica- bo jutro oprócz tabletek na ból głowy trzeba mu będzie załatwić wózek inwalidzki. Po spaniu na posadzce kręgosłup tak boli, że nie bardzo da się siedzieć nie mówiąc już o chodzeniu…
- Ok- powiedział tylko Liam i podszedł do przyjaciela, lekko potrząsną za jego ramie- Zi wstawaj- zero reakcji- No weź, to tylko pół metra!- Nadal nic.
- Daj sobie spokój nawet wybuch bomby teraz go nie obudzi.- Powiedziała rozbawiona Vica- ty za nogi ja za ręce i wrzucimy go na kanapę.- Już po pięciu minutach mulat spał wygodnie przykryty kocem.
- No i ostatni z głowy- roześmiała się Victoria, zaparzyła herbatę i usiadła na blacie stołu Li poszedł w jej ślady. Przez chwilę panowała cisza, chłopak nie wiedział od czego ma zacząć.
- Pytania pomocnicze?- Vi rzuciła mu koło ratunkowe.
- Chyba tak bym wolał- mrukną niepewnie. Dziewczyna się uśmiechnęła i powiedziała:
- To, że się nie znamy to może nawet dobrze. Ja jestem Biseksualna, nie musisz się przejmować, że powiesz coś co mi nie będzie pasować. Tylko ostrzegam, że czasami jestem bardzo bezpośrednia,  zbyt ciekawska., mam też specyficzne poczucie humoru.
- Okay- zgodził się.
- Ale możesz być pewny, że nikomu nie wygadam nawet słowa z tego co usłyszę.- dodała Vi pewnym głosem. Chłopak odpowiedział jej tylko skinieniem głowy.
- Zaczniemy od pytać podstawowych: Podobają ci się, czy jesteś zakochany?- czuła się trochę jak terapeuta.
- To drugie- mrukną i żeby nie patrzeć na Vicę upił trochę swojej herbaty.
- Dobra teraz seria pytań: - powiedziała ciepłym głosem i położyła niepewnie rękę na jego ramieniu- Jesteś gejem, czy Bi? Od którego się zaczęło? Wie ktoś o tym?- Liam naprawdę się cieszył, że poznał tą dziewczynę zadawała dokładnie takie pytania jakich potrzebował. Wyrzuci to w końcu z siebie, inaczej mógłby zwariować.
- Nie wiem dokładnie, nie potrafię się określić kim jestem… chyba Bi. Miałem parę dziewczyn i naprawdę mi się podobały, nadal  zwracam uwagę na wygląd kobiet, niektóre mnie pociągają.- odetchną chwilę, a Vi cierpliwie czekała- Zaczęło się od Louisa, prawie od początku zespołu, tylko na początku nie wiedziałem co jest granę. Zorientowałem się, że jestem zakochany gdy z powiedział nam, że jest z Harrym a ja miałem ochotę rozszarpać loczka- Vica się zaśmiała.
- Doskonalę Cię rozumiem, przerabiałam coś takiego…- westchnęła gdy dopadły ją dawne wspomnienia.
- No to nie muszę tłumaczyć, że to była czysta zazdrość. A wracając do pozostałych pytań to o tym, że jestem zakochany w Lou wie Niall, bo sam czuje to samo. Może nie powinienem tego mówić, bo to jego tajemnica… ale to się łączy ze mną. Gdy on dowiedział się, że ja też… Miał się komu wygadać i na odwrót. To jemu powiedziałem, że nie do końca wiem kim jestem. Gdy sam się zorientował,  że podobają mu się nie tylko kobiety…  dużo eksperymentował. Parę razy mnie też namówił. Było przyjemnie, ale bez jakichś specjalnych wrażeń… Do czasu aż jakiś rok temu przespałem się z Niallem. Co dziwne rano wcale nie było nam głupio ani niezręcznie… on stwierdził, że było lepiej niż wcześniej z kimkolwiek. Od tamtej pory sypiamy tylko ze sobą. Problem jest w tym, że ja się w nim zakochałem… boję się tylko. Lou jest teraz wolny…- niepewnie popatrzył na Victorię.
- Rozumiem Cię, że się boisz. Jakoś to rozegramy… z Louisem może potrwać to trochę czasu, ale jesteście jego przyjaciółmi. Wytrzymaliście tyle czasu, poczekacie jeszcze trochę… na razie mu nie mówiąc.
- Naprawdę cieszę się, że mogłem to wszystko komuś powiedzieć.- odpowiedział Liam z uśmiechem.
- Nie mówiłeś na darmo- zaśmiała się dziewczyna- pomogę Ci jakoś. Myślę, że na dobry początek musisz powiedzieć Niallowi. Inaczej Cię to wykończy- Li już chciał zaprotestować, ale mu nie pozwoliła-  analizując wasze dzisiejsze zachowanie to ty też nie jesteś mu całkiem obojętny. Zawsze lepiej wiedzieć… a jakby co to… teraz już wiesz gdzie mieszkam, gdzie pracuję. Zawsze możesz się wygadać. Myślę, że Louis się podzieli terapeutką- powiedziała Victoria z rozbawieniem na koniec.