sobota, 30 stycznia 2016

stracić by zyskać 2



Miną już równy miesiąc od jego wyprowadzki. Miesiąc podczas którego poza oglądaniem kolejnych mieszkań praktycznie nie wychodził z pokoju. Obejrzał już chyba z dziesięć apartamentów w centrum Londynu i dwa średniej wielkości domy na jego obrzeżach. Każde z nich odpychało go od siebie, chodząc po pustych zimnych pokojach, chciał jak najszybciej z nich uciec. Po którymś z kolei ataku paniki zrozumiał, że on najzwyczajniej nie wyobraża sobie samotnego mieszkania. Zastanawiał się tylko kiedy przyjaciółka będzie miała dość jego depresyjnego towarzystwa i pobudek w środku nocy… śniły mu się koszmary o zamknięciu w małym szklanym pudełku… było mu strasznie zimno, był sam i strasznie się bał. Koszmar powtarza się co noc. Victoria zawsze przychodziła zaspana z gorącą herbatą, melisą, miętą czasem z wódką… była nieprzewidywalna. Lou był jej strasznie wdzięczny, że tak się nim zajmowała, nigdy nie widział w jej spojrzeniu litości tylko zrozumienie i troskę.

 Dzisiejsza noc nie była wyjątkiem… znowu obudził się z przeraźliwym krzykiem. Do tego zalany potem. Z za ściany usłyszał jakiś obcy głos.
-Co to było?!- zapytał jakiś niezbyt wyraźny damski głos który zdecydowanie nie należał do jego przyjaciółki. Widocznie postanowiła przestać liczyć na to, że jej dziewczyna wróci z Rzymu. Jeśli Louis zepsuł jej wieczór, to teraz na pewno straci do niego cierpliwość… usłyszał jeszcze jakieś głosy ale nie rozumiał słów. Po chwili drzwi jego sypialni się otworzyły i do środka wpadły dwie dziewczyny. Obie były trochę wstawione, jedna w rękach miała pełną butelkę wódki i jakiś napój a druga kieliszki i kubki. Victoria podeszła do niego spokojnym krokiem i zapytała jak gdyby nigdy nic:
- To co Lou, rozumiem że się z nami napijesz?- w sumie czemu nie pomyślał.
- Tak, pewnie- powiedział- tylko skocze pod szybki prysznic, trochę się lepię.
- Zaczekamy- powiedziały jednocześnie. Obie uśmiechnęły się delikatnie i wepchnęły go do łazienki. Gdy wrócił po paru minutach odświeżony, jego łóżko było zasłane a pościel zmieniona. Na stole stały pełne kieliszki i jakaś zupa w miseczce, dzięki temu uświadomił sobie, że przez cały dzień nic nie zjadł. Jakby domyślając się jakim torem idą jego myśli Vica podała mu talerz.
- Nie będziesz pił z nami na pusty żołądek, ciepłe zdrowe jedzonko bez martwych zwierzątek w środku- Uśmiechnęła się i dokonuje prezentacji- To jest Louis- wskazując na chłopaka- a to Blanka, przyjaciółka z Polski. Jeśli chcesz jakoś przetrwać picie z dwoma polkami musisz wszystko zjeść. Nie uśmiecha mi się organizowanie pogrzebu
- Miło mi- padło z obu stron.- po chwili dziewczyna dodała uśmiechając się ciepło:
- Jedz szybko, bo chcę się dzisiaj upić. Mam powód i mamy czym.
- Ok, spoko. Już jem.- Nie chcąc sprawić jej przykrości, zabrał się za jedzenie i zanim się obejrzał zjadł wszystko. To był jego pierwszy tak obfity posiłek od miesiąca. Z pełnym żołądkiem był odrobinę bardziej pozytywnie nastawiony do życia. Przyjrzał się Blance. Była znacznie wyższa od Vitorii ale tak samo szczupła z długimi prawie czarnymi włosami do pasa. Niezaprzeczalnie była piękna. Niestety w ogóle go to nie ruszało. Dlaczego nie może być hetero albo przynajmniej Bi… życie byłoby prostsze. Pomyślał, że może się trochę wysilić i chociaż odezwać się parę słów.
- Więc dlaczego dla was to jest dobry dzień na upięcie się?- pyta obu ale patrzy na Victorie która wymachuje rekami w powietrzu. To chyba ma znaczyć  „zamknij się” ale już za późno. Oczy brunetki zachodzą mgłą, ale po chwili otrząsa się i mówi cichym spokojnym głosem.
- Druga rocznica śmierci mojego chłopaka- Lou nie wie co ma zrobić z oczami głupio mu spojrzeć na dziewczynę. Ta chyba to widzi, kładzie rękę na jego ramieniu i lekko je ściska.
- Spokojnie, nic się nie stało- zapewnia- to już dwa lata, normalnie już tak nie boli. Ale dzisiaj jest taki dzień, rozumiesz? Uświadamiasz sobie, że to już tyle czasu i zastanawiasz się gdzie bylibyście dzisiaj.- milknie na chwile- tak, dzisiaj zdecydowanie jest dobry dzień na zalanie się w trupa.- patrzy raz na Louisa raz na Victorie.
- Co o tym sądzisz Lou? Bo zdanie mojej przyjaciółki już znam- mówi i uśmiecha się ciepło. On natomiast zastanawia się ile powiedziała jej Vi…
- Jasne, chętnie dla mnie to też nie najlepszy czas- odwzajemnia uśmiech, pierwszy od miesiąca. Może jednak jakoś się pozbiera? Na początek musi zadzwonić do chłopaków i się z nimi spotkać. Wyjaśnić wszystko, bo chyba Harry też im nie powiedział, że nie są już razem. Gdyby wiedzieli, to był pewien że przekopali by Londyn w jego poszukiwaniu.
        

 Nawet nie zdawał sobie sprawy jak prorocze są jego myśli. Właśnie w tej chwili do mieszkania Harry’ego szła dwójka przyjaciół z zespołu. Zniecierpliwieni przeciągającym się milczeniem pary, no nie licząc SMS-ów z informacją że żyją, nie mieli z nimi żadnego kontaktu. Dzisiaj spontanicznie i bez zapowiedzi postanowili to zmienić. Ze zgrzewką piwa udali się do mieszkania przyjaciół. W końcu nie było tak późno dopiero dwudziesta druga.
- Myślisz, że Hazza nas wpuści?- pyta lekko zdenerwowany Niall. Dawno nie widział się ze swoim zwariowanym przyjacielem i strasznie brakowało mu starszego chłopaka. Czysto platonicznie, nie wspominając już, że od jakichś dwóch lat czuł do niego coś więcej. Odkąd uświadomił sobie, że jest Bi nie umie wyrzucić Lou z głowy. Nic nie mówi, bo boi się, że zupełnie straci z nim kontakt. Harry jest raczej zaborczy.
- Nie wiem Ni- wzdycha Liam- ale jak będzie trzeba to wejdę tam razem z drzwiami-mówi pewnym głosem. Dobrze wie, że przy Niallu nie musi chować swoich emocji pod maską.  Prawda jest taka, że chociaż inni faceci zupełnie go nie interesują to Louis całkowicie i bezapelacyjnie zajmuję większość myśli szatyna. Obaj wiedzą, że kochają tego samego chłopaka, który jest ich przyjacielem. Na dodatek jest w związku z loczkiem który również jest przyjacielem. Dokładając do tego, że wszyscy czterej tworzą zespół –  to powstaję z tego prawdziwa bomba. Ta przerwa była im naprawdę potrzebna. Inaczej któryś mógłby nie wytrzymać i w najmniej odpowiednim momencie wybuchnąć. Odejście z zespołu Zayna tylko pogorszyło sprawę. Są już prawie na miejscu. Muszą tylko jeszcze wjechać na ostatnie piętro i zmusić Harry’ego żeby ich wpuścił. Na szczecie mają jego ulubione piwo, czyli dobrą przepustkę. Wsiadają do windy i ze zniecierpliwienia przeklinają loczka za to, że zachciało mu się apartamentu na ostatnim piętrze.
- Mam nadzieję, że to Lou otworzy i nie będę musiał się siłować z Hazzą- mrukną cicho Liam. Bo chociaż kochał Lou to za żadne skarby świata nie chciał zranić też młodszego. Kiedyś po wypiciu paru piw zastanawiali się co by było gdyby: nie było Larre’go, a oni obaj kochali by Louisa tak samo. I doszli do wniosku, że za zgodą samego obiektu westchnień mogliby być szczęśliwi we trójkę.  Żaden o tym głośno nie mówi, ale przez te zwierzenia i miłość do jednego chłopaka zbliżyli się do siebie… i żaden z nich nie mógłby przysiąc z ręką na sercu, że nic nie czuje do drugiego.
- To jak myślisz który otworzy- zapytał Niall naciskając dzwonek. 

Liam nie zdążył odpowiedzieć, bo drzwi się otworzyły. Przyprawiając ich obu o szok, bo w drzwiach nie stał żaden z jego przyjaciół, tylko obcy chłopak w ręczniku na biodrach. Wpatrywali się w niego przez dobrą minutę.
- Może pomyliliśmy mieszkania- zastanawiał się Niall głośno. Chłopak  otrząsną się z transu.
- Szukacie Harry’ego? Poznałem was jesteście razem w zespole, prawda? Wejdźcie- przepuścił ich w drzwiach jakby był u siebie. To ich już zaniepokoiło, ale prawdziwy Armagedon nastąpił gdy usłyszeli zachrypnięty głos loczka.
- Kochanie, kto to był?- zapytał a chwilę później wszedł do salonu w samych bokserkach z szerokim uśmiechem na twarzy. Mina od razu mu zrzedła gdy zobaczył zszokowane twarze przyjaciół. W tym właśnie Momocie zdał sobie sprawę, że Lou im nie powiedział. A to jest chyba najgorszy możliwy sposób na odkrycie przez nich prawdy. Cisza która zapadła w salonie przez kilka kolejnych minut była tak gęsta od przepływających emocji, że w powietrzu można było spokojnie zawiesić siekierę.
- To ja chyba na chwilę wyjdę- mrukną Michael zdając sobie sprawę, że coś jest nie tak. Po czym udał się swobodnym krokiem w stronę sypialni. Za nim podążało mordercze spojrzenie Nialla. Liam z kolej sztyletował wzrokiem Harry'ego.  Nie obchodził go ten chłopak ani tłumaczenia Harry’ego. Zaczerpną głęboko powietrze po czym na pozór opanowanym głosem zadał jedno pytanie cały czas patrząc młodszemu w oczy:
- Gdzie jest Louis?- loczek od razu zaczął się tłumaczyć przed przyjaciółmi. Opowiadać jak tego nie chciał, ale zakochał się w Michelu. Na dźwięk obcego imienia coś się w Niallu zagotowało. Wolnym spokojnym krokiem podszedł do Harry’ego. Po czym wycedził przez zęby.
- Zamknij się. Nie obchodzisz mnie ty ani twój chłopak. Jedyne co mnie obchodzi to gdzie jest Lou?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz